Tag Archives: żenada

Patriota? Patrycjat!!!

Oleśnica. Zakład karny. Tablica pamiątkowa. Oficjalna. Co tu można spieprzyć?

Okazuje się, że można:

Niech zgadnę: Sekcja Promocji Miasta?

No cóż, jeśli ktoś myli promocję z propagandą, to i patriota pomerda mu się z patrycjatem

O anglojęzycznej nawet wersji nie wspomnę. Szkoda słów…

PS. Zdjęcie tablicy pochodzi ze strony p. Marka Nienałtowskiego, który pierwszy zauważył ten kompromitujący lapsus: http://www.olesnica.nienaltowski.net/wiezienie_tablice.htm

Taka piękna katastrofa!

Miały być: chleb, praca i dobrobyt. Dla całego powiatu. Są: niesmak, kompromitacja i wstyd. Na całą Polskę.

Kolorowe marzenia o lotnisku w Oleśnicy roztrzaskały się o szarą rzeczywistość. Klamka zapadła w poniedziałek, 25 listopada, kiedy to Rada Powiata przegłosowała uchwałę o definitywnym zakończeniu lotniskowego projektu i zwróceniu nieruchomości z powrotem do Agencji Mienia Wojskowego. Oficjalny powód – prozaiczny: zbyt duże nakłady finansowe.

Przypomnę tylko, że ja, jako pierwszy – w maju 2011 roku – odważyłem zadać pytanie, jakie będą koszty tego przedsięwzięcia i czy powiat oleśnicki będzie w stanie takie obciążenia finansowe udźwignąć. W ramach odpowiedzi  zostałem po żołniersku zrugany przez jednego z inicjatorów tego projektu. Jak się później okazało, i tak miałem szczęście, że zostałem potraktowany w miarę ulgowo. Bo gdy nad lotniskiem zaczęły się gromadzić czarne chmury, owemu inicjatorowi puściły hamulce i bez refleksji pluł na oślep, nie przebierając w słowach. Jeździł (bo przecież nie latał) po wszystkich i wszystkim, co miało cokolwiek wspólnego z Urzędem Lotnictwa Cywilnego, oleśnickimi samorządami i lotniczą spółką. A po prezesach tej spółki – w szczególności.

Teraz wydawać by się mogło, że powinienem mieć satysfakcję, że projekt lotniskowy upadł. Otóż NIE MAM. Bo naprawdę chciałem, żeby Politechnika Wrocławska przeniosła do Oleśnicy swój ośrodek badawczy; bo naprawdę chciałem, żeby w Oleśnicy pojawili się nowi inwestorzy; bo naprawdę chciałem, by w Oleśnicy łatwiej było znaleźć pracę. A takie wizje roztaczały przed nami wszystkimi osoby odpowiedzialne za ten projekt. Miał być skok cywilizacyjny. Miało być rozwojowo, innowacyjnie, z rozmachem. ODRZUTOWO!

Nie jest mi do śmiechu jeszcze z innych, dużo bardziej złożonych powodów. Oto bowiem casus lotniska obnażył słabości oleśnickich samorządów.

Po pierwsze: zabieranie się za projekt, przepraszam za wyrażenie, od du*y strony. Kompromitująca amatorka! Biznesplan? Jaki biznesplan?! Powołamy prezesa, on przygotuje biznesplan! Koncepcja zagospodarowania?! Koncepcje są dla mięczaków! Teraz idziemy na żywioł, a o kasę pomartwimy się później!

Po drugie: brak realnej oceny własnych możliwości. Przede wszystkim finansowych. W sytuacji, gdy powiat z trudem utrzymuje szpital, gdy zadłużenie powiatu sięga dozwolonego progu, lotnisko NIE MOŻE BYĆ inwestycją pierwszej potrzeby.

