Category Archives: Z bloga Damiana Siedleckiego

DLA FASZYZMU NIE MA USPRAWIEDLIWIENIA!

Wczoraj na portalu MojaOlesnica.pl opublikowany został tekst na temat kolejnych wypowiedzi (byłego?) blogera Artura Nicponia, który już kiedyś zasłynął tym, że chciał rozpisać referendum nad „zabiciem Donalda Tuska jak psa”. Tym razem pan Nicpoń swierdził, że do końca tej kadencji (parlamentu) do „antypolskich ku**w” będzie można „bezkarnie strzelać na ulicy, jak do wściekłych psów”.

Jak widać pan Artur jest miłośnikiem zwierząt. Szkoda, że nie wie, że nawet do psów strzelać nie wolno.

Słowa pana Artura, prawicowca, kojarzonego z oleśnickim środowiskiem PiSu, zasługują na powszechne potępienie. Bowiem nie ma usprawiedliwienia dla wypowiedzi, które chwalą propagują faszyzm/nazizm i nawołują do zabijania ludzi ze względu na przekonania polityczne!

Tymczasem pod wspomnianym wyżej artykułem dwie osoby podpisujące się „Voit” i „Krystyna Podgórska” ucięły sobie taką oto pogawędkę:

Okazuje się, że w oczach tych dwojga Artur Nicpoń nie napisał nic zdrożnego. Otóż według „Voita”:

(…) Stwierdził jedynie fakt , że „antypolskie k..wy” tak się rozpędzają w zdradzie, że społeczna świadomość tego faktu stanie się powszechna na tyle, że nawet jeśli obywatel „strzeli” to któregoś ze zdrajców, to ogól społeczeństwa przyjmie to ze wzruszeniem ramion. Bo to do nie dawna było normalne postępowanie za zdrajcami. Wieszało się ich lub odstrzeliwało jak wściekłe psy. (…)

Internetowa „Krystyna Podgórska” z kolei napisała:

W pełni solidaryzuję się z Twoją wypowiedzią (oprócz wulgaryzmów). (…)

Wygląda na to, że rozmówcy usprawiedliwiają faszyzujące, ksenofobiczne wypowiedzi Artura Nicponia. Wręcz chwalą jego „patriotyczne” poglądy i nazywają zdrajcami każdego, kto ma inne poglądy polityczne niż oni. I wcale nie przeszkadza im skrajnie nacjonalistyczna retoryka blogera.

Dlaczego o tym piszę? Już tłumaczę.

Kim jest „Voit”, tego nie wiem. Ale przybrany przez jednego z rozmówców podpis „Krystyna Podgórska” i skrajnie radykalny ton jego komentarzy dość jednoznacznie przypomina mi o Krystynie Podgórskiej – osobie, która w grudniu zeszłego roku została delegatem Burmistrza Oleśnicy do Rady Społecznej przy Samodzielnym Zespole Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej w Oleśnicy. Pani Podgórska, którą kilka lat temu spotkałem osobiście, dała mi się poznać jako osoba o skrajnie radykalnych poglądach: ortodoksyjnie prawicowych, pseudopatriotycznych (czytaj: „to ja wiem, kto jest prawdziwym Polakiem, a kto nie!”), dopełnionych specyficznym umiłowaniem bliźniego rodem z toruńskiej rozgłośni radiowej. PiS w wydaniu najgorszym z możliwych.

Wspomniałem o tym na sesji, przestrzegając, że takie osoby nie powinny reprezentować Burmistrza w tego typu gremiach. Jednak Burmistrz Oleśnicy nie zmienił zdania i nie wycofał jej kandydatury.

Skądinąd wiem, że pani Podgórska udziela się na lokalnych forach i robi to pod własnym imieniem i nazwiskiem. Tony wypowiedzi internetowej „Krystyny Podgórskiej” i tej Krystyny Podgórskiej, którą poznałem „w realu” są bardzo zbieżne. Dlatego też nie wydaje mi się, by ktokolwiek próbował się podszywać, choć owszem, taka sytuacja jest możliwa.

Gdyby się jednak okazało, że internetowa „Krystyna Podgórska” ta wychwalająca i usprawiedliwiająca pełne nienawiści komentarze z pogranicza faszyzmu i nazizmu autorstwa Artura Nicponia i pani Krystyna Podgórska – ta, która reprezentuje Burmistrza Oleśnicy w Radzie Społecznej SZPZOZ, to jedna i ta sama osoba, to byłaby to sytuacja niedopuszczalna, kompromitująca samego Burmistrza.

NIE MA USPRAWIEDLIWIENIA DLA FASZYZMU!

