Tag Archives: mieszkańcy

Drzewo Roku 2014: głosowanie

Mili Państwo, Drodzy Oleśniczanie, Szanowni Internauci,

od dzisiaj można głosować w ogólnopolskim plebiscycie na Drzewo Roku 2014.

Bardzo Was proszę o głosowanie w konkursie Drzewo Roku na Dąb Dragonów:

www.drzeworoku.pl

Promocja naszego miasta leży, zabytki się rozlatują, władze nie chcą objąć wartościowych drzew ochroną prawa i ustanowić ich pomnikami przyrody…
Dąb Dragonów jest wyjątkowy, do tego bardzo piękny i wciąż żywy! Na własne nieszczęście stoi na działce przeznaczonej pod zabudowę wielorodzinną i niebawem może zniknąć.
Zwycięzcy konkursu na Drzewo Roku nikt nie ruszy, dlatego to takie ważne. I Oleśnica zyska promocyjnie!
Głosowanie trwa ok 30 sekund, można oddać 1 głos na adres e-mail (otrzymujemy link do kliknięcia, potem trzeba wpisać głupawe kody i już).

Dab_Dragonow_2_

Dąb Dragonów. Foto: Tomek Pikuła, Klub Gaja

 Serdecznie dziękujemy!

Dab_Dragonow_3_

Foto: Tomek Pikuła, Klub Gaja

Breaking news: niższe stawki śmieciowe!

Informacja pewna, choć jeszcze oficjalnie nieupubliczniona: na najbliższej sesji RM radni zajmą się projektem uchwały obniżającej stawki za odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych. 

jan_brons_naszemiasto_pl

źródło: olesnica.naszemiasto.pl

Projekt uchwały, który zakłada obniżenie stawki ulgowej za odpady zbierane w sposób selektywny – z 13 na 10 PLN – trafił dziś do radnych. Stawka podstawowa – za odpady zmieszane – pozostanie bez zmian.

Przypomnę tylko, że jeszcze w zeszłym roku Burmistrz Jan Bronś mówił o tym, że śmieci w Oleśnicy i tak są tanie. Pozostawał niewzruszony na apele mieszkańców wspólnot mieszkaniowych, którzy domagali się obniżenia stawek, na co przedstawiali Burmistrzowi merytoryczne argumenty. Po konferencji prasowej, na której przedstawiłem konkretne wyliczenia, w których opierałem się na oficjalnych danych z Urzędu Miasta i MGK sp. z o.o., radni koalicji – z błogosławieństwem Burmistrza – nie wyrazili woli merytorycznej dyskusji nad projektem uchwały w tej samej sprawie, złożonym przez radnych opozycji. Na grudniowej sesji RM Przewodniczący Ryszard Zelinka w porozumieniu z Burmistrzem dokonywał iście karkołomnych ewolucji, byle tylko nie dopuścić opozycyjnego projektu pod obrady.

W międzyczasie ukazał się całkowicie odjechany wywiad z Burmistrzem, w którym mieszkańców Oleśnicy, domagających się obniżenia stawek,  nazwał „śmieciowymi oponentami”. Zadeklarował też, że wysokości stawek zostaną zweryfikowane PO zakończeniu I kwartału bieżącego roku.

Pan Burmistrz chyba nie wytrzymał presji, jaką wywierali na nim „śmieciowi oponenci” i sam przygotował uchwałę obniżającą stawkę do poziomu 10 złotych i sam złożył ją pod obrady Rady Miasta już teraz, a więc PRZED upływem I kwartału.

Nie wiem jeszcze, czym różni się projekt złożony przez Burmistrza od projektu radnych opozycji z grudnia (po autopoprawce na 10 PLN)? Kopletnie nie rozumiem, dlaczego w grudniu obniżenie stawek – pomimo oczywistych argumentów – było niemożliwe, a teraz – po zaledwie 2 miesiącach – nagle stało się możliwe? Przypadek? Raczej polityczna gra…

Fakt jest faktem: inicjatorzy obywatelskiej akcji, członkowie wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni mieszkaniowej odnieśli sukces! Bo oto niewzruszony Burmistrz dał sygnał do obniżenia stawek śmieciowych; a przecież mieszkańcy z p. Stanisławem Palmą na czele, o takiej możliwości wiedzieli już dawno. I o tę obniżkę wnioskowali już w połowie ubiegłego roku.

Zwracam uwagę: to sukces MIESZKAŃCÓW, nie Jana Bronsia!

Co wolno Wojewodzie…

O tym, że w naszym mieście temat śmieci jest zarezerwowany TYLKO DLA WYBRANYCH, mogliśmy się już wszyscy przekonać. Pan Burmistrz zarządził 13/20 złotych, radni przyklepali. Wszelkie przejawy większego zainteresowania ze strony mieszkańców były w najlepszym razie bagatelizowane pustymi oświadczeniami Pani Rzecznik Burmistrza. Jakby ktoś miał na ten temat inne zdanie, to mam kolejny dowód a poparcie tej tezy…

52288431c5f41_o

źródło: olesnica.naszemiasto.pl

Tematem przewodnim kolejnej sesji RM (w piątek, 28 lutego) i poprzedzających ją posiedzeń komisji stałych będą właśnie śmieci. Pan Burmistrz poinformował radnych, że dla tych, którzy wyrażą taką chęć, zorganizowany zostanie wyjazd do budowanego ZZO w Olszowej, w powstaniu którego Oleśnica ma swój interes i finansowy udział. Taki wyjazd miałby na celu umożliwienie radnym lepsze przygotowanie się merytoryczne do sesji RM. Chętni radni mieliby się zgłaszać do Przewodniczącego RM, Ryszarda Zelinki.

W minioną środę, w ratuszowym pok. nr 40, swój cotygodniowy dyżur pełnił p. Zelinka. Poszedłem więc, by zapytać go czy ja – mieszkaniec Oleśnicy, żywo zainteresowany śmieciowym tematem – również mógłbym uczestniczyć w tym wyjeździe? W końcu byłaby to doskonała okazja, by na własne oczy przekonać się o tym, jak wydawane są publiczne pieniądze…

Reakcja p. Zelinki była… przewidywalna. Natychmiast wlepił swój wzrok w biurko, z wyraźnym trudem sycząc przez zęby, że stawiam go w kłopotliwej sytuacji. Mówił coś o jakimś „tytule”, w ramach którego miałbym jechać. Ponieważ wyjazd organizowany jest dla radnych, żadnej pracy magisterskiej/dyplomowej w temacie śmieci nie piszę, w związku z tym ja takowego „tytułu” nie posiadam, więc nie mogę w nim uczestniczyć.