Po trzecie: SPL-O. Niejasne i nieuregulowane relacje z SPL-O. Przez długi czas Starostwo pozwalało, by stowarzyszenie wchodziło na lotnisko jak do siebie, a później stowarzyszenie podniosło raban, że TYYYYYYLE zrobiło dla lotniska, a teraz się ich wyrzuca. Od początku trzeba było postawić sprawę jasno: powiat jest GOSPODARZEM i rządzi po gospodarsku, a SPL-O jest GOŚCIEM. Wspiera, ale nie wchodzi w kompetencje urzędników/prezesów.

Po czwarte: przedziwna niechęć do współpracy w imię wyższych celów. I to pomimo wcześniejszych deklaracji. I to deklaracji złożonych PUBLICZNIE i NA PIŚMIE! Ewidentnie zabrakło współpracy gminy i miasta z powiatem, zarządu powiatu ze starostą, starosty ze stowarzyszeniem, stowarzyszenia ze spółką, spółki z mediami. I w drugą stronę.

525ba12c5661e_o

11 września 2012. Moment podpisania deklaracji współpracy przez władze Gminy Oleśnica, miasta Oleśnica oraz powiatu oleśnickiego. /źródło: olesnica.naszemiasto.pl/

Po piąte: do oleśnickich samorządów dostają się ludzie niesłowni, którzy nie poczuwają się do odpowiedzialności za swoje słowa i czyny przed swoimi wyborcami. Ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem obiecują 1000 miejsc pracy, a później z rozbrajającą szczerością dodają, że „marzyć trzeba”. I do tego hipokryci, którzy najpierw publicznie deklarują współpracę nad ambitnym projektem, a później siedzą z załóżonymi rękami i przyglądają się. Panowie – słowo gentlemana jest święte – jeśli coś się komuś obiecało, wypadałoby dotrzymać słowa; a jeśli nie macie zamiaru się angażować, to może lepiej byłoby żadnej deklaracji nie podpisywać? W dodatku pełno jest takich, którzy najpierw zagłosują za projektem, by po roku przyznać, że ów projekt był zbyt ambitny i go zarzucić. W każdym przypadku – zero odpowiedzialności.

Po szóste: kompletna bezradność w przyciąganiu inwestorów. Od samego początku trąbiono, że będzie Politechnika, że będzie montownia odrzutowców. A pozostali inwestorzy – na samą wieść o lotnisku – będą dobijać się drzwiami i oknami… No więc nie ma ani Politechniki, ani montowni odrzutowców. Nie ma niczego.

Teraz, gdy nie ma już lotniska, na horyzoncie pojawia się nie-lotniczy inwestor, który gotów jest wyłożyć okrągły MILIARD EURO. Który zjada niedoszłych lotniskowych inwestorów na pierwsze śniadanie. Aż boję się pomyśleć, że może to być tylko gra, w której graczami są samorządowcy, a pionkami – wyborcy. Ta gra się nazywa „KAMPANIA WYBORCZA”.

Mimo wszystko, mam nadzieję, że tak nie jest… Pukam w niemalowane!

Nieomylność zobowiązuje

Nieomylność zobowiązuje. Sam Nieomylny jest zobowiązany do emanacji swoją nieomylnością i do trwania w tejże. Do zadań jego Dworu należy: a) Nieomylnego w trwaniu w swojej nieomylności utwierdzać, b) nieprzekonanych przekonywać, c) wątpiących prostować, d) siebie nawzajem w wierze w Nieomylnego umacniać i pokrzepiać. Źródłem wszelkiego światła jest Nieomylny – Dworzanie mogą, co najwyżej, błyszczeć światłem odbitym.

Jest jeszcze jeden dogmat: Nieomylny, nie dlatego jest nieomylny, by można było z nim dyskutować. Nieomylność nieomylnego nie podlega żadnej dyskusji. Kropka.

Doskonale przekonał się o tym pewien Dworzanin, który odważył się zakwestionować nieomylność Nieomylnego. Po siedmiu latach trwania w „dworskim” letargu, nagle się ocknął, przejrzał na oczy i stwierdził, że tak dalej być nie może.