Jak tworzy i stosuje się prawo w Oleśnicy

Przez ostatnie dwa tygodnie wszyscy byliśmy świadkami dyskusji nad rozszerzeniem oferty miejskiej spółki OKR Atol dla swoich klientów o sprzedaż alkoholu. Ma to być wzbogacenie oferty, wyjście na przeciw oczekiwaniom, akceptacja stanu faktycznego (bo niby nie wolno, a ludzie i tak wnoszą) i wreszcie sposób na symboliczne chociaż łatanie dziury w budżecie spółki.

Nie będę się rozwodził nad tym, czy to dobry pomysł, czy zły. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy mają swoje argumenty. Tymczasem problem jest dużo poważniejszy – natury formalno-prawnej.

Oto bowiem Miejska Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Przeciwdziałania Narkomanii, popularnie nazywana „alkoholówką”, której przewodniczy jedna z radnych, przyznała już spółce koncesję na sprzedaż alkoholu. I należy zastanowić się, czy robiąc to, wzięła pod uwagę wciąż obowiązujące prawo lokalne, a konkretnie Uchwałę nr XXXVII/284/2013 Rady Miasta Oleśnicy z dnia 29 października 2013 roku w sprawie przyjęcia regulaminu korzystania z pływalni na terenie Miasta Oleśnicy?

Uchwalony przez Radę Miasta poprzedniej kadencji i wciąż obowiązujący „Regulamin korzystania z pływalni na terenie Miasta Oleśnicy” w dwóch punktach odnosi się do spraw związanych z alkoholem. § 3.1.3 tegoż regulaminu brzmi:

By spełnić ten warunek, teren bezpośrednio sąsiadujący z wiatą odgrodzono zgrabnym ogrodzeniem od części basenowej i w ten sposób wytyczono teren rekreacyjny, na którym prowadzona spółka będzie mogła legalnie prowadzić sprzedaż alkoholu. Formalnie, teren pływalni pozostaje wciąż wolny od sprzedaży i podawania alkoholu. Wszystko zgodnie z literą prawa. Trzeba będzie tylko dopilnować, żeby klienci raczyli się alkoholem na miejscu, a nie w części basenowej.

Ale jest jeszcze § 3.1.1 regulaminu, który mówi:

Z formalnego punktu widzenia, spełnienie tego punktu regulaminu oznaczałoby, że klient, który z terenu pływalni wejdzie na teren rekreacyjny, zakupi sobie drinka, wypije i… nie będzie już mógł wrócić na teren pływalni, bowiem będzie już „po spożyciu”. W przeciwnym razie, zostanie złamane prawo. I w tym momencie ktoś powie, że „tak już było od lat, że ludzie na basenie pili alkohol i po spożyciu wracali na basen”. Jasne. Ale tym razem to spółka miejska – jaką jest Atol – jawnie przyłoży do tego rękę.

Jestem ciekaw, czy „alkoholówka” przy przyznawaniu koncesji Atolowi wzięła pod uwagę ten konkretny punkt regulaminu – przypomnę – uchwalony przez Radę Miasta? Zadałem to pytanie na dzisiejszej sesji, ale nie doczekałem się odpowiedzi. Prawdę mówiąc nie sądzę, by komisja alkoholowa zadała sobie trud i przyjrzała się warunkom, w jakich w Atolu sprzedawany będzie alkohol i odniosła je do zapisów prawa lokalnego.

Nie mam zamiaru nikomu podpowiadać, ale można było przecież wcześniej pomyśleć o tym, by najpierw zmienić regulamin, a później przyznać koncesję.

Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że tak właśnie tworzy się i stosuje prawo w Oleśnicy: OD TYŁU. Miało być „sprawnie zarządzane miasto”, a mamy wielokrotnie łamany Statut Miasta Oleśnica. I radnych „Oleśnicy Razem” z burmistrzem, którzy w tym problemu nie widzą.

Jakie działania podejmowano w sprawie procesu z TIWWALem? Zapytanie

Wynik meczu TIWWAL : Miasto Oleśnica – 1 : 0. Na razie. Piłka po stronie Burmistrza Oleśnicy. Ten powołuje ZDZS – Zespół do Zadań Specjalnych.

Zadania, które ów Zespół otrzymał są następujące:

  • przygotować apelację,
  • poszukać wsparcia z zewnątrz,

i najlepsze:

  • podjąć wszelkie prawnie dozwolone działania w celu osiągnięcia założonych celów.

W skład Zespołu – oprócz Wiceburmistrza, Jarosława Sadowskiego, weszli ci sami pracownicy Urzędu Miasta w Oleśnicy, którzy od samego początku byli zaangażowani zarówno w proces inwestycyjny, jak i w proces przed sądem. I to ci sami ludzie składali przed sądem wyjaśnienia, które były na tyle mało przekonujące, że doprowadziły do przegranej w sądzie pierwszej instancji. Ale teraz zostali powołani do Zespołu, więc powinni pracować efektywniej.  Powinni pracować efektywnie. POWINNI PRACOWAĆ.