Zapytałem o podstawę prawną, na mocy której pan Przewodniczący tak kategorycznie zabrania mieszkańcom Oleśnicy odbycia wizyty – oficjalnej, razem z radnymi – w miejscu, w którym lokowane są publiczne pieniądze. Może ma jakiś regulamin wyjazdu? Pan Zelinka odpowiedział, że takiego regulaminu nie ma, a jedyną podstawą prawną jest to, że nie jestem radnym!!! Jak będę radnym, to będę sobie mógł w takich wyjazdach uczestniczyć. Twardy przykład żelaznej logiki!

W pewnym momencie nasza dyskusja niebezpiecznie zbliżyła się do granic absurdu. Gdy Pan „Nie bo nie” Zelinka zadał pytanie: „A co, gdyby więcej osób, takich jak Pan, chciałoby wziąć udział w tym wyjeździe?”, momentalnie przyszedł mi do głowy mistrz Bareja i pewna scena z „Misia”. Potem, gdy nieśmiało zapytałem, czy może mógłbym jechać jako „dziennikarz obywatelski”, pan Zelinka zapytał, czy wobec tego posiadam… legitymację prasową. Ciekaw jestem, czy pan Przewodniczący ma choć minimalne pojęcie o tym, czym jest dziennikarstwo obywatelskie?

W sumie nasza wymiana zdań trwała około 20 minut i przez cały ten czas pan Przewodniczący sprawiał wrażenie zdezorientowanego, jeśli nawet nie lekko spanikowanego. Widać było, że jedyną rzeczą, której był pewien, była świadomość tego, że wszystkiemu powinien zaprzeczać. Zaprzeczać tak, bym uwierzył, że wyjazd zwykłego mieszkańca na teren budowy ZZO w Olszowej jest niemożliwy.

Gospodarka odpadami to temat ważny. Zwłaszcza od chwili wejścia w życie ustawy „śmieciowej”. Byłoby bardzo na miejscu, gdyby pan Przewodniczący sam zaproponował osobom chętnym i zainteresowanym wyjazd do Olszowej. Udowodniłby w ten sposób transparentność działalności swojej, Burmistrza, a nawet całego samorządu. Tym prostym gestem pokazałby on – być może w imieniu Burmistrza – że w temacie śmieci zależy mu dobrym poinformowaniu mieszkańców.

Tymczasem pan Zelinka wybrał inną drogę. Jego paniczna reakcja oznacza, że w głębokim poważaniu to, co myślą mieszkańcy. W ogóle od samego początku działaniom miejskich urzędników brakuje przejrzystości i otwartości. Decyzje podejmowane są jednoosobowo, bez konsultacji z mieszkańcami. Rola mieszkańców została sprowadzona do roli płatników i „segregatorów”. O partnerstwie, czy choćby merytorycznej dyskusji można zapomnieć.

Postawę pana Przewodniczącego Ryszarda „Nie bo nie” Zelinki można krótko podsumować:

CO WOLNO WOJEWODZIE, TO NIE TOBIE, SMRODZIE!

Nie jesteś radnym?! Nie masz nic do gadania! Nie wściubiaj nosa w nie swoje sprawy!

A może pan Przewodniczący ma coś do ukrycia? Może czegoś się wstydzi? Może boi się niewygodnych pytań, które mógliby zadać zainteresowani mieszkańcy?

Brawa dla pana Przewodniczącego za iście OBYWATELSKĄ POSTAWĘ!

Prawie wszystko o oleśnickich śmieciach. Część 3: administracja

Kontynuacja cyklu: „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat oleśnickiego systemu śmieciowego, ale boicie się zapytać. Albo nikt Wam tego jeszcze nie powiedział”. Było już o kosztach, było o umowach. Będzie o kolejnym istotnym elemencie „systemu”, czyli o zarządzaniu.

Administracja systemem śmieciowym obejmuje między innymi (!!): ewidencję deklaracji śmieciowych, księgowanie i ewidencję wpłat, obsługę i windykację płatności zaległych, czy też szeroko rozumianą promocję systemu.

W naszym mieście administrację systemu śmieciowego wzięli na siebie urzędnicy. W całości. Część z tych zadań mogliby co prawda wykonywać np. zarządcy nieruchomości, bowiem taką sytuację dopuszcza ustawa oraz przyjęta przez oleśnickich radnych uchwała. Mogliby, ale – jak twierdzi p. Joanna Jarosiewicz, Skarbnik Urzędu Miasta – nie zgodzili się na to i mają na to papiery (czytaj: opinie prawne).

OK. Niech będzie.

Zacznijmy od deklaracji. Wzór deklaracji (w wersji obecnie obowiązującej) został przyjęty przez Radę Miasta Oleśnicy uchwałą nr XXX/246/2013 w dniu 26 marca 2013. Tak uchwalony wzór zawiera – w polu nr 25 – aktualne stawki miesięczne opłat śmieciowych (13/20 i 60/100 PLN). Oznacza to mniej więcej tyle, że w przypadku dowolnej zmiany – w górę lub w dół – tych stawek, Rada Miasta będzie musiała uchwalić nowy wzór, a mieszkańcy nowe deklaracje, według nowego wzoru będą musieli złożyć PONOWNIE.

Ile deklaracji złożono? Według ostatnich upublicznionych danych (Panorama Oleśnicka z listopada 2013) w Urzędzie Miasta złożono ich 12 781, wykazano w nich 30 891 mieszkańców. Wyliczając stawki śmieciowe, Urząd Miasta przyjął, że jest nas 35 tysięcy. Co ciekawe, na sesji RM w dniu 26 listopada 2013 roku, Burmistrz chwalił się, że Oleśnica jest miastem, w którym mieszkańców przybywa, a obecnie jest ich 38 tysięcy.

Oznaczałoby to, że: albo w Oleśnicy, wbrew zapewnieniom Burmistrza, UBYŁO mieszkańców: około 12-18%; albo taki sam procent mieszkańców deklaracji śmieciowych w ogóle nie złożył; albo jedno i drugie – i ubyło mieszkańców, i są tacy, co nie złożyli deklaracji.