Niestety, dworzanin, który dopuszcza się tak rażącego łamania dworskich manier i obyczajów, który podaje w wątpliwość dogmat o nieomylności Nieomylnego, musi liczyć się z banicją i ostracyzmem ze strony pozostałych członków Dworu. Były już Dworzanin zrezygnował ze zobowiązania do świadczenia dobrowolnych i spontanicznych pochwał pod adresem Nieomylnego.

Tak więc, Staszku, w kontraście do nieomylności Nieomylnego, Ty teraz możesz emanować i epatować swoją niezależnością. Wszem i wobec, na lewo i prawo… Tego już Ci nikt nie odbierze. Ale mam tylko jedno pytanie: DLACZEGO DOPIERO TERAZ??!! Przez całych 7 lat sprawowania mandatu i trwania w tzw. Porozumieniu Radnych nie zauważyłeś, że nikt nie liczy się z Twoją opinią? Czy przez te 7 lat nie przeszkadzało Ci to, że dawałeś sobie narzucić zdanie, z którym się nie zgadzałeś?

Poza tym, Staszku, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że w niezbyt komfortowej sytuacji postawiłeś swoich byłych kolegów z organizacji partyjnej… Ich młodsi koledzy też złożyli projekt uchwały (w sprawie budżetu obywatelskiego) do Przewodniczącego Rady Miasta, też zgodnie z regulaminem i procedurami. A Przewodniczący Rady Miasta – zapewne zapatrzony w Nieomylnego – ów projekt wyrzucił do kosza, tłumacząc, że obecny budżet Oleśnicy jest już WYSTARCZAJĄCO OBYWATELSKI. Jak na taką decyzję zareagują starsi koledzy z partii? Albo pokażą pazur, albo – trwając w wierze w dogmat o nieomylności Nieomylnego – położą uszy po sobie i z pokorą przeproszą za wyskok młodszych kolegów…

Cóż, Panowie z PO: chcieliście się odróżniać? Lepsza okazja może się już nie przytrafić…

chuck_norris

Komputery, a czynnik ludzki

349698_4521

Źródło: sxc.hu

Komputery są wszędzie. Moi studenci nie wyobrażają sobie studiów bez komputera. Do tego stopnia, że bardziej wierzą komputerom, niż we własne możliwości.  Jednym z najprostszych zadań, które studenci muszą wykonać w ramach laboratorium z fizyki jest wyznaczenie masy/gęstości aluminiowego elementu. Wiele już razy zdarzało mi się sprawdzać sprawozdania, w których masa takiego elementu – niewielkiej, sześciennej kostki – według studenta – równa jest masie średniej wielkości planety. Po czym student zaskoczony pytaniem „A skąd Ty człowieku masz ten wynik?!”, z rozbrajającą szczerością oznajmia „NO PRZECIEŻ KOMPUTER TAK POLICZYŁ!!!”.

Wtedy zwykle próbuję wytłumaczyć biedakowi, że owszem komputer jest w stanie policzyć wszystko… czasem nawet poprawnie… ale pod jednym, niezwykle istotnym warunkiem: że umie się z komputera korzystać i że dane wejściowe, na podstawie których oblicza wynik końcowy, są prawidłowe i są wprowadzane również w sposób prawidłowy. Trochę to trwa, zanim student załapie, ale prędzej czy później mogę się chwalić kolejnym sukcesem dydaktycznym…

To z życia wzięty dowód na to, że współpraca na linii komputer-człowiek jest czasami utrudniona, ale zazwyczaj możliwa… O tym, że łatwo nie jest przekonał nas wszystkich Skarbnik Miasta, przyznając – trochę nie wprost – że instrukcje obsługi komputera są pisane w sposób cokolwiek nieprzystępny…