Tak naprawdę nikt nie wie, czy burmistrz Michał Kołaciński zaprzątał sobie głowę sprawą TIWWALa, mając na uwadze fakt, że cała sprawa w zasadzie obarcza konto jego poprzednika. Jeszcze jako radny RdO miałem wrażenie, że proces sądowy toczy się swoim, leniwym tempem. Nikt z radnych nie pytał o wysiłki, jakie były podejmowane, by przekonać sąd do swoich racji i przechylić szalę zwycięstwa na korzyść oleśnickiego samorządu, ale też nikt ze strony burmistrza nie kwapił się, by z własnej inicjatywy radnych o tych wysiłkach informować.

Aż do momentu ogłoszenia wyroku dalece niekorzystnego dla Oleśnicy.

Wtedy widmo wielomilionowej przegranej zawisło nad oleśnickim budżetem. Burmistrz Kołaciński powołał wspomniany wyżej Zespół – przypomnę – złożony z ludzi, którzy nie zdołali przekonać sądu pierwszej instancji do swoich racji, który ma „odczarować” niekorzystny wyrok w apelacji. Warto w tym miejscu, że firma TIWWAL jest zaprawiona w bojach sądowych i pewnie już niejeden taki proces wygrała. I pewnie kolejnej batalii przeciwko etatowym radczyniom prawnym Urzędu Miasta Oleśnicy się nie boi.

Na ostatniej sesji burmistrz Kołaciński zapytany przeze mnie, dlaczego DOPIERO TERAZ podjęto tak zdecydowane kroki, odpowiedział „Bo teraz zapadł wyrok”. Taka odpowiedź sugerowałaby raczej, że wcześniej sobie głowy procesem nie zaprzątał.

By rozwiać wszelkie wątpliwości na temat tego, czy w ciągu ostatnich 2 lat burmistrz, jego zastępca i pracownicy UM podejmowali jakieś kroki w tej sprawie, czy też nie, wystosowałem do burmistrza Kołacińskiego zapytanie, którego treść przedstawiam poniżej:

Na odpowiedź czekam.

O tym, jak procedowano uchwałę repatriacyjną

Mieszkania dla repatriantów – idea ze wszech miar szczytna i godna pochwały, a temat – owszem – ważny (choć nie najważniejszy).

Na ostatniej sesji RM (28 kwietnia 2017) burmistrz Michał Kołaciński wniósł o rozszerzenie programu obrad o projekt uchwały w sprawie zapewnienia przez Gminę Miasto Oleśnica warunków do osiedlenia się nieokreślonej imiennie rodzinie polskiego pochodzenia w ramach repatriacji.

I chociaż osobiście zgadzam się z ideą repatriacji, o czym powiedziałem w trakcie dyskusji, to już sam tryb procedowania tej uchwały wzbudził moje wątpliwości.

Przede wszystkim dlatego, że sam projekt uchwały trafił do skrzynek mailowych radnych w środę o godzinie 16:01, w trakcie posiedzenia Komisji Ekonomiczno-Prawnej, a więc na niecałe 48 godzin przed sesją RM. Dla co najmniej kilku członków tej komisji ten projekt był zupełnym zaskoczeniem, dlatego też trudno mówić, o jakiejkolwiek dyskusji w tym temacie. Burmistrz bez wdawania się w szczegóły opowiedział o motywach tej uchwały. I tyle. Jedynie członkowie Komisji Oświaty mieli okazję (następnego dnia) podyskutować na temat uchwały ws. repatriantów.

Statut Gminy Miasto Oleśnica – uchwalony notabene przez Radę Miasta obecnej kadencji – określa 7-dniowy termin poprzedzający sesję RM na skuteczne powiadomienie radnych o sesji i i dostarczenie im projektów uchwał. Te statutowe 7 dni to czas, który radni mają na zapoznanie się z treściami projektów uchwał. Tym razem zamiast 7 dni radni mieli w zasadzie niecałe 48 godzin.

Podczas sesji zadałem pytania o to, czy w ogóle odbyły się jakiekolwiek dyskusje, konsultacje w tej – ważnej i szczytnej sprawie. Radny Paweł Bielański próbował powiedzieć coś na temat „pociągu repatriantów”, który rzekomo miałby stanowić swoiste „konsultacje społeczne W PRZENOŚNI” (sic!). Burmistrz Kołaciński natomiast powiedział o tajemniczych konsultacjach w ramach posiedzenia klubu radnych satelitarnych PiS.

Jeśli radny Bielański i burmistrz Kołaciński rozumieją „konsultacje społeczne” jako jakąś tam rozmowę w gronie „radnych satelitarnych PiS”, to ja osobiście takiemu pojmowaniu społeczeństwa obywatelskiego się sprzeciwiam.