Pytanie: co z tymi, którzy do tej pory nie pofatygowali się i wciąż nie złożyli deklaracji? Pytanie to jest o tyle istotne, że chyba nikt z nas nie chce dopłacać za tych, co nie płacą w ogóle. Otóż ustawa (artykuł 6o) daje Burmistrzowi prawo do narzucenia takim osobom wysokości opłaty w drodze decyzji.
Jak to wygląda w innych miastach? Najczęściej taka narzucona opłata odpowiada stawce za odpady niesegregowane, a więc tej wyższej. W wielu przypadkach decyzje administracyjne w tej sprawie podejmowano już w ciągu 3 pierwszych miesięcy obowiązywania nowej ustawy śmieciowej.
A jak to wygląda w Oleśnicy? Wiadomo tylko, że wysyłane były wezwania do złożenia deklaracji. Ale czy opornym określono już wysokość opłaty? W tym temacie Urząd Miasta milczy…

Pracownicy Urzędu Miasta ręcznie wklepują dane z deklaracji do programu obsługującego system. Podobnie rzecz ma się z wnoszonymi opłatami: wygląda to mniej więcej tak, że pracownik UM identyfikuje KAŻDĄ wpłatę indywidualnie, przyporządkowuje ją konkretnej deklaracji oraz wymienionej w niej nieruchomości i zamieszkującym ją osobom. W praktyce jest to o tyle skomplikowane, że wszystkie wpłaty dokonywane są NA JEDEN RACHUNEK BANKOWY urzędu.

A żeby było jeszcze ciekawiej: sposób definiowania przelewów bankowych ściśle określa uchwała RM nr XXVII/210/2012, która w §2 mówi:

Opłatę za gospodarowanie odpadami uiszcza się przelewem na rachunek bankowy Miasta Oleśnicy, tytułem: opłata za gospodarowanie odpadami -kwartał _ /_ _ _ _r.

Ten punkt uchwały w sposób nadzwyczaj konkretny określa sposób wypełniania formularzy/druczków przelewowych. Autor uchwały najwyraźniej nie przewidział sytuacji, w której nadawcą przelewu może być ktoś spoza Oleśnicy, niewymieniony w deklaracjach śmieciowych. Przecież nadawca przelewu wcale nie zawsze musi być utożsamiany z osobą, w imieniu której wykonał przelew tytułem opłaty śmieciowej. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której ciocia z Pcimia Dolnego zostaje poproszona o wykonanie przelewu przez osobę z Oleśnicy. Ciocia z Pcimia wykonuje przelew zgodnie z instrukcją zawartą w uchwale, w której uchwałodawca nie przewidział miejsca na dane osoby, w imieniu której dokonywana jest wpłata. Wszystko odbywa się w zgodzie z obowiązującym prawem. W takiej sytuacji kłopot mają urzędnicy zajmujący się administracją systemu, bowiem by zaksięgować taką wpłatę, muszą przeprowadzić swego rodzaju śledztwo: telefony, maile, korespondencja w poszukiwaniu anonimowego wpłacającego.

Problemu nie byłoby, gdyby każdej z nieruchomości przypisany był osobny, indywidualny rachunek bankowy i mieszkańcy tej nieruchomości dokonywaliby wpłat na ten rachunek. Taki system płatności masowych, którym dysponują np. zarządcy nieruchomości (SM „Zacisze”, Izyda, Procon) miał być wprowadzony przez Urząd Miasta, jednak z jakiegoś powodu nie został. Pan Skarbnik, zapytana czy zostanie wprowadzony, odpowiedziała, że tak. Kiedy? Po zmianie stawek…

W efekcie pracownicy UM wykonują mrówczą pracę, by pozbierać deklaracje, wprowadzić je do systemu, zaksięgować wpłaty i zidentyfikować osoby, które faktycznie dokonały tych wpłat, by na końcu dojść do tego, kto wpłacił, a kto nie wpłacił. Przy takiej organizacji systemu śmieciowego wcale nie ma się co dziwić, że rośnie zatrudnienie przy administracji, które w tej chwili wynosi 2,75 etatu – osób zajmujących się tylko śmieciową administracją. A to z kolei odbija się negatywnie na kosztach funcjonowania systemu, które tylko w II połowie zeszłego roku wyniosły ponad 118 tys złotych. Pani Skarbnik zapytana, czy wobec tego, po wprowadzeniu systemu płatności masowych zatrudnienie zmaleje, odpowiedziała, że… wręcz przeciwnie – zatrudnione zostaną kolejne osoby. Trzeba będzie bowiem zatrudnić poborców, którzy będą zajmował się ściąganiem należności. Czyli koszty wcale nie zmaleją, a będą rosły…

Gdy wreszcie pracownikowi UM, po pracy porównywalnej tylko do ręcznego przepisywania opasłych tomów przez średniowiecznych mnichów, uda się już zaksięgować wszystko, co mu się uda zaksięgować, powinien zająć się tymi, którzy zalegają z płatnościami. Wobec takich osób powinno zostać wszczęte postępowanie egzekucyjne. W takim Wrocławiu procedury egzekucyjne wobec osób niepłacących wszczęto już we wrześniu ubiegłego roku. Pani Skarbnik zapytana w grudniu, ile takich postępowań wszczęto w Oleśnicy, nie potrafiła udzielić odpowiedzi. Wyglądała na zaskoczoną pytaniem.

Podsumowując: oleśnicka administracja systemem śmieciowym jest raczej mało wydajna. Zamiast częściowo automatycznej obsługi za pomocą systemu opłat masowych mamy urzędników, którzy wykonują mrówczą pracę, mnożone są etaty. Zresztą, z zapowiedzi pani Skarbnik wynika, że wprowadzenie płatności masowych nie powoduje zlikwidowania tych etatów. Dodatkowo urząd wykazuje się małą skutecznością w egzekwowaniu zaległych opłat. Być może wiąże się to z tym, że obecne stawki są i tak wysokie. Urzędnicy się nie przejmują, bo wychodzą z założenia, że ci co płacą systematycznie, zapłacą za tych, co nie płacą w ogóle.

A na to mojej zgody nie ma…

Prawie wszystko o oleśnickich śmieciach. Część 2: umowy

Dziś dalszy ciąg cyklu pod roboczym tytułem: „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat oleśnickiego systemu śmieciowego, ale boicie się zapytać. Albo nikt Wam tego jeszcze nie powiedział”. Tym razem na tapetę biorę umowy pomiędzy Urzędem Miasta Oleśnica a MGK sp. z o.o.

Umów z MGK w ramach „nowego” systemu śmieciowego Urząd Miasta Oleśnica podpisał kilka:
1. umowa z dnia 1 lipca 2013 na odbiór i transport odpadów komunalnych w lipcu 2013 roku;
2. umowa z dnia 1 lipca 2013 na zagospodarowanie odpadów komunalnych w 2013 roku;
3. umowa z dnia 2 sierpnia 2013 na odbiór i transport odpadów komunalnych w okresie od sierpnia 2013 do końca czerwca 2015 roku;
4. umowa z dnia 31 grudnia 2013 na zagospodarowanie zmieszanych odpadów komunalnych w 2014 roku;
5. umowa z dnia 31 grudnia 2013 na zagospodarowanie odpadów komunalnych zbieranych selektywnie w 2014 roku.

