Tag Archives: opłata

Miasto dopłacać nie może, ale… i tak będzie!

Dyskusja o śmieciach trwa w najlepsze. Rzeczowe argumenty i konkretne pytania spotykają się z wymijającymi odpowiedziami. Zamiast wypracować taki system naliczania opłat, który byłby jak najmniej dotkliwy dla uczciwych mieszkańców Oleśnicy – o co apeluje Stowarzyszenie Razem dla Oleśnicy – Urząd Miasta wybiera rozwiązanie najprostsze: sięgnąć GŁĘBIEJ do ich kieszeni.

Podobno przyczyną całej dyskusji jest ustawowy zapis, że system gospodarki odpadami komunalnymi (GOK) musi się samofinansować. Jak mantrę powtarzane jest zdanie:

„Miasto ma pobrać opłatę w takiej wysokości, aby pokryła wszelkie niezbędne do odbioru i zagospodarowania odpadów koszty”

Takie – jednoznaczne i bezwarunkowe stwierdzenie radni znajdują w dostarczanych im materiałach na temat GOK.

I wszystko byłoby ok. BYŁOBY, gdyby nie to, że w tych samych materiałach znajdują się wyliczenia oparte na błędnym założeniu, że wszystkie osoby ZAMELDOWANE w Oleśnicy będą taką opłatę uiszczać. A nie będą, bowiem różnica pomiędzy ilością osób MIESZKAJĄCYCH w Oleśnicy i wykazanych w deklaracjach, a ilością osób ZAMELDOWANYCH wynosi – bagatela – 4570. Oczywiście mieszkających jest o tyle mniej od zameldowanych.

Oznacza to tyle, że forsowana przez Burmistrza Sadowskiego wysokość opłaty na poziomie 12 złotych nie pokryje kosztów ponoszonych przez miasto. Deficyt i tak będzie i to wcale nie mały, bo około 800 tys. w 2017 roku i około 500 tys. w roku 2018. Tym samym przyczyna, z powodu której podnosi się opłaty wcale nie zostanie wyeliminowana. Nawet jeśli podwyżka na 12 zł zostanie uchwalona, to wcale nie wykluczone, że w przyszłym roku o tej porze nie pojawi się pomysł, by znów podnieść opłaty o kolejne 3-4 złote. W tym momencie po raz pierwszy warto zadać sobie pytanie o zasadność podwyżki.

I teraz najlepsze.

Na dzisiejszym posiedzeniu Klubu Radnych RdO, w trakcie dość burzliwej dyskusji w temacie, Burmistrz Sadowski przyznał, że jeśli nie uda się „odnaleźć” tych 4570 osób, faktycznie będziemy mieli dziurę w budżecie przeznaczonym na GOK. Po czym dodał, że mimo to kolejnej podwyżki nie będzie, bo wykładnia Regionalnej Izby Obrachunkowej jest taka, że – UWAGA – jednak można dopłacać do „systemu”.

Czyli mamy następującą sytuację: trzeba uchwalić podwyżkę, bo system musi się domykać, ale po podwyżce i tak nie będzie się domykać, więc miasto i tak będzie dopłacać, bo jednak system wcale nie musi się domykać.

Proste jak drut, prawda?

Po raz drugi zadajemy sobie pytanie: po co w takim razie ta podwyżka, skoro system – mimo, że musi się domykać, to i tak nie musi?

I zamiast tak przeorganizować cały system naliczania opłat, na bardziej sprawiedliwy, bardziej „samobilansujący się”, by nie sięgać do kieszeni mieszkańców po więcej i więcej, forsuje się rozwiązanie najbardziej wygodne, jednak mało efektywne i zbyt krótkowzroczne.

I już na koniec: załóżmy, że podwyżka opłat z 10 na 12 złotych zostanie uchwalona. Doprowadzi to do deficytu – niech będzie nawet „tylko” 700 tysięcy złotych w roku 2017. Z czegoś tę dziurę pokryć trzeba będzie. Czy powie nam Pan, Panie Burmistrzu Sadowski, które podwórka nie zostaną wyremontowane? Remonty których dróg zostaną odłożone na później? Które place zabaw zostaną „odłożone” na nie wiadomo kiedy?