Nie otrzymałem ŻADNEJ odpowiedzi na pytanie, czy ten projekt uchwały uzyskał opinię Społecznej Komisji Mieszkaniowej, która zajmuje się przydzielaniem mieszkań socjalnych i komunalnych i  której członkowie mają najlepszą wiedzę na temat potrzeb mieszkańców Oleśnicy w tym zakresie. Prawdopodobnie projekt uchwały repatriacyjnej w ogóle nie został z Komisją Mieszkaniową skonsultowany.

Zadawanie merytorycznych pytań spotkało się z nerwową reakcją burmistrza i „radnych satelitarnych PiS”. Zamiast dyskusji o konkretach na temat tego projektu uchwały, o danych, na podstawie których wszyscy radni mogliby podjąć decyzję o tym, by zagłosować za przyjęciem tej uchwały, wysłuchaliśmy krótkiego wykładu w wykonaniu radniej Beaty Krzesińskiej na temat „Czy Wy w ogóle wiecie KIM JEST REPATRIANT?”. Pani Beato: my wszyscy wiemy, kim jest repatriant. Naprawdę! Tylko niektórzy z nas chcieliby wiedzieć nieco więcej w sprawie, w której mieliby podnieść rękę ZA. Z przebiegu dyskusji wynika, że „radnym satelitarnym PiS” wystarczy puste słowo burmistrza Kołacińskiego, bez wdawania się w konkrety. Bez refleksji. Najwyraźniej nie każdego radnego stać na samodzielne myślenie.

Boże uchowaj przed taką demokracją!

Wcale bym się nie zdziwił, gdyby uchwała repatriacyjna, która została przegłosowana w trybie nadzwyczajnym, bez możliwości dyskusji na komisjach RM i bez opinii tychże komisji, miała coś wspólnego z niedawną wizytą Wojewody Dolnośląskiego w Oleśnicy.

Otóż sprawami ewentualnych repatriantów i uchwał repatriacyjnych w całym kraju zajmują się wojewodowie. To oni muszą przed rządem niejako „wykazać się”, że podległe im samorządy niższych szczebli chcą przyjmować repatriantów i są gotowe na ich przyjęcie. Z tego, co udało mi się znaleźć, to odzew dolnośląskich samorządów był niewielki: tylko Żmigród i Wińsko podjęły stosowne uchwały. Wojewoda Dolnośląski miał więc interes w tym, by w oleśniccy radni taką uchwałę przegłosowali. Co w zamian?

Mogę się tylko domyślać, że został zawarty swoisty pakt- pisany lub niepisany – w którym w zamian za przyjęcie repatriantów Wojewoda Dolnośląski obiecał interwencję w sprawie remontu oleśnickiego dworca kolejowego, który w opłakanym stanie wita podróżujących pociągami. A cała ta „dobra nowina” o remoncie dworca miałaby zostać upubliczniona w roku 2018 – w roku, w którym – zupełnie przypadkiem – odbędą się kolejne WYBORY SAMORZĄDOWE.

Dlaczego tak myślę? Otóż mam w pamięci reakcję – wręcz alergiczną – burmistrza Kołacińskiego i radnego Bielańskiego na najmniejszą sugestię w tym temacie. Zbagatelizowali pytanie, a ich odpowiedź była zbyt nerwowa, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości.

Dlatego proszę sobie przypomnieć niniejszy wpis, jeśli w przyszłym roku nagle usłyszycie o remoncie dworca kolejowego w Oleśnicy. I pamiętajcie, że w roku wyborczym nic nie dzieje się przypadkiem!

Projekt uchwały w sprawie pomników przyrody

W całym kraju drzewa wyżynane są na potęgę. Pozwala na to tzw. „lex Szyszko„, czyli ustawa, której wielkim orędownikiem był „pierwszy łowczy Czwartej Rzeczpospolitej”, pisowski „minister środowiska”, który ze środowiskiem ma tyle wspólnego, co słonie afrykańskie z pływaniem synchronicznym.

Na szczęście w samej Oleśnicy „lex Szyszko” nie jest nadużywane (odpukać w niemalowane!), ale już np. w sąsiedniej gminie w okolicy Gęsiej Górki wycięto w pień całkiem spory zagajnik brzozowy.

Na zimne należy dmuchać. Dlatego przygotowałem projekt uchwały pomnikowej, w którym proponuję objęcie ochroną pomnikową najpiękniejsze, najokazalsze i najciekawsze okazy drzew w naszym mieście. Jest to drugie podejście do tego tematu, pierwsze w obecnej kadencji. Dla mnie to sprawa honoru, bowiem do jego kontynuacji zobowiązałem się przed zarówno przed znajomymi jak i osobami żywo zainteresowanymi sprawą. W zeszłym tygodniu projekt został złożony do Biura Rady Miasta.