Nie dalej jak wczoraj obiegła Oleśnicę wiadomość, że Prezes spółki Lotnisko Oleśnica sp. z o.o. w dokumentach przekazanych Starostwu domaga się podwyżki… Jednak w rozmowie z redakcją portalu przyznał: „To jest błąd drukarski, albo Excel coś wyrzucił. Powiedział to prezes spółki, której ambicją jest stworzenie w Oleśnicy ośrodka naukowo-badawczego… Z całym szacunkiem, ale tym jednym krótkim zdaniem Pan Prezes ostentacyjnie pomija czynnik ludzki. Według Pana Prezesa to oczywiste, że pomylił się komputer, nie człowiek, i tak naprawdę nikt żadnej podwyżki się nie domaga. Albo domagał się jej komputer – nie człowiek.

O ile Pan Prezes założył, że sztuczna inteligencja jest zawodna, to już Przewodniczący Rady Miasta przyjął postawę zgoła odmienną: myli się człowiek. Maszyna? Nigdy!!! Otóż na łamach innego portalu pokazuje radnym, którzy domagają się niższych stawek opłaty śmieciowej, w jak wielkim są błędzie. Błędzie, o którym poinformował go w dniu 11 września 2013 roku program komputerowy o zacnej i wpadającej w ucho nazwie „Odpady – podatki i opłaty”. Tak stwierdził komputer i inaczej być nie może! Co z tego, że tak naprawdę wszystko zależy od algorytmu użytego przy tworzeniu tego oprogramowania; od predefiniowanych stałych czy też zmiennych wprowadzanych z klawiatury… przez człowieka! O takich drugorzędnych szczegółach Pan Przewodniczący nawet nie raczył był poinformować. Stanowisko Przewodniczącego brzmi: komputer ma rację, myli się każdy, kto twierdzi inaczej!

Cóż… O ile w przypadku moich studentów jest szansa na ich „naprostowanie” – są to ludzie młodzi, zazwyczaj wyuczalni… Wciąż mają przed sobą całe życie zawodowe, więc ich rokowania są wciąż pomyślne. O tyle w przypadku emerytowanego nauczyciela, doświadczonego, od kilkunastu już lat kierującego organem samorządowym, ślepo wierzącego w nieomylność Nieomylnego i przekonanego o wyższości komputera nad ludzkim umysłem, nie widzę już nadziei.

Z pewnością jednak taką nadzieję przyniosłaby zmiana Przewodniczącego…

Urzędowa wymiana pism, czyli co Przewodniczący RM wiedzieć powinien

pismo

Jakiś czas temu opublikowałem list Przewodniczącego Rady Miasta, będący odpowiedzią na zorganizowaną przez Stowarzyszenie DLA OLEŚNICY inicjatywę pomnikową pod hasłem „Pomnik przyrody, świadek historii”. Niniejszym pragnę poinformować, że korespondencja z Radą Miasta trwa w najlepsze. I jest coraz ciekawiej!

Po ostatnim liście Przewodniczącego Rady Miasta zapanowała wiekopomna długa cisza. Ja milczałem – znacząco – w oczekiwaniu na wyniki analizy drzewostanu na terenie miasta, którą to zapowiedział pan Przewodniczący. Powód milczenia pana Przewodniczącego nie jest oficjalnie znany, ale mogę się domyślać, że milczał z nadzieją, że o pomnikach zapomnimy i że nikt nie będzie wracał do tego niewygodnego tematu. Albo po prostu nie miał nic do powiedzenia… Ale nie, pan Przewodniczący ZAWSZE MA COŚ DO POWIEDZENIA, o czym można się przekonać co miesiąc na posiedzeniu Rady Miasta.