Prawie wszystko o oleśnickich śmieciach. Część 3: administracja

Kontynuacja cyklu: „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat oleśnickiego systemu śmieciowego, ale boicie się zapytać. Albo nikt Wam tego jeszcze nie powiedział”. Było już o kosztach, było o umowach. Będzie o kolejnym istotnym elemencie „systemu”, czyli o zarządzaniu.

Administracja systemem śmieciowym obejmuje między innymi (!!): ewidencję deklaracji śmieciowych, księgowanie i ewidencję wpłat, obsługę i windykację płatności zaległych, czy też szeroko rozumianą promocję systemu.

W naszym mieście administrację systemu śmieciowego wzięli na siebie urzędnicy. W całości. Część z tych zadań mogliby co prawda wykonywać np. zarządcy nieruchomości, bowiem taką sytuację dopuszcza ustawa oraz przyjęta przez oleśnickich radnych uchwała. Mogliby, ale – jak twierdzi p. Joanna Jarosiewicz, Skarbnik Urzędu Miasta – nie zgodzili się na to i mają na to papiery (czytaj: opinie prawne).

OK. Niech będzie.

Zacznijmy od deklaracji. Wzór deklaracji (w wersji obecnie obowiązującej) został przyjęty przez Radę Miasta Oleśnicy uchwałą nr XXX/246/2013 w dniu 26 marca 2013. Tak uchwalony wzór zawiera – w polu nr 25 – aktualne stawki miesięczne opłat śmieciowych (13/20 i 60/100 PLN). Oznacza to mniej więcej tyle, że w przypadku dowolnej zmiany – w górę lub w dół – tych stawek, Rada Miasta będzie musiała uchwalić nowy wzór, a mieszkańcy nowe deklaracje, według nowego wzoru będą musieli złożyć PONOWNIE.

Ile deklaracji złożono? Według ostatnich upublicznionych danych (Panorama Oleśnicka z listopada 2013) w Urzędzie Miasta złożono ich 12 781, wykazano w nich 30 891 mieszkańców. Wyliczając stawki śmieciowe, Urząd Miasta przyjął, że jest nas 35 tysięcy. Co ciekawe, na sesji RM w dniu 26 listopada 2013 roku, Burmistrz chwalił się, że Oleśnica jest miastem, w którym mieszkańców przybywa, a obecnie jest ich 38 tysięcy.

Oznaczałoby to, że: albo w Oleśnicy, wbrew zapewnieniom Burmistrza, UBYŁO mieszkańców: około 12-18%; albo taki sam procent mieszkańców deklaracji śmieciowych w ogóle nie złożył; albo jedno i drugie – i ubyło mieszkańców, i są tacy, co nie złożyli deklaracji.

Pytanie: co z tymi, którzy do tej pory nie pofatygowali się i wciąż nie złożyli deklaracji? Pytanie to jest o tyle istotne, że chyba nikt z nas nie chce dopłacać za tych, co nie płacą w ogóle. Otóż ustawa (artykuł 6o) daje Burmistrzowi prawo do narzucenia takim osobom wysokości opłaty w drodze decyzji.
Jak to wygląda w innych miastach? Najczęściej taka narzucona opłata odpowiada stawce za odpady niesegregowane, a więc tej wyższej. W wielu przypadkach decyzje administracyjne w tej sprawie podejmowano już w ciągu 3 pierwszych miesięcy obowiązywania nowej ustawy śmieciowej.
A jak to wygląda w Oleśnicy? Wiadomo tylko, że wysyłane były wezwania do złożenia deklaracji. Ale czy opornym określono już wysokość opłaty? W tym temacie Urząd Miasta milczy…

Pracownicy Urzędu Miasta ręcznie wklepują dane z deklaracji do programu obsługującego system. Podobnie rzecz ma się z wnoszonymi opłatami: wygląda to mniej więcej tak, że pracownik UM identyfikuje KAŻDĄ wpłatę indywidualnie, przyporządkowuje ją konkretnej deklaracji oraz wymienionej w niej nieruchomości i zamieszkującym ją osobom. W praktyce jest to o tyle skomplikowane, że wszystkie wpłaty dokonywane są NA JEDEN RACHUNEK BANKOWY urzędu.