Zgodnie z prawem czy wbrew statutowi?

Kilka faktów w temacie wątpliwości co do go zgodności trybu zwołania sesji nadzwyczajnej przez Przewodniczącego Rady Miasta.

Każde posiedzenie Rady Miasta zwoływane przez Przewodniczącego Rady Miasta poprzedzone jest takim zawiadomieniem:

Warto zwrócić uwagę na formułkę „Na podstawie art. (…) ustawy o samorządzie gminnym ORAZ art. (…) Statutu (!!!) Miasta Oleśnicy. Formułka jest praktycznie taka sama. Od lat.


Podobna formułka dotyczyła również sesji UROCZYSTYCH. Od lat.

Zazwyczaj podobnie było w przypadku sesji nadzwyczajnych

i nieprzewidzianych w rocznym planie pracy Rady Miasta.

Jednak w przypadku sesji „nadzwyczajnej” zwołanej na 3. marca 2017 w podstawie prawnej brakuje stosownego artykułu Statutu.

Pozostaje pytanie: czy to przypadek, że brakuje podstawy prawnej w postaci aktu prawa miejscowego, który jest zbiorem przepisów regulujących m.in. organizację wewnętrzną gminy (miasta) i tryb pracy jej organów (Rady Miasta)? Czy jest to zwykłe przeoczenie Przewodniczącego, czy może celowe działanie, jeśli wziąć pod uwagę niezgodny ze statutem termin powiadomienia radnych o sesji?

Dodam tylko, że jest to chyba jedyny przypadek w historii oleśnickiego samorządu, w którym Przewodniczący Rady Miasta zwołuje sesję Rady Miasta Z POMINIĘCIEM STATUTU.

PRZYPADEK?

Miasto dopłacać nie może, ale… i tak będzie!

Dyskusja o śmieciach trwa w najlepsze. Rzeczowe argumenty i konkretne pytania spotykają się z wymijającymi odpowiedziami. Zamiast wypracować taki system naliczania opłat, który byłby jak najmniej dotkliwy dla uczciwych mieszkańców Oleśnicy – o co apeluje Stowarzyszenie Razem dla Oleśnicy – Urząd Miasta wybiera rozwiązanie najprostsze: sięgnąć GŁĘBIEJ do ich kieszeni.

Podobno przyczyną całej dyskusji jest ustawowy zapis, że system gospodarki odpadami komunalnymi (GOK) musi się samofinansować. Jak mantrę powtarzane jest zdanie:

„Miasto ma pobrać opłatę w takiej wysokości, aby pokryła wszelkie niezbędne do odbioru i zagospodarowania odpadów koszty”

Takie – jednoznaczne i bezwarunkowe stwierdzenie radni znajdują w dostarczanych im materiałach na temat GOK.

I wszystko byłoby ok. BYŁOBY, gdyby nie to, że w tych samych materiałach znajdują się wyliczenia oparte na błędnym założeniu, że wszystkie osoby ZAMELDOWANE w Oleśnicy będą taką opłatę uiszczać. A nie będą, bowiem różnica pomiędzy ilością osób MIESZKAJĄCYCH w Oleśnicy i wykazanych w deklaracjach, a ilością osób ZAMELDOWANYCH wynosi – bagatela – 4570. Oczywiście mieszkających jest o tyle mniej od zameldowanych.

Oznacza to tyle, że forsowana przez Burmistrza Sadowskiego wysokość opłaty na poziomie 12 złotych nie pokryje kosztów ponoszonych przez miasto. Deficyt i tak będzie i to wcale nie mały, bo około 800 tys. w 2017 roku i około 500 tys. w roku 2018. Tym samym przyczyna, z powodu której podnosi się opłaty wcale nie zostanie wyeliminowana. Nawet jeśli podwyżka na 12 zł zostanie uchwalona, to wcale nie wykluczone, że w przyszłym roku o tej porze nie pojawi się pomysł, by znów podnieść opłaty o kolejne 3-4 złote. W tym momencie po raz pierwszy warto zadać sobie pytanie o zasadność podwyżki.

I teraz najlepsze.

Na dzisiejszym posiedzeniu Klubu Radnych RdO, w trakcie dość burzliwej dyskusji w temacie, Burmistrz Sadowski przyznał, że jeśli nie uda się „odnaleźć” tych 4570 osób, faktycznie będziemy mieli dziurę w budżecie przeznaczonym na GOK. Po czym dodał, że mimo to kolejnej podwyżki nie będzie, bo wykładnia Regionalnej Izby Obrachunkowej jest taka, że – UWAGA – jednak można dopłacać do „systemu”.

Czyli mamy następującą sytuację: trzeba uchwalić podwyżkę, bo system musi się domykać, ale po podwyżce i tak nie będzie się domykać, więc miasto i tak będzie dopłacać, bo jednak system wcale nie musi się domykać.