Po krótce, żeby przybliżyć co się działo w „śmieciowym” temacie:

Umowa nr 3 została zawarta na podstawie przetargu na odbiór i transport odpadów, w którym startowało dwóch oferentów: MGK i WPO ALBA. ALBA zaproponowała kwotę 4 009 824 PLN, natomiast MGK – 1 711 218,96 PLN i wygrała. Początkowo przetarg ten został oprotestowany przez ALBĘ, a ponieważ terminy nagliły, dlatego też konieczne było ogłoszenie KOLEJNEGO przetargu na odbiór i transport odpadów w lipcu 2013. Okazało się, że w tym przetargu MGK była jedynym oferentem – stąd umowa nr 1, opiewająca na kwotę 75 600 PLN. Ostatecznie protest ALBY został oddalony, a z MGK podpisano umowę nr 3. Jednak zamieszanie z przetargiem na odbiór i transport odpadów spowodowało, że formalne wprowadzenie w życie ustawy śmieciowej w Oleśnicy zostało odroczone do sierpnia, co wiązało się również z tym, że mieszkańcy mieli przez cały lipiec utrudnione warunki segregacji (brak odpowiednich pojemników na śmieci). Ale mimo to, musieli już od lipca mieli płacić stawki 13/20 złotych, tak jakby system śmieciowy działał bez opóźnień.

Umowa nr 2 na zagospodarowanie odpadów komunalnych została zawarta bez przetargu (!!!). Czas jej obowiązywania to 1 lipca – 31 grudnia 2013, a kwoty w niej figurujące to:

298,14 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zmieszanych i biodegradowalnych;
150 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zbieranych w sposób selektywny.

Po wygaśnięciu tej umowy zawarto dwie kolejne – również bez uprzedniego przetargu (!!!), obie na zagospodarowanie odpadów – odpowiednio: zmieszanych (umowa nr 4) oraz segregowanych i biodegradowalnych (umowa nr 5). Tym razem miasto zobowiązało się płacić:

349,15 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zmieszanych;
162 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zbieranych w sposób selektywny i biodegradowalnych.

Pierwszą rzeczą, która przyszła mi na myśl po uzyskaniu treści tych umów z Urzędu Miasta, było pytanie: dlaczego w 2013 roku była jedna umowa (nr 3) na zagospodarowanie – wspólna dla śmieci zmieszanych i segregowanych, tylko z wymienionymi stawkami dla poszczególnych frakcji, natomiast na 2014 rok podpisano dwie oddzielne umowy (nr 4 i nr 5), jedna na odpady zmieszane, druga na odpady segregowane i biodegradowalne? Nie mam żadnych wątpliwości, że obowiązujący stan prawny taki podział dopuszcza. Ale po co? Tym bardziej, że ich treści – poza samym podziałem i stawkami – nie różnią się praktycznie niczym. Jedyną, jakże drobną różnicą, jest ewidentna pomyłka w §5 punkcie 3. umowy nr 4, w którym mowa jest o wysokości i terminach płatności na rzecz MGK. Drobiazg, ale przez sito miejskich prawników i księgowych przeszedł…

Dużo ciekawsze jest „przekwalifikowanie” odpadów biodegradowalnych. W roku 2013 odpady biodegradowalne były wrzucone do tej samej – droższej – kategorii, co odpady zmieszane. W 2014 roku te same odpady, wraz z odpadami segregowanymi, należą już do kategorii tańszej. Co ciekawe: owo „przekwalifikowanie” odpadów biodegradowalnych nie wynika z samej treści umowy nr 5, ale z załącznika nr 5 do tej umowy, który zawiera kalkulację sporządzoną przez zarząd MGK sp. z o.o. W samej treści umowy umowy nr 5, ani w treści umowy nr 4, nie ma ani słowa (!!!) o płatności za zagospodarowanie odpadów biodegradowalnych.

Nie wiem, jak wygląda sprawa takiego swobodnego przerzucania odpadów biodegradowalnych – z jednej, droższej kupki do drugiej, tańszej – pod względem formalno-prawnym. Przecież, logicznie rzecz biorąc, sposób ich zagospodarowania w roku 2013 był taki sam, jak w roku obecnym. I w roku 2013 miały taki sam wpływ na środowisko, jak w roku 2014. Tu przydałaby się opinia jakiegoś prawnika.

Kolejne spostrzeżenie: obie kalkulacje sporządzone przez zarząd MGK sp. z o.o. na potrzeby zarówno umowy nr 4 (załącznik nr 5 tejże), jak i umowy nr 5 (załącznik nr 5 tejże), opatrzone są datą 14 października 2013 roku. Moim zdaniem oznacza to tyle, że już wówczas planowane były ruchy w kierunku zmiany stawek opłat śmieciowych, wnoszonych przez mieszkańców Oleśnicy. Może w obliczu listopadowych wyborów samorządowych? Wcale niewykluczone. A jeśli tak, to mielibyśmy dowód na to, że to władze miasta (które jest przecież jedynym udziałowcem spółki MGK), a przede wszystkim burmistrz, traktują sprawę opłat za śmieci w kategoriach politycznych, a nie jacyś tajemniczy „śmieciowi oponenci”.

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze warunki, w których umowy na zagospodarowanie odpadów (nr 2, nr 4 i nr 5) zostały podpisane. Jak pokazałem w poprzednim wpisie, w takim Bierutowie, w którym zorganizowany był przetarg, w obliczu którego MGK musiało wysunąć konkurencyjną ofertę, miasto płaci relatywnie mniej, niż Oleśnica, w której umowa na zagospodarowanie odpadów z MGK została zawarta w warunkach bezprzetargowych. Co w efekcie może mieć istotny wpływ na koszty ponoszone przez mieszkańców.

Mówcie, co chcecie, ale konkurencja wymusza przedstawienie korzystniejszej oferty. Gdy konkurencji brak, płacimy tyle, ile sobie MGK zażyczy…

Prawie wszystko o oleśnickich śmieciach. Część 1: koszty operatora

Niniejszym tekstem rozpoczynam kilkuczęściowy cykl „śmieciowy”, czyli wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat oleśnickiego systemu śmieciowego, ale boicie się zapytać. Albo nikt Wam tego jeszcze nie powiedział. Na początek koszty „operatora” systemu.

smieciozagadka

Z góry przepraszam, ale poniższy tekst wymaga od czytelnika choć minimalnych zdolności analitycznych oraz otwartości na merytoryczne argumenty. Uwagę tę kieruję przede wszystkim do radnych tzw. Porozumienia Radnych Rady Miasta VI kadencji, którym tej otwartości brakuje szczególnie…

To, że koszty odbioru i zagospodarowania śmieci mogą się różnić w różnych częściach kraju, czy nawet regionu (województwa) – wcale mnie nie dziwi. Różni „operatorzy” różnie sobie liczą, naliczają różne marże. Stąd też biorą się różne koszty funkcjonowania systemu.