A żeby było jeszcze ciekawiej: sposób definiowania przelewów bankowych ściśle określa uchwała RM nr XXVII/210/2012, która w §2 mówi:

Opłatę za gospodarowanie odpadami uiszcza się przelewem na rachunek bankowy Miasta Oleśnicy, tytułem: opłata za gospodarowanie odpadami -kwartał _ /_ _ _ _r.

Ten punkt uchwały w sposób nadzwyczaj konkretny określa sposób wypełniania formularzy/druczków przelewowych. Autor uchwały najwyraźniej nie przewidział sytuacji, w której nadawcą przelewu może być ktoś spoza Oleśnicy, niewymieniony w deklaracjach śmieciowych. Przecież nadawca przelewu wcale nie zawsze musi być utożsamiany z osobą, w imieniu której wykonał przelew tytułem opłaty śmieciowej. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której ciocia z Pcimia Dolnego zostaje poproszona o wykonanie przelewu przez osobę z Oleśnicy. Ciocia z Pcimia wykonuje przelew zgodnie z instrukcją zawartą w uchwale, w której uchwałodawca nie przewidział miejsca na dane osoby, w imieniu której dokonywana jest wpłata. Wszystko odbywa się w zgodzie z obowiązującym prawem. W takiej sytuacji kłopot mają urzędnicy zajmujący się administracją systemu, bowiem by zaksięgować taką wpłatę, muszą przeprowadzić swego rodzaju śledztwo: telefony, maile, korespondencja w poszukiwaniu anonimowego wpłacającego.

Problemu nie byłoby, gdyby każdej z nieruchomości przypisany był osobny, indywidualny rachunek bankowy i mieszkańcy tej nieruchomości dokonywaliby wpłat na ten rachunek. Taki system płatności masowych, którym dysponują np. zarządcy nieruchomości (SM „Zacisze”, Izyda, Procon) miał być wprowadzony przez Urząd Miasta, jednak z jakiegoś powodu nie został. Pan Skarbnik, zapytana czy zostanie wprowadzony, odpowiedziała, że tak. Kiedy? Po zmianie stawek…

W efekcie pracownicy UM wykonują mrówczą pracę, by pozbierać deklaracje, wprowadzić je do systemu, zaksięgować wpłaty i zidentyfikować osoby, które faktycznie dokonały tych wpłat, by na końcu dojść do tego, kto wpłacił, a kto nie wpłacił. Przy takiej organizacji systemu śmieciowego wcale nie ma się co dziwić, że rośnie zatrudnienie przy administracji, które w tej chwili wynosi 2,75 etatu – osób zajmujących się tylko śmieciową administracją. A to z kolei odbija się negatywnie na kosztach funcjonowania systemu, które tylko w II połowie zeszłego roku wyniosły ponad 118 tys złotych. Pani Skarbnik zapytana, czy wobec tego, po wprowadzeniu systemu płatności masowych zatrudnienie zmaleje, odpowiedziała, że… wręcz przeciwnie – zatrudnione zostaną kolejne osoby. Trzeba będzie bowiem zatrudnić poborców, którzy będą zajmował się ściąganiem należności. Czyli koszty wcale nie zmaleją, a będą rosły…

Gdy wreszcie pracownikowi UM, po pracy porównywalnej tylko do ręcznego przepisywania opasłych tomów przez średniowiecznych mnichów, uda się już zaksięgować wszystko, co mu się uda zaksięgować, powinien zająć się tymi, którzy zalegają z płatnościami. Wobec takich osób powinno zostać wszczęte postępowanie egzekucyjne. W takim Wrocławiu procedury egzekucyjne wobec osób niepłacących wszczęto już we wrześniu ubiegłego roku. Pani Skarbnik zapytana w grudniu, ile takich postępowań wszczęto w Oleśnicy, nie potrafiła udzielić odpowiedzi. Wyglądała na zaskoczoną pytaniem.