Proste jak drut, prawda?

Po raz drugi zadajemy sobie pytanie: po co w takim razie ta podwyżka, skoro system – mimo, że musi się domykać, to i tak nie musi?

I zamiast tak przeorganizować cały system naliczania opłat, na bardziej sprawiedliwy, bardziej „samobilansujący się”, by nie sięgać do kieszeni mieszkańców po więcej i więcej, forsuje się rozwiązanie najbardziej wygodne, jednak mało efektywne i zbyt krótkowzroczne.

I już na koniec: załóżmy, że podwyżka opłat z 10 na 12 złotych zostanie uchwalona. Doprowadzi to do deficytu – niech będzie nawet „tylko” 700 tysięcy złotych w roku 2017. Z czegoś tę dziurę pokryć trzeba będzie. Czy powie nam Pan, Panie Burmistrzu Sadowski, które podwórka nie zostaną wyremontowane? Remonty których dróg zostaną odłożone na później? Które place zabaw zostaną „odłożone” na nie wiadomo kiedy?

Placek został rzucony

Trochę już minęło od chwili, gdy ostatni raz miałem czas, by cokolwiek tu napisać. Ci, którzy mnie znają, wiedzą co było najważniejszym powodem mojej nieobecności i że ów powód już minął. Szczęśliwie! 🙂

Ale nie o tym chciałem…

Od wczoraj media żyją jakimś rozłamem w  Razem dla Oleśnicy. Otóż uprzejmie donoszę, że informacje o rozłamie w RdO są przesadzone. Zapewniam, że rozłamu nie ma, jeśli wciąż jest miejsce na dialog. RdO powstało na skutek rozmów (dialogu) pewnej grupy osób, które połączył wspólny cel i wspólne idee. Warto byłoby sobie o tym przypomnieć i wciąż powtarzać dla utrwalenia. Do znudzenia.

Szkoda tylko, że coraz więcej do powiedzenia mają osoby, które o początkach RdO nie wiedzą absolutnie NIC.

Urzędowa wymiana pism, czyli co Przewodniczący RM wiedzieć powinien

pismo

Jakiś czas temu opublikowałem list Przewodniczącego Rady Miasta, będący odpowiedzią na zorganizowaną przez Stowarzyszenie DLA OLEŚNICY inicjatywę pomnikową pod hasłem „Pomnik przyrody, świadek historii”. Niniejszym pragnę poinformować, że korespondencja z Radą Miasta trwa w najlepsze. I jest coraz ciekawiej!

Po ostatnim liście Przewodniczącego Rady Miasta zapanowała wiekopomna długa cisza. Ja milczałem – znacząco – w oczekiwaniu na wyniki analizy drzewostanu na terenie miasta, którą to zapowiedział pan Przewodniczący. Powód milczenia pana Przewodniczącego nie jest oficjalnie znany, ale mogę się domyślać, że milczał z nadzieją, że o pomnikach zapomnimy i że nikt nie będzie wracał do tego niewygodnego tematu. Albo po prostu nie miał nic do powiedzenia… Ale nie, pan Przewodniczący ZAWSZE MA COŚ DO POWIEDZENIA, o czym można się przekonać co miesiąc na posiedzeniu Rady Miasta.

I tak sobie trwaliśmy w tym błogim milczeniu…

W tak zwanym międzyczasie zgłosił się do nas radny Wiesław Piechówka z prośbą o korektę złożonych już wniosków, bo podobno wśród wytypowanych przez nas drzew znalazły się „samosiejki”, których system korzenny miałby poważnie zagrażać konstrukcji Zamku Książęcego. By zatrzymać ten proces, należałoby owe samosiejki powycinać. Wbrew panującemu w urzędzie przekonaniu ekoterrorystami nie jesteśmy, więc do wniosku radnego się przychyliliśmy i korekty wniosków dokonaliśmy. A ponieważ od ostatniego (bardzo oszczędnego w treści) pisma pana Przewodniczącego minęło już grubo ponad pół roku, postanowiliśmy skorzystać z okazji i zapytać, jakie są wyniki owej analizy drzewostanu. Przygotowaliśmy więc kolejne pisemko, które złożyliśmy do Biura RM w dniu 26 marca 2013 roku. I tym samym jednostronnie zerwaliśmy ten niepisany pakt milczenia z cichą (!!!) nadzieją, że uda nam się cokolwiek dowiedzieć.

Odpowiedź, którą otrzymaliśmy już po kilku dniach, nie wróży dobrze. Wyłania się bowiem z niej niepokojący obraz organu samorządowego kierowanego przez osoby niekoniecznie kompetentne, zagubione wśród przepisów prawa i niekoniecznie świadome praw obywateli i swoich własnych obowiązków; organu, w którym rolę wyroczni pełni tajemniczy twór pod nazwą „Porozumienie Radnych Rady Miasta VI kadencji.”