I tak sobie trwaliśmy w tym błogim milczeniu…

W tak zwanym międzyczasie zgłosił się do nas radny Wiesław Piechówka z prośbą o korektę złożonych już wniosków, bo podobno wśród wytypowanych przez nas drzew znalazły się „samosiejki”, których system korzenny miałby poważnie zagrażać konstrukcji Zamku Książęcego. By zatrzymać ten proces, należałoby owe samosiejki powycinać. Wbrew panującemu w urzędzie przekonaniu ekoterrorystami nie jesteśmy, więc do wniosku radnego się przychyliliśmy i korekty wniosków dokonaliśmy. A ponieważ od ostatniego (bardzo oszczędnego w treści) pisma pana Przewodniczącego minęło już grubo ponad pół roku, postanowiliśmy skorzystać z okazji i zapytać, jakie są wyniki owej analizy drzewostanu. Przygotowaliśmy więc kolejne pisemko, które złożyliśmy do Biura RM w dniu 26 marca 2013 roku. I tym samym jednostronnie zerwaliśmy ten niepisany pakt milczenia z cichą (!!!) nadzieją, że uda nam się cokolwiek dowiedzieć.

Odpowiedź, którą otrzymaliśmy już po kilku dniach, nie wróży dobrze. Wyłania się bowiem z niej niepokojący obraz organu samorządowego kierowanego przez osoby niekoniecznie kompetentne, zagubione wśród przepisów prawa i niekoniecznie świadome praw obywateli i swoich własnych obowiązków; organu, w którym rolę wyroczni pełni tajemniczy twór pod nazwą „Porozumienie Radnych Rady Miasta VI kadencji.”

Po kolei:

w swoim krótkim, jakże oszczędnym w słowach piśmie, pan Wiceprzewodniczący wspomina o owej ekspertyzie (analizie) przeglądu drzew, którą rzekomo zlecił Urząd Miasta, a do której inspiracją były złożone przez nas wnioski. I wszystko dobrze, gdyby nie to, że autor pisma nie podaje żadnych konkretów. Kto, kiedy i jak wykonał tę ekspertyzę? Jakie były jej wnioski? Co zawierał protokół z tej ekspertyzy? Niestety pan Wiceprzewodniczący, sam fakt ekspertyzy potraktował w sposób raczej zdawkowy i nie uraczył nas konkretami. Dlaczego? Może były niewygodne?

Idziemy dalej:

„(…) niecelowym jest przygotowywanie uchwał, które mogą powodować, że zostaną stworzone bariery, wywołujące skutki, trudne do określenia w obecnej chwili.”

To bardzo niefrasobliwe stwierdzenie pana Wiceprzewodniczącego, którym w dodatku zaprzecza swoim zapewnieniom o poszanowaniu i dbałości o stan przyrody. Skoro zapisy ustawy o ochronie przyrody kojarzą się panu Wiceprzewodniczącemu tylko z „barierami” i ich „trudnymi do przewidzenia skutkami”, to wszyscy pogratulujmy panu Wiceprzewodniczącemu wyjątkowej świadomości ekologicznej i stanu wiedzy na temat ochrony przyrody. Owszem, ustawa nakłada pewne ograniczenia, ale w zamierzeniu ustawodawców mają one bardzo konkretny cel: chronić przyrodę, chronić konkretne okazy przyrody ożywionej (i nieożywionej) przed niszczycielską, często bezmyślną i krótkowzroczną działalnością człowieka. Czy taka prawna, formalna ochrona pomnika przyrody nie jest przejawem SZCZEGÓLNEJ dbałości o stan przyrody, o której zapewnia nas pan Wiceprzewodniczący?

W tym samym akapicie pan Wiceprzewodniczący pisze bardzo ciekawe zdanie:

„Powyższe, podzielają radni, z Porozumienia Radnych Rady Miasta VI kadencji.”