Podsumowując: oleśnicka administracja systemem śmieciowym jest raczej mało wydajna. Zamiast częściowo automatycznej obsługi za pomocą systemu opłat masowych mamy urzędników, którzy wykonują mrówczą pracę, mnożone są etaty. Zresztą, z zapowiedzi pani Skarbnik wynika, że wprowadzenie płatności masowych nie powoduje zlikwidowania tych etatów. Dodatkowo urząd wykazuje się małą skutecznością w egzekwowaniu zaległych opłat. Być może wiąże się to z tym, że obecne stawki są i tak wysokie. Urzędnicy się nie przejmują, bo wychodzą z założenia, że ci co płacą systematycznie, zapłacą za tych, co nie płacą w ogóle.

A na to mojej zgody nie ma…

Prawie wszystko o oleśnickich śmieciach. Część 2: umowy

Dziś dalszy ciąg cyklu pod roboczym tytułem: „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat oleśnickiego systemu śmieciowego, ale boicie się zapytać. Albo nikt Wam tego jeszcze nie powiedział”. Tym razem na tapetę biorę umowy pomiędzy Urzędem Miasta Oleśnica a MGK sp. z o.o.

Umów z MGK w ramach „nowego” systemu śmieciowego Urząd Miasta Oleśnica podpisał kilka:
1. umowa z dnia 1 lipca 2013 na odbiór i transport odpadów komunalnych w lipcu 2013 roku;
2. umowa z dnia 1 lipca 2013 na zagospodarowanie odpadów komunalnych w 2013 roku;
3. umowa z dnia 2 sierpnia 2013 na odbiór i transport odpadów komunalnych w okresie od sierpnia 2013 do końca czerwca 2015 roku;
4. umowa z dnia 31 grudnia 2013 na zagospodarowanie zmieszanych odpadów komunalnych w 2014 roku;
5. umowa z dnia 31 grudnia 2013 na zagospodarowanie odpadów komunalnych zbieranych selektywnie w 2014 roku.

Po krótce, żeby przybliżyć co się działo w „śmieciowym” temacie:

Umowa nr 3 została zawarta na podstawie przetargu na odbiór i transport odpadów, w którym startowało dwóch oferentów: MGK i WPO ALBA. ALBA zaproponowała kwotę 4 009 824 PLN, natomiast MGK – 1 711 218,96 PLN i wygrała. Początkowo przetarg ten został oprotestowany przez ALBĘ, a ponieważ terminy nagliły, dlatego też konieczne było ogłoszenie KOLEJNEGO przetargu na odbiór i transport odpadów w lipcu 2013. Okazało się, że w tym przetargu MGK była jedynym oferentem – stąd umowa nr 1, opiewająca na kwotę 75 600 PLN. Ostatecznie protest ALBY został oddalony, a z MGK podpisano umowę nr 3. Jednak zamieszanie z przetargiem na odbiór i transport odpadów spowodowało, że formalne wprowadzenie w życie ustawy śmieciowej w Oleśnicy zostało odroczone do sierpnia, co wiązało się również z tym, że mieszkańcy mieli przez cały lipiec utrudnione warunki segregacji (brak odpowiednich pojemników na śmieci). Ale mimo to, musieli już od lipca mieli płacić stawki 13/20 złotych, tak jakby system śmieciowy działał bez opóźnień.

Umowa nr 2 na zagospodarowanie odpadów komunalnych została zawarta bez przetargu (!!!). Czas jej obowiązywania to 1 lipca – 31 grudnia 2013, a kwoty w niej figurujące to:

298,14 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zmieszanych i biodegradowalnych;
150 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zbieranych w sposób selektywny.

Po wygaśnięciu tej umowy zawarto dwie kolejne – również bez uprzedniego przetargu (!!!), obie na zagospodarowanie odpadów – odpowiednio: zmieszanych (umowa nr 4) oraz segregowanych i biodegradowalnych (umowa nr 5). Tym razem miasto zobowiązało się płacić:

349,15 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zmieszanych;
162 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zbieranych w sposób selektywny i biodegradowalnych.