Po kolei:

w swoim krótkim, jakże oszczędnym w słowach piśmie, pan Wiceprzewodniczący wspomina o owej ekspertyzie (analizie) przeglądu drzew, którą rzekomo zlecił Urząd Miasta, a do której inspiracją były złożone przez nas wnioski. I wszystko dobrze, gdyby nie to, że autor pisma nie podaje żadnych konkretów. Kto, kiedy i jak wykonał tę ekspertyzę? Jakie były jej wnioski? Co zawierał protokół z tej ekspertyzy? Niestety pan Wiceprzewodniczący, sam fakt ekspertyzy potraktował w sposób raczej zdawkowy i nie uraczył nas konkretami. Dlaczego? Może były niewygodne?

Idziemy dalej:

„(…) niecelowym jest przygotowywanie uchwał, które mogą powodować, że zostaną stworzone bariery, wywołujące skutki, trudne do określenia w obecnej chwili.”

To bardzo niefrasobliwe stwierdzenie pana Wiceprzewodniczącego, którym w dodatku zaprzecza swoim zapewnieniom o poszanowaniu i dbałości o stan przyrody. Skoro zapisy ustawy o ochronie przyrody kojarzą się panu Wiceprzewodniczącemu tylko z „barierami” i ich „trudnymi do przewidzenia skutkami”, to wszyscy pogratulujmy panu Wiceprzewodniczącemu wyjątkowej świadomości ekologicznej i stanu wiedzy na temat ochrony przyrody. Owszem, ustawa nakłada pewne ograniczenia, ale w zamierzeniu ustawodawców mają one bardzo konkretny cel: chronić przyrodę, chronić konkretne okazy przyrody ożywionej (i nieożywionej) przed niszczycielską, często bezmyślną i krótkowzroczną działalnością człowieka. Czy taka prawna, formalna ochrona pomnika przyrody nie jest przejawem SZCZEGÓLNEJ dbałości o stan przyrody, o której zapewnia nas pan Wiceprzewodniczący?

W tym samym akapicie pan Wiceprzewodniczący pisze bardzo ciekawe zdanie:

„Powyższe, podzielają radni, z Porozumienia Radnych Rady Miasta VI kadencji.”

Czymże jest mityczne „Porozumienie Radnych Rady Miasta VI kadencji”, że występuje w roli OPINIODAWCY wniosków złożonych przez mieszkańców Oleśnicy? Wydaje mi się, że poza samymi zainteresowanymi, niewiele jest osób, które potrafiłyby jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Mam tu na myśli również dziennikarzy oleśnickich mediów, którzy dość często używają stwierdzenia „Porozumienia Radnych”, jednak bez wnikania, czym owo porozumienie jest. Chyba łatwiej powiedzieć CZYM „Porozumienie Radnych Rady Miasta VI kadencji” NIE JEST. Otóż według naszej najlepszej wiedzy, twór zwany „Porozumieniem Radnych” nie ma żadnego umocowania w Ustawie o samorządzie gminnym z dnia 8 marca 1990 roku. Nie jest również żadnym statutowym organem ani miasta, jako jednostki samorządu terytorialnego, ani rady miasta, jako organu kontrolnego i uchwałodawczego. Nie jest też żadnym stowarzyszeniem ani formalną organizacją posiadającą osobowość prawną. Jakim prawem zatem osoba kierująca pracami Rady Miasta powołuje się na „Porozumienie Radnych” i jego opinię w sprawie, w której która należy do wyłącznych właściwości samej Rady Miasta, a nie pewnej – nawet nie wiadomo, czy formalnej – grupy radnych występujących pod wspólnym szyldem „Porozumienia”? Czy tzw. „Porozumienie” może w ogóle występować jako opiniodawca w jakiejkolwiek sprawie? Czy jego opinie mogą być wiążące? Z tymi pytaniami należy zwrócić się do kierownictwa Rady Miasta. Choć akurat po szefostwie Rady Miasta można się spodziewać każdej, nawet najbardziej niedorzecznej odpowiedzi. W imię tzw. „wyższych celów”, oczywiście!

I na koniec szczegóły techniczne.

Kodeks Postępowania Administracyjnego, obowiązujący również Przewodniczącego Rady Miasta mówi wyraźnie, iż organ właściwy do załatwienia wniosku powinien załatwić wniosek

„bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu miesiąca.” (Art 244 § 1.)