Czymże jest mityczne „Porozumienie Radnych Rady Miasta VI kadencji”, że występuje w roli OPINIODAWCY wniosków złożonych przez mieszkańców Oleśnicy? Wydaje mi się, że poza samymi zainteresowanymi, niewiele jest osób, które potrafiłyby jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Mam tu na myśli również dziennikarzy oleśnickich mediów, którzy dość często używają stwierdzenia „Porozumienia Radnych”, jednak bez wnikania, czym owo porozumienie jest. Chyba łatwiej powiedzieć CZYM „Porozumienie Radnych Rady Miasta VI kadencji” NIE JEST. Otóż według naszej najlepszej wiedzy, twór zwany „Porozumieniem Radnych” nie ma żadnego umocowania w Ustawie o samorządzie gminnym z dnia 8 marca 1990 roku. Nie jest również żadnym statutowym organem ani miasta, jako jednostki samorządu terytorialnego, ani rady miasta, jako organu kontrolnego i uchwałodawczego. Nie jest też żadnym stowarzyszeniem ani formalną organizacją posiadającą osobowość prawną. Jakim prawem zatem osoba kierująca pracami Rady Miasta powołuje się na „Porozumienie Radnych” i jego opinię w sprawie, w której która należy do wyłącznych właściwości samej Rady Miasta, a nie pewnej – nawet nie wiadomo, czy formalnej – grupy radnych występujących pod wspólnym szyldem „Porozumienia”? Czy tzw. „Porozumienie” może w ogóle występować jako opiniodawca w jakiejkolwiek sprawie? Czy jego opinie mogą być wiążące? Z tymi pytaniami należy zwrócić się do kierownictwa Rady Miasta. Choć akurat po szefostwie Rady Miasta można się spodziewać każdej, nawet najbardziej niedorzecznej odpowiedzi. W imię tzw. „wyższych celów”, oczywiście!

I na koniec szczegóły techniczne.

Kodeks Postępowania Administracyjnego, obowiązujący również Przewodniczącego Rady Miasta mówi wyraźnie, iż organ właściwy do załatwienia wniosku powinien załatwić wniosek

„bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu miesiąca.” (Art 244 § 1.)

„W razie niemożności załatwienia wniosku w terminie (…) właściwy organ obowiązany jest w tym terminie zawiadomić wnioskodawcę o czynnościach podjętych w celu rozpatrzenia wniosku oraz o przewidywanym terminie załatwienia wniosku.” (Art 245)

Wnioski o objęcie drzew ochroną pomnikową złożyliśmy 13 czerwca 2012 roku. Pierwsze pismo, o tym, że nasze wnioski zostały przesłane do Urzędu Miasta, dostaliśmy – po ustnym napomnieniu – 30 sierpnia 2012 roku, a więc po 11 tygodniach od złożenia wniosków. Kolejne pismo – z przypomnieniem, że wciąż nie otrzymaliśmy konkretnej odpowiedzi na nasze wnioski – złożyliśmy do Biura Rady Miasta w dniu 26 marca 2013 roku. Odpowiedź, której obszerne cytaty właśnie zamieszczam – otrzymaliśmy 4 kwietnia 2013 roku. Minęło zatem prawie 10 miesięcy od złożenia wniosków. W żadnym z pism nie zostaliśmy poinformowani o przewidywanym terminie załatwienia wniosków. Opieszałość kierownictwa Rady Miasta jest ewidentna. Ale oczywiście Wiceprzewodniczący bezkrytycznie nie zauważa problemu, czym tylko potwierdza swoją niewiedzę na temat obowiązującego go prawa.

No cóż… W przypadku przeciągających się spraw każdemu przysługuje prawo złożenia skargi do wojewody. Do tej pory nie korzystaliśmy, ale jeśli sytuacja będzie się powtarzać, to kto wie…?

Kolejne pismo Stowarzyszenia zostało złożone wczoraj w Biurze Rady Miasta. Choć trzeba przyznać, że korespondencja z ludźmi, którzy używają niedorzecznych i często bezpodstawnych argumentów, do łatwych nie należy. Rzeczowe, konkretne argumenty toną w potoku słów pozbawionych treści, płynącym ze strony osób, które stanowią prawo w naszym mieście i nie dopuszczają do siebie myśli o obywatelskiej inicjatywie uchwałodawczej.