Pierwszą rzeczą, która przyszła mi na myśl po uzyskaniu treści tych umów z Urzędu Miasta, było pytanie: dlaczego w 2013 roku była jedna umowa (nr 3) na zagospodarowanie – wspólna dla śmieci zmieszanych i segregowanych, tylko z wymienionymi stawkami dla poszczególnych frakcji, natomiast na 2014 rok podpisano dwie oddzielne umowy (nr 4 i nr 5), jedna na odpady zmieszane, druga na odpady segregowane i biodegradowalne? Nie mam żadnych wątpliwości, że obowiązujący stan prawny taki podział dopuszcza. Ale po co? Tym bardziej, że ich treści – poza samym podziałem i stawkami – nie różnią się praktycznie niczym. Jedyną, jakże drobną różnicą, jest ewidentna pomyłka w §5 punkcie 3. umowy nr 4, w którym mowa jest o wysokości i terminach płatności na rzecz MGK. Drobiazg, ale przez sito miejskich prawników i księgowych przeszedł…

Dużo ciekawsze jest „przekwalifikowanie” odpadów biodegradowalnych. W roku 2013 odpady biodegradowalne były wrzucone do tej samej – droższej – kategorii, co odpady zmieszane. W 2014 roku te same odpady, wraz z odpadami segregowanymi, należą już do kategorii tańszej. Co ciekawe: owo „przekwalifikowanie” odpadów biodegradowalnych nie wynika z samej treści umowy nr 5, ale z załącznika nr 5 do tej umowy, który zawiera kalkulację sporządzoną przez zarząd MGK sp. z o.o. W samej treści umowy umowy nr 5, ani w treści umowy nr 4, nie ma ani słowa (!!!) o płatności za zagospodarowanie odpadów biodegradowalnych.

Nie wiem, jak wygląda sprawa takiego swobodnego przerzucania odpadów biodegradowalnych – z jednej, droższej kupki do drugiej, tańszej – pod względem formalno-prawnym. Przecież, logicznie rzecz biorąc, sposób ich zagospodarowania w roku 2013 był taki sam, jak w roku obecnym. I w roku 2013 miały taki sam wpływ na środowisko, jak w roku 2014. Tu przydałaby się opinia jakiegoś prawnika.

Kolejne spostrzeżenie: obie kalkulacje sporządzone przez zarząd MGK sp. z o.o. na potrzeby zarówno umowy nr 4 (załącznik nr 5 tejże), jak i umowy nr 5 (załącznik nr 5 tejże), opatrzone są datą 14 października 2013 roku. Moim zdaniem oznacza to tyle, że już wówczas planowane były ruchy w kierunku zmiany stawek opłat śmieciowych, wnoszonych przez mieszkańców Oleśnicy. Może w obliczu listopadowych wyborów samorządowych? Wcale niewykluczone. A jeśli tak, to mielibyśmy dowód na to, że to władze miasta (które jest przecież jedynym udziałowcem spółki MGK), a przede wszystkim burmistrz, traktują sprawę opłat za śmieci w kategoriach politycznych, a nie jacyś tajemniczy „śmieciowi oponenci”.

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze warunki, w których umowy na zagospodarowanie odpadów (nr 2, nr 4 i nr 5) zostały podpisane. Jak pokazałem w poprzednim wpisie, w takim Bierutowie, w którym zorganizowany był przetarg, w obliczu którego MGK musiało wysunąć konkurencyjną ofertę, miasto płaci relatywnie mniej, niż Oleśnica, w której umowa na zagospodarowanie odpadów z MGK została zawarta w warunkach bezprzetargowych. Co w efekcie może mieć istotny wpływ na koszty ponoszone przez mieszkańców.