„W razie niemożności załatwienia wniosku w terminie (…) właściwy organ obowiązany jest w tym terminie zawiadomić wnioskodawcę o czynnościach podjętych w celu rozpatrzenia wniosku oraz o przewidywanym terminie załatwienia wniosku.” (Art 245)

Wnioski o objęcie drzew ochroną pomnikową złożyliśmy 13 czerwca 2012 roku. Pierwsze pismo, o tym, że nasze wnioski zostały przesłane do Urzędu Miasta, dostaliśmy – po ustnym napomnieniu – 30 sierpnia 2012 roku, a więc po 11 tygodniach od złożenia wniosków. Kolejne pismo – z przypomnieniem, że wciąż nie otrzymaliśmy konkretnej odpowiedzi na nasze wnioski – złożyliśmy do Biura Rady Miasta w dniu 26 marca 2013 roku. Odpowiedź, której obszerne cytaty właśnie zamieszczam – otrzymaliśmy 4 kwietnia 2013 roku. Minęło zatem prawie 10 miesięcy od złożenia wniosków. W żadnym z pism nie zostaliśmy poinformowani o przewidywanym terminie załatwienia wniosków. Opieszałość kierownictwa Rady Miasta jest ewidentna. Ale oczywiście Wiceprzewodniczący bezkrytycznie nie zauważa problemu, czym tylko potwierdza swoją niewiedzę na temat obowiązującego go prawa.

No cóż… W przypadku przeciągających się spraw każdemu przysługuje prawo złożenia skargi do wojewody. Do tej pory nie korzystaliśmy, ale jeśli sytuacja będzie się powtarzać, to kto wie…?

Kolejne pismo Stowarzyszenia zostało złożone wczoraj w Biurze Rady Miasta. Choć trzeba przyznać, że korespondencja z ludźmi, którzy używają niedorzecznych i często bezpodstawnych argumentów, do łatwych nie należy. Rzeczowe, konkretne argumenty toną w potoku słów pozbawionych treści, płynącym ze strony osób, które stanowią prawo w naszym mieście i nie dopuszczają do siebie myśli o obywatelskiej inicjatywie uchwałodawczej.

Chichot historii: Święto Klasy Robotniczej

Jakiś czas temu w poszukiwaniu pewnych dokumentów, odwiedziłem Archiwum Państwowe we Wrocławiu. Poszukiwanych nie znalazłem, ale za to natrafiłem na różne „michałki” sprzed lat, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu stanowiły przejaw jedności i, nomen omen, solidarności z klasą robotniczą, a przede wszystkim, demonstrację poparcia dla jedynie słusznej władzy i jedynie słusznej partii, a które dzisiaj wywołują uśmiech politowania na twarzy. Poniżej zamieszczam treść zarządzenia Miejskiej Rady Narodowej w Oleśnicy w sprawie dekoracji miasta na okoliczność obchodów 1-majowych. Zachowana pisownia oryginalna.

1-maja

Zdjęcie oryginalnego Zarządzenia Nr 1/73, będącego w zasobach Archiwum Narodowego we Wrocławiu.

Oleśnica, dnia  20 kwietnia  1973 r.

Zarządzenie Nr 1/73

w sprawie dekoracji miasta w związku z obchodami Święta Klasy Robotniczej – Dnia 1 -go Maja.

Na podstawie Uchwały Rady Państwa z dnia 8 marca 1973 roku /M.P.Nr 13 z dnia 24 marca 1973 roku/ w sprawie zasad obchodów ogólnokrajowych i lokalnych uroczystości państwowych – Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Oleśnicy zarżądza , co następuje:

  1. Przedsiębiorstwa, instytucje, organizacje społeczno-polityczne, komitety blokowe i prywatni właściciele posesji – udekorują flagami czerwonymi i biało-czerwonymi wszystkie budynki mieszkalne, zakłady pracy oraz ulice i place – szturmówkami i transparentami – z hasłami przydzielonymi na naradzie w dniu 15 kwietnia 1973 roku.
  2. Szczególnej dekoracji wymaga przede wszystkim plac zbiórki manifestacji /skwer P K.P/, trasa pochodu 1-Majowego oraz centrum miasta – rynek.
  3. Pełna dekoracja miasta winna być zakończona do dnia -28 kwietnia 1973 roku do godz.12-tej,
  4. Rozdekorowanie miasta winno nastąpić w dniu 2 maja 1973 roku do godz.12-tej.
  5. Jednocześnie w celu wzmożenia czujności nad ochroną mienia społecznego przed pożarami i kradzieżami – dyrektorzy i kierownicy zakładów pracy wydadzą w tym celu odpowiednia zarządzenia.
  6. Za wykonanie niniejszego zarządzenia czyni się odpowiedzialnych dyrektorów i kierowników-zakładów pracy i instytucji oraz właścicieli prywatnych posesji.

 

Sekretarz Prezydium MRN                               Przewodniczący prezydium MRN

/-/ Edward Styczeń                                                                           /-/ Jan Jaworski

Wysłano pocztą (w liczbie 62 szt.)

dnia 21 04 1973 r.