Ale co powiedzieć w sytuacji, gdy to samo przedsiębiorstwo obsługujące odbiór, transport i zagospodarowanie odpadów komunalnych z dwóch gmin leżących w tym samym powiecie, każe sobie płacić dwie diametralnie różne stawki?

Po kolei.

W zeszłym roku w Bierutowie został ogłoszony jeden (!!!) przetarg na odbiór, transport i zagospodarowanie odpadów komunalnych z terenu gminy Bierutów. Kryterium wyboru najlepszej oferty była – a jakże – cena „obsługi” jednej tony odpadów, obliczona z bardzo konkretnego wzoru (rozdz. XXI SIWZ, strona 24):

CO = 0,33CS + 0,3CK + 0,32CB + 0,05CW

gdzie:
CO – cena ofertowa,
CS – cena 1 tony odpadów zbieranych w sposób selektywny,
CK – cena 1 tony odpadów zmieszanych,
CB – cena 1 tony odpadów biodegradowalnych,
CW – cena 1 tony odpadów wielkogabarytowych.

Wzór nie jest skomplikowany, a zawiera jednostkowe koszty odbioru, transportu i zagospodarowania poszczególnych frakcji odpadów.

Do przetargu zgłosiło się czterech oferentów, wybrano tego, który zaproponował najkorzystniejszą cenę, czyli oleśnicką MGK sp. z o.o. Nie wiem jakie koszty obsługi poszczególnych frakcji śmieci zaproponowała MGK, ale wiem jaką cenę przedstawiła jako swoją ofertę: 156,89 złotych brutto (!!!) za tonę odpadów komunalnych. Za: a) odbiór i transport, b) zagospodarowanie. Razem.

W Oleśnicy odbył się też jeden przetarg. Ale TYLKO na odbiór i transport odpadów – wygrała MGK. Zagospodarowanie powierzono MGK bez przetargu, co odbyło się zgodnie z ustawą. W umowie zawartej pomiędzy Urzędem Miasta a MGK sp. z o.o., a obowiązującą w 2013 roku, widnieją koszty SAMEGO ZAGOSPODAROWANIA odpadów 150 złotych brutto za śmieci zbierane w sposób selektywny oraz 298 złotych 14 groszy brutto za śmieci zmieszane i biodegradowalne.

Mając wzór z Bierutowa oraz stawki figurujące w umowie z Oleśnicy, można w łatwy sposób porównać koszty, które wyliczyła sobie MGK w obu gminach. Będziemy mogli porównać, czy spółka jednakowo potraktowała mieszkańców obu miast. Jeśli wyliczone ze wzoru liczby będą porównywalne, to znaczy, że tak właśnie jest.

Podstawiamy zaproponowane przez MGK koszty obsługi frakcji do bierutowskiego wzoru (wymienione we wzorze odpady wielkogabarytowe można zaliczyć do frakcji odpadów selektywnych), i otrzymujemy…

…uwaga…

241 złotych 85 groszy. BRUTTO.

Wychodzi na to, że Oleśnica płaci relatywnie więcej niż Bierutów. Za SAMO ZAGOSPODAROWANIE ODPADÓW.

W 2014 roku obowiązywać będą dwie umowy z MGK dotyczące zagospodarowania (o samych umowach w kolejnym tekście). Osobna umowa dotycząca śmieci zmieszanych, osobna dotycząca śmieci selektywnych. Tym razem frakcję odpadów biodegradowalnych wrzucono do tańszej „szuflady” razem z odpadami segregowanymi. Nowe stawki to, odpowiednio: 349 złotych 15 groszy oraz 162 złote. Wstawiamy te stawki do bierutowskiego wzoru i otrzymujemy…

218 złotych 15 groszy. BRUTTO.

Co ciekawe: mimo, że koszty podane przez MGK wzrosły, to będzie taniej. Wszystko dzięki prostemu zabiegowi z przerzuceniem odpadów biodegradowalnych do tańszej frakcji odpadów komunalnych. Ale w dalszym ciągu jest to o ponad 60 złotych (około 40%) więcej za samo zagospodarowanie śmieci niż z Bierutowie za odbiór, transport i zagospodarowanie!!!

Dwa miasta. Jeden powiat. Jeden „operator” śmieciowy. Dwie różne liczby.
Skąd ta różnica? Szczerze: nie wiem…

Ktoś mógłby powiedzieć, że w Oleśnicy odpady odbierane są w większą częstotliwością, niż w Bierutowie…
Zgadza się. Z tym, że Oleśnica za odbiór i transport śmieci płaci OSOBNO, więc powyższe wyliczenia w ogóle nie uwzględniają kosztów odbioru z terenu Oleśnicy! Natomiast w przypadku Bierutowa, wyliczona kwota – podana przez MGK – już koszty odbioru zawiera.

To może Oleśnica ma wyższe koszty składowania?
Nie wiem. Póki co, oleśnickie śmieci składowane są w Smolnej, a bierutowskie – z tego, co wiem – w okolicach Namysłowa. Tak zwana „opłata marszałkowska” – w Oleśnicy podnoszona jako główna przyczyna tak wysokich stawek ponoszonych przez mieszkańców – jest ustalana odgórnie przez Ministra Środowiska (w 2014 roku to 119.68 zł za tonę) i jest taka sama w całym kraju, niezależnie – w Smolnej czy w Namysłowie. Co ciekawe, według stanowiska Urzędu Miasta, podobno Smolna jest i tak tańsza niż ZZO w Olszowej, w który zaangażowała się Oleśnica. Zatem w porównaniu do Bierutowa, w Oleśnicy jest drogo, a będzie (?) jeszcze drożej.