Mówcie, co chcecie, ale konkurencja wymusza przedstawienie korzystniejszej oferty. Gdy konkurencji brak, płacimy tyle, ile sobie MGK zażyczy…

Prawie wszystko o oleśnickich śmieciach. Część 1: koszty operatora

Niniejszym tekstem rozpoczynam kilkuczęściowy cykl „śmieciowy”, czyli wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat oleśnickiego systemu śmieciowego, ale boicie się zapytać. Albo nikt Wam tego jeszcze nie powiedział. Na początek koszty „operatora” systemu.

smieciozagadka

Z góry przepraszam, ale poniższy tekst wymaga od czytelnika choć minimalnych zdolności analitycznych oraz otwartości na merytoryczne argumenty. Uwagę tę kieruję przede wszystkim do radnych tzw. Porozumienia Radnych Rady Miasta VI kadencji, którym tej otwartości brakuje szczególnie…

To, że koszty odbioru i zagospodarowania śmieci mogą się różnić w różnych częściach kraju, czy nawet regionu (województwa) – wcale mnie nie dziwi. Różni „operatorzy” różnie sobie liczą, naliczają różne marże. Stąd też biorą się różne koszty funkcjonowania systemu.

Ale co powiedzieć w sytuacji, gdy to samo przedsiębiorstwo obsługujące odbiór, transport i zagospodarowanie odpadów komunalnych z dwóch gmin leżących w tym samym powiecie, każe sobie płacić dwie diametralnie różne stawki?

Po kolei.

W zeszłym roku w Bierutowie został ogłoszony jeden (!!!) przetarg na odbiór, transport i zagospodarowanie odpadów komunalnych z terenu gminy Bierutów. Kryterium wyboru najlepszej oferty była – a jakże – cena „obsługi” jednej tony odpadów, obliczona z bardzo konkretnego wzoru (rozdz. XXI SIWZ, strona 24):

CO = 0,33CS + 0,3CK + 0,32CB + 0,05CW

gdzie:
CO – cena ofertowa,
CS – cena 1 tony odpadów zbieranych w sposób selektywny,
CK – cena 1 tony odpadów zmieszanych,
CB – cena 1 tony odpadów biodegradowalnych,
CW – cena 1 tony odpadów wielkogabarytowych.

Wzór nie jest skomplikowany, a zawiera jednostkowe koszty odbioru, transportu i zagospodarowania poszczególnych frakcji odpadów.

Do przetargu zgłosiło się czterech oferentów, wybrano tego, który zaproponował najkorzystniejszą cenę, czyli oleśnicką MGK sp. z o.o. Nie wiem jakie koszty obsługi poszczególnych frakcji śmieci zaproponowała MGK, ale wiem jaką cenę przedstawiła jako swoją ofertę: 156,89 złotych brutto (!!!) za tonę odpadów komunalnych. Za: a) odbiór i transport, b) zagospodarowanie. Razem.

W Oleśnicy odbył się też jeden przetarg. Ale TYLKO na odbiór i transport odpadów – wygrała MGK. Zagospodarowanie powierzono MGK bez przetargu, co odbyło się zgodnie z ustawą. W umowie zawartej pomiędzy Urzędem Miasta a MGK sp. z o.o., a obowiązującą w 2013 roku, widnieją koszty SAMEGO ZAGOSPODAROWANIA odpadów 150 złotych brutto za śmieci zbierane w sposób selektywny oraz 298 złotych 14 groszy brutto za śmieci zmieszane i biodegradowalne.

Mając wzór z Bierutowa oraz stawki figurujące w umowie z Oleśnicy, można w łatwy sposób porównać koszty, które wyliczyła sobie MGK w obu gminach. Będziemy mogli porównać, czy spółka jednakowo potraktowała mieszkańców obu miast. Jeśli wyliczone ze wzoru liczby będą porównywalne, to znaczy, że tak właśnie jest.

Podstawiamy zaproponowane przez MGK koszty obsługi frakcji do bierutowskiego wzoru (wymienione we wzorze odpady wielkogabarytowe można zaliczyć do frakcji odpadów selektywnych), i otrzymujemy…

…uwaga…

241 złotych 85 groszy. BRUTTO.

Wychodzi na to, że Oleśnica płaci relatywnie więcej niż Bierutów. Za SAMO ZAGOSPODAROWANIE ODPADÓW.

W 2014 roku obowiązywać będą dwie umowy z MGK dotyczące zagospodarowania (o samych umowach w kolejnym tekście). Osobna umowa dotycząca śmieci zmieszanych, osobna dotycząca śmieci selektywnych. Tym razem frakcję odpadów biodegradowalnych wrzucono do tańszej „szuflady” razem z odpadami segregowanymi. Nowe stawki to, odpowiednio: 349 złotych 15 groszy oraz 162 złote. Wstawiamy te stawki do bierutowskiego wzoru i otrzymujemy…

218 złotych 15 groszy. BRUTTO.

Co ciekawe: mimo, że koszty podane przez MGK wzrosły, to będzie taniej. Wszystko dzięki prostemu zabiegowi z przerzuceniem odpadów biodegradowalnych do tańszej frakcji odpadów komunalnych. Ale w dalszym ciągu jest to o ponad 60 złotych (około 40%) więcej za samo zagospodarowanie śmieci niż z Bierutowie za odbiór, transport i zagospodarowanie!!!

Dwa miasta. Jeden powiat. Jeden „operator” śmieciowy. Dwie różne liczby.
Skąd ta różnica? Szczerze: nie wiem…

Ktoś mógłby powiedzieć, że w Oleśnicy odpady odbierane są w większą częstotliwością, niż w Bierutowie…
Zgadza się. Z tym, że Oleśnica za odbiór i transport śmieci płaci OSOBNO, więc powyższe wyliczenia w ogóle nie uwzględniają kosztów odbioru z terenu Oleśnicy! Natomiast w przypadku Bierutowa, wyliczona kwota – podana przez MGK – już koszty odbioru zawiera.

To może Oleśnica ma wyższe koszty składowania?
Nie wiem. Póki co, oleśnickie śmieci składowane są w Smolnej, a bierutowskie – z tego, co wiem – w okolicach Namysłowa. Tak zwana „opłata marszałkowska” – w Oleśnicy podnoszona jako główna przyczyna tak wysokich stawek ponoszonych przez mieszkańców – jest ustalana odgórnie przez Ministra Środowiska (w 2014 roku to 119.68 zł za tonę) i jest taka sama w całym kraju, niezależnie – w Smolnej czy w Namysłowie. Co ciekawe, według stanowiska Urzędu Miasta, podobno Smolna jest i tak tańsza niż ZZO w Olszowej, w który zaangażowała się Oleśnica. Zatem w porównaniu do Bierutowa, w Oleśnicy jest drogo, a będzie (?) jeszcze drożej.

To może skład procentowy poszczególnych frakcji śmieciowych w Oleśnicy jest inny niż w Oleśnicy?
Oczywiście, że jest inny! Gdyby stworzyć analogiczny wzór dla Oleśnicy, występujące we wzorze wartości liczbowe współczynników przy poszczególnych frakcjach z pewnością BYŁYBY INNE. Ale i bierutowski wzór i – ewentualny – oleśnicki uwzględniałby KOSZTY zagospodarowania poszczególnych frakcji, które dla Bierutowa i Oleśnicy – teoretycznie – powinny być takie same. Tak mi się przynajmniej wydaje… Wydaje mi się też, że koszty samego zagospodarowania powinny być niższe, niż koszty zagospodarowania i transportu z z odbiorem. Jak się okazuje, wcale niekoniecznie…

W takim razie może koszty OKOŁOśmieciowe? Paliwo, amortyzacja, kontenery, pojemniki na śmieci…
Paliwo raczej odpada. O ile w Bierutowie koszty paliwa są z pewnością wliczone w ofertę MGK i stanowią pewien procent tych 156,89 złotych za tonę odpadów, to już w Oleśnicy Urząd Miasta płaci odbiorcy „ekstra” ponad 850 tys. złotych rocznie za odbiór i transport. Amortyzacja – kwotowo na pewno Oleśnica ponosi większe koszty niż Bierutów, bo produkuje więcej śmieci. Ale od każdej tony odpadów, amortyzacja powinna chyba być taka sama i w Oleśnicy, i w Bierutowie. No chyba, że się mylę, czego wcale nie wykluczam… Może pojemniki? Ale czemu AŻ TYLE?

Oto przykład dla lepszego zobrazowania problemu: pewien przedsiębiorca ma dwa sklepy. W jednym z nich można kupić chleb i kostkę masła za 7.50 zł, a w drugim sam chleb kosztuje 10 złotych. Który ze sklepów należących do tego samego właściciela będzie droższy? I dlaczego?