To może skład procentowy poszczególnych frakcji śmieciowych w Oleśnicy jest inny niż w Oleśnicy?
Oczywiście, że jest inny! Gdyby stworzyć analogiczny wzór dla Oleśnicy, występujące we wzorze wartości liczbowe współczynników przy poszczególnych frakcjach z pewnością BYŁYBY INNE. Ale i bierutowski wzór i – ewentualny – oleśnicki uwzględniałby KOSZTY zagospodarowania poszczególnych frakcji, które dla Bierutowa i Oleśnicy – teoretycznie – powinny być takie same. Tak mi się przynajmniej wydaje… Wydaje mi się też, że koszty samego zagospodarowania powinny być niższe, niż koszty zagospodarowania i transportu z z odbiorem. Jak się okazuje, wcale niekoniecznie…

W takim razie może koszty OKOŁOśmieciowe? Paliwo, amortyzacja, kontenery, pojemniki na śmieci…
Paliwo raczej odpada. O ile w Bierutowie koszty paliwa są z pewnością wliczone w ofertę MGK i stanowią pewien procent tych 156,89 złotych za tonę odpadów, to już w Oleśnicy Urząd Miasta płaci odbiorcy „ekstra” ponad 850 tys. złotych rocznie za odbiór i transport. Amortyzacja – kwotowo na pewno Oleśnica ponosi większe koszty niż Bierutów, bo produkuje więcej śmieci. Ale od każdej tony odpadów, amortyzacja powinna chyba być taka sama i w Oleśnicy, i w Bierutowie. No chyba, że się mylę, czego wcale nie wykluczam… Może pojemniki? Ale czemu AŻ TYLE?

Oto przykład dla lepszego zobrazowania problemu: pewien przedsiębiorca ma dwa sklepy. W jednym z nich można kupić chleb i kostkę masła za 7.50 zł, a w drugim sam chleb kosztuje 10 złotych. Który ze sklepów należących do tego samego właściciela będzie droższy? I dlaczego?

Jakieś pomysły?

Nieomylność zobowiązuje

Nieomylność zobowiązuje. Sam Nieomylny jest zobowiązany do emanacji swoją nieomylnością i do trwania w tejże. Do zadań jego Dworu należy: a) Nieomylnego w trwaniu w swojej nieomylności utwierdzać, b) nieprzekonanych przekonywać, c) wątpiących prostować, d) siebie nawzajem w wierze w Nieomylnego umacniać i pokrzepiać. Źródłem wszelkiego światła jest Nieomylny – Dworzanie mogą, co najwyżej, błyszczeć światłem odbitym.

Jest jeszcze jeden dogmat: Nieomylny, nie dlatego jest nieomylny, by można było z nim dyskutować. Nieomylność nieomylnego nie podlega żadnej dyskusji. Kropka.

Doskonale przekonał się o tym pewien Dworzanin, który odważył się zakwestionować nieomylność Nieomylnego. Po siedmiu latach trwania w „dworskim” letargu, nagle się ocknął, przejrzał na oczy i stwierdził, że tak dalej być nie może.

Niestety, dworzanin, który dopuszcza się tak rażącego łamania dworskich manier i obyczajów, który podaje w wątpliwość dogmat o nieomylności Nieomylnego, musi liczyć się z banicją i ostracyzmem ze strony pozostałych członków Dworu. Były już Dworzanin zrezygnował ze zobowiązania do świadczenia dobrowolnych i spontanicznych pochwał pod adresem Nieomylnego.

Tak więc, Staszku, w kontraście do nieomylności Nieomylnego, Ty teraz możesz emanować i epatować swoją niezależnością. Wszem i wobec, na lewo i prawo… Tego już Ci nikt nie odbierze. Ale mam tylko jedno pytanie: DLACZEGO DOPIERO TERAZ??!! Przez całych 7 lat sprawowania mandatu i trwania w tzw. Porozumieniu Radnych nie zauważyłeś, że nikt nie liczy się z Twoją opinią? Czy przez te 7 lat nie przeszkadzało Ci to, że dawałeś sobie narzucić zdanie, z którym się nie zgadzałeś?

Poza tym, Staszku, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że w niezbyt komfortowej sytuacji postawiłeś swoich byłych kolegów z organizacji partyjnej… Ich młodsi koledzy też złożyli projekt uchwały (w sprawie budżetu obywatelskiego) do Przewodniczącego Rady Miasta, też zgodnie z regulaminem i procedurami. A Przewodniczący Rady Miasta – zapewne zapatrzony w Nieomylnego – ów projekt wyrzucił do kosza, tłumacząc, że obecny budżet Oleśnicy jest już WYSTARCZAJĄCO OBYWATELSKI. Jak na taką decyzję zareagują starsi koledzy z partii? Albo pokażą pazur, albo – trwając w wierze w dogmat o nieomylności Nieomylnego – położą uszy po sobie i z pokorą przeproszą za wyskok młodszych kolegów…

Cóż, Panowie z PO: chcieliście się odróżniać? Lepsza okazja może się już nie przytrafić…

chuck_norris

Dąb Dragonów w konkursie na Drzewo Roku

zgloszenie_drzewo_roku_fot_1_

fot. Wiesław Mazurkiewicz

Dąb Dragonów jest wyjątkowy, między innymi ze względu na fakt, iż jest jednym z bardzo nielicznych drzew na terenie Oleśnicy, które udało się zidentyfikować na historycznych fotografiach i pocztówkach z przełomu XIX/XX wieku. Dzięki tym fotografiom udało się również częściowo odtworzyć historię dębu, od momentu wybudowania budynku, przy którym drzewo to rośnie.
W 1850 roku Oleśnica została ogłoszona miastem garnizonowym. Jak podaje na swojej stronie www.olesnica.org znawca i miłośnik Oleśnicy – Marek Nienałtowski: „budynek powstał w 1872-1873 r. jako koszarowiec dla potrzeb 1. Eskadronu Regimentu Dragonów. Prawdopodobnie wybudowano go z pieniędzy miejskich. Dużą część terenu, na którym stanęły koszary zajmował plac ćwiczeń i budynki stajni, ujeżdżalni, magazynów siana, kuźni”. Na zachowanej pocztówce, ukazującej widok tylnej strony budynku koszarowego przed 1899 rokiem dąb, o którym tu mowa, jest już okazałym drzewem, jednym z czterech tam rosnących. Zatem można przypuszczać, że rósł tam wcześniej niż postawiono budynek. „Koszary Regimentu Dragonów istniały do 1902 (inne dane – 1904 r.). Potem zostały przebudowane dla potrzeb oddziału karabinów maszynowych (MGAbt nr 8) wchodzących w skład Batalionu Strzelców nr 6 od 1900 roku. Jednostka istniała do roku 1919. Od 1922 r. budynek przejmuje miasto (m.in. mieści się w nim biblioteka ludowa). Po 1945 r. budynek został przeznaczony do zamieszkania”.
Dziś, po z górą 100 latach, z czterech drzew widocznych na historycznych fotografiach ocalało tylko jedno – Dąb Dragonów – wieloletni przyjaciel budynku, ostatni żywy świadek historii i czasów świetności stacjonujących w Oleśnicy jednostek wojskowych. Z pewnością był on świadkiem wydarzeń, których opis można znaleźć w monografii „Oleśnica od czasów najdawniejszych po współczesność” autorstwa Wojciecha Mrozowicza i Przemysława Wiszewskiego: „Mieszczanie byli niezwykle przywiązani do stacjonujących w Oleśnicy jednostek – nie tylko ze względów gospodarczych. Podobnie jak w przypadku książąt, splendory spływające na strzelców czy dragonów w jakiejś cząstce spływały też na otaczających ich oleśniczan. Jeszcze w okresie międzywojennym, w czasie Republiki Weimarskiej, z dumą odnotowano, że oleśnicki Regiment Dragonów nr 8 w 1866 r. znajdował się pod komendą pruskiego następcy tronu i wspaniale wstawił się w walce z najlepszymi oddziałami austriackimi w bitwie pod Nachodem […] Król Wilhelm doceniając wówczas dzielność żołnierzy, zaszczycił regiment, mianując kronprinca Fryderyka jego honorowym szefem […]. Trzy lata później, gdy Fryderyk zajął tron cesarski, na urodziny swego zmarłego ojca uhonorował raz jeszcze regiment, nadając mu nazwę dragonów cesarskich”. Nietrudno sobie wyobrazić, jak pod rosnącymi drzewami, które rozdzielały szwadrony podczas porannych apeli, odbywały się musztry z udziałem koni; jak śpiew ptaków i widok z okien budynku koszarowego pełen rozwijających się lub przybierających złote kolory jesieni liści odmierzał w trudnej służbie czas żołnierzom. Drzewa te, a wśród nich Dąb Dragonów, mogły być dla żołnierzy ulubionym miejscem, w którym miejscowy fotograf robił grupowe zdjęcia do pamiątkowych albumów.