Jakieś pomysły?

Śmieciozagadka

W pewnym mieście w niewytłumaczalny sposób znikają pieniądze z opłat za śmieci. Mieszkańcy wpłacają do wspólnej kasy dużo więcej, niż wynoszą koszty firmy zajmującej się zbieraniem odpadów komunalnych. Okazuje się, że stoi za tym zły maharadża i jego wierny dwór.

Brzmi znajomo? Może komuś przyszła to głowy kultowa „Hydrozagadka”? Otóż spieszę poinformować, że to najprawdziwsza rzeczywistość, a rzecz dzieje się w Oleśnicy.

Kilka miesięcy temu nasi radni przegłosowali uchwałę, która ustala wysokość opłaty za wywóz śmieci w kwocie 13 złotych od osoby w przypadku ich sortowania i 20 złotych w przypadku śmieci nieposortowanych . Od tamtego czasu temat tych stawek pojawiał się chyba na każdej sesji Rady Miasta. Najczęściej radni pytali o sposób wyliczenia tych składek. Szczegółów nie było dane poznać nikomu, ale Pan Burmistrz wielokrotnie i z wielkim zaangażowaniem wyjaśniał, że to najbardziej rozsądne wysokości opłat, najbardziej optymalne z punktu widzenia zarówno kasy miejskiej, jak i budżetów domowych. Z równie wielkim zaangażowaniem wtórowała mu Pani Skarbnik. Gdy porównywano Oleśnicę do gmin, w których uchwalono opłaty rzędu 5-7 złotych, głos zabierał najwierniejszy z wiernych radnych, który ze swarą stwierdzał, że tak niskie stawki mogły być uchwalane tylko pod publikę!

Ok. Pan radny twierdzi, że pod publikę, a fakty mówią co innego. Po kolei…

Ogłoszono przetarg na firmę, która miałaby się zająć zbieraniem śmieci. Ujawniono, że szacowane przez urzędników roczne koszty odbioru śmieci to dokładnie 5 377 695 zł. Warto podkreślić, że kwota ta odpowiada mniej więcej liczbie mieszkańców Oleśnicy pomnożonej przez stawkę 13 złotych i przez 12 miesięcy.

Do przetargu stanęły dwie firmy: jedna z Wrocławia, druga – Miejska Gospodarka Komunalna. Oferta pierwszej firmy opiewała na 4 009  824 zł, natomiast oferta drugiej – na 1 711 218 zł. I, póki co, tę ostatnią wybrano, jako najkorzystniejszą.

Wybrana oferta stanowi zaledwie 30% (!!!) puli oszacowanej przez Urzędników. Dlaczego tak mało? Może pod publikę? Może żeby mieć pewność, że miejska spółka wygra ten przetarg? Miejmy tylko nadzieję, że to nie jest cena dumpingowa, ale realna, a sposób jej obliczenia – rzetelny.

Pozostaje 70%. Co się z nimi stanie? Na razie tego nie wie nikt. Póki co, wciąż obowiązującą stawką jest 13 zł od osoby. Ale biorąc pod uwagę wynik przetargu, stawkę tę można by z powodzeniem zmniejszyć do około 4 złotych 15 groszy. Wówczas taka np. 4-osobowa rodzina zamiast płacić 624 zł rocznie za wywóz śmieci, płaciłaby około 200 zł!!! Tylko co na to ów najwierniejszy z wiernych radnych? Pewnie powiedziałby, że to działanie pod publikę?

Jeśli stawka 13 zł zostanie utrzymana, to będzie to nic innego, jak haracz ściągany przez urzędników, którego celem będzie ratowanie budżetu w czasach kryzysu. Takie ekstra 3.6 mln zł to łakomy kąsek – mógłby to być niezły zastrzyk łatwej gotówki do miejskiej kasy. Jednak ja, jako podatnik i płatnik, na taki haracz zgodzić się nie mogę! Dlatego też oczekiwałbym, że w najbliższym czasie wysokość opłaty za wywóz śmieci zostanie radykalnie zmniejszona.

smieciozagadka