zgloszenie_drzewo_roku_fot_3

Ilustracja ze strony p. Marka Nienałtowskiego

Dąb Dragonów rośnie w miejscu może niezbyt eksponowanym, ale ważnym dla osób mieszkających w dawnym budynku koszarowym. Mieszkańcy ci znają dzieje domu i wiedzą, że zarówno budowla jak i drzewo – to świadectwa przeszłości. To oni zwrócili uwagę p. Marka Nienałtowskiego na niepokojące zmiany, mogące zagrozić drzewu.
Obecnie żyjemy w czasach pełnych komercji i biurokracji; w czasach, gdy z obawy przed odszkodowaniami wycina się lub skraca do wysokości kilku metrów, piękne zdrowe drzewa, które coraz częściej znikają z przydomowych wolnych przestrzeni; w czasach, gdy wystarczy odpowiednio zasobny portfel i przychylna opinia urzędnika, by w lokalizacji „inwestycyjnie atrakcyjnej”, w miejscu wiekowego drzewa wyrosła zabudowa mieszkaniowa lub biurowa.
Dąb Dragonów, który próbują ocalić i wyróżnić obecni mieszkańcy byłego koszarowca, Stowarzyszenie zrzeszające mieszkańców miasta oraz sympatycy Oleśnicy jest jednym z ostatnich tak pięknych, wysokich o niezwykle rozłożystej koronie drzew, które pozostało poza miejskimi parkami starego miasta. Jego symbolika jest różnorodna. Dla wielu oleśniczan –jest on symbolem trwałości – trwałości pamięci o przeszłości miasta, mimo że prawie nikt dziś nie pamięta słów Wincentego Pola: „Wy pomniki żywe ubiegłych czasów”. Jest też wiekowym i lubianym przez wszystkich akcentem miejskiej zieleni, cieszącym oko i ucho. Tu, na wiosnę śpiewają ptaki, które będą wić gniazda. Tu, inne ptaki zimą będą pod śniegiem szukać pożywienia.
Stowarzyszenie Dla Oleśnicy wpisując dąb – jako pierwszy – na listę drzew proponowanych do miana pomnika przyrody, miało nadzieję, że w ten sposób zwróci uwagę mieszkańców z innych rejonów miasta na ten wyjątkowy okaz przyrody. Następnym krokiem miało być opracowanie ścieżki edukacyjnej z uwzględnieniem zarówno zabytkowych budowli, jak i pomników przyrody. Niestety, na przeszkodzie stanęły niejasne, niepoparte żadnymi racjonalnymi wyjaśnieniami decyzje przewodniczących Rady Miasta Oleśnicy, według których „niecelowym jest przygotowywanie uchwał, które mogą powodować, że zostaną stworzone bariery, wywołujące negatywne skutki, trudne do określenia w obecnej chwili” (cytat pochodzi z oficjalnego pisma Wiceprzewodniczącego RM w tej sprawie).
Głęboko wierzymy, że już samo zgłoszenie Dębu Dragonów do plebiscytu na Drzewo Roku spowoduje zmianę tego nieuzasadnionego stanowiska przewodniczących Rady Miasta i zmianę obecnego stanu rzeczy.

Powyższy tekst stanowi uzasadnienie zgłoszenia Dębu Dragonów do ogólnopolskiego konkursu na „Drzewo Roku”, którego już czwartą edycję niedawno ogłosił Klub Gaja. Z pełną treści zgłoszenia można zapoznać się tutaj.

Czy Dąb Dragonów zostanie ścięty?

Zainicjowana przez Stowarzyszenie Dla Oleśnicy sprawa pomników przyrody ciągnie się już ponad rok. Zaczęło się od Dębu Dragonów i głównie tego drzewa będzie dotyczył ten wpis.

Nie chcę przynudzać, bo korespondencja z Prezydium Rady Miasta w tej sprawie jest już dość obszerna, nie mniej jednak ostatnie wydarzenia pokazują, że ani Przewodniczący Rady Miasta, ani jego zastępca, ani Burmistrz Oleśnicy, ani jego pracownicy zupełnie nie liczą się ze zdaniem mieszkańców (swoich potencjalnych wyborców!). Co więcej: nie liczą się z opiniami specjalistów i konsekwentnie uprawiają swoją „politykę”. A mieszkańcy i specjaliści tylko im przeszkadzają…

Najpierw krótkie kalendarium całej sprawy wraz z dokumentacją.

18 marca 2012 – pierwszy wpis na stronie p. Marka Nienałtowskiego, dotyczący Dębu Dragonów, jego historii i przyszłości: Czy ponad 100 letnie drzewo zostanie ścięte?

23 maja 2012 – wpis ma moim blogu: Pomnik przyrody, świadek historii – Dąb Dragonów staje się symbolem akcji „pomnikowej” Stowarzyszenie Dla Oleśnicy.

13 czerwca 2012 – przygotowane członków Stowarzyszenia (z wydatną pomocą prof. Dariusza Tarnawskiego, prezesa Towarzystwa Przyrodniczego Ziemi Oleśnickiej) wnioski o ustanowienie 31 pomników przyrody trafiają na ręce Przewodniczącego Rady Miasta, Ryszarda Zelinki. Osobny wniosek dotyczył Dębu Dragonów (treść wniosku).

22 czerwca 2012 – konferencja „Pomnik Przyrody, świadek historii” mająca na celu promocję złożonych wniosków. Zaproszenie otrzymały władze Oleśnicy i wszyscy miejscy radni. Pojawił się jedynie p. Piotr Karasek i, podobno, p. Katarzyna Filipek z Wydziału Geodezji, Gospodarki Gruntami, Rolnictwa i Ochrony Środowiska. Prezydium Rady Miasta, Burmistrzowie nie wyrazili zainteresowania. Natomiast mieszkańcy dopisali (http://dlaolesnicy.org/pomnik-przyrody-swiadek-historii-konferencja/http://olesnica.nienaltowski.net/Pomniki_przyrody.htmhttp://mojaolesnica.pl/article.php?id=6243)

30 sierpnia 2012 – odpowiedź Przewodniczącego RM, w której informuje on, iż wystąpił do burmistrza z prośbą o wydanie opinii. Pan Zelinka informował również, że wszczęto procedurę zinwentaryzowania drzewostanu Oleśnicy (treść odpowiedzi).

26 marca 2013 – w trosce o stan techniczny Zamku Książąt Oleśnickich, Stowarzyszenie dokonuje korekty wniosków na osobistą prośbę radnego Wiesława Piechówki (treść pisma do RM).

3 kwietnia 2013 – odpowiedź Wiceprzewodniczącego RM, w której czytamy, że: „niecelowym jest przygotowywanie uchwał, które mogą powodować, że zostaną stworzone bariery, wywołujące NEGATYWNE SKUTKI, TRUDNE DO OKREŚLENIA W OBECNEJ CHWILI” (treść odpowiedzi).

29 kwietnia 2013 – mój prywatny wniosek o udostępnienie informacji publicznej na temat wyników zamówionej przez Urząd Miasta „ekspertyzy drzewostanu na terenie miasta” (treść wniosku).

7 maja 2013 – otrzymałem dokumentację inwentaryzacji oleśnickiego drzewostanu, wykonaną w listopadzie 2012 r.  (!!!) przez mgr inż. Marcina Domala. Dokumentacja zawiera między innymi opis Dębu Dragonów. Warto zapoznać się z pełnym opisem tego pięknego drzewa: http://olesnica.vot.pl/Karta_05.pdf, przy czym zwracam uwagę na wniosek końcowy: „[…] obiekt stanowi okazały twór przyrody ożywionej, wyróżniający się w miejskim krajobrazie naturalnym charakterystycznym pokrojem. Dzięki osiągnięciu imponujących rozmiarów oraz dodatkowo z uwagi na brak innych zwartych skupisk drzew w bezpośrednim jego sąsiedztwie, powoduje, że stanowi on jeszcze bardziej okazalszy obiekt zasługujący na szczególną ochronę swoich walorów przyrodniczych.”

9 maja 2013 – kolejny list do Przewodniczącego Rady Miasta z prośbą o wyjaśnienie i uzasadnienie decyzji odmownej z dnia 3 kwietnia 2013 (treść listu).

23 maja 2013 – krótka odpowiedź Przewodniczącego Rady Miasta z przesłaniem: „NIE, BO NIE!” (treść odpowiedzi).

28 sierpnia 2013 – artykuł w Panoramie Oleśnickiej, którego treść potwierdziła przypuszczenia sprzed ponad roku oraz wnioski nasuwające się z wymiany pism z Przewodniczącymi RM. Działka, na której stoi Dąb Dragonów została wystawiona na przetarg z przeznaczeniem na „budowę dwóch budynków wielorodzinnych wraz z niezbędnymi instalacjami i urządzeniami technicznymi oraz infrastrukturą drogową”. Cena wywoławcza „wraz z drzewostanem” wynosiła 1.809.889zł. Do przetargu – ustnego – nie stanął NA SZCZĘŚCIE nikt i działka nie została sprzedana…

Skan z Panoramy Oleśnickiej z dnia 28.08.2013

Teraz komentarz:

Cała ta korespondencja z Przewodniczącymi Rady Miasta przypomina kopanie się z koniem. Mieszkańcy proszą, My piszemy, prosimy o uzasadnienia, o wyjaśnienia, specjaliści przyznają nam rację (patrz: wyniki ekspertyzy zleconej przez sam Urząd Miasta Oleśnicy), a Przewodniczący i jego zastępca ignorują apele mieszkańców i opinie specjalistów, kompletnie się z nimi nie licząc. W sposób bardzo zawoalowany dają do zrozumienia piszą, że objęcie Dębu Dragonów ochroną pomnikową spowoduje, że  „zostaną stworzone bariery, wywołujące NEGATYWNE SKUTKI, TRUDNE DO OKREŚLENIA W OBECNEJ CHWILI”. Oznacza to tyle, że wyrok na Dąb Dragonów został już wydany i nic tego nie zmieni. Tekst z Panoramy Oleśnickiej tylko potwierdził nasze przypuszczenia. Przewodniczącemu Rady Miasta przecież nie wypadało napisać wprost, że to piękne, okazałe drzewo zostanie wycięte, a grunt pod nim sprzedany deweloperowi. „Bariery” i „negatywne skutki” brzmią ciekawiej…

I jeszcze jedno: całkiem niedaleko Dębu Dragonów, w miejscu, gdzie dziś znajduje się biurowiec OCB „Feniks” rosło kilka równie okazałych dębów, być może również godnych ochrony pomnikowej. Znalazł się inwestor, który wyłożył dużą kasę, kupił działkę, a piękne drzewa wyciął. Wycinka odbyła się błyskawicznie, po pięknych drzewach zostało jedynie wspomnienie. Wszystko wskazuje na to, że taki sam los czeka Dąb Dragonów.

PS. Kopię tego tekstu wysłałem do publikacji na tzw. Lokalnym Portalu Dziennikarstwa Społecznościowego olesnica.eu. Aktualnie oczekuje na moderację (stan na 3/9/2013 godz. 15:00).

Śmieciozagadka

W pewnym mieście w niewytłumaczalny sposób znikają pieniądze z opłat za śmieci. Mieszkańcy wpłacają do wspólnej kasy dużo więcej, niż wynoszą koszty firmy zajmującej się zbieraniem odpadów komunalnych. Okazuje się, że stoi za tym zły maharadża i jego wierny dwór.

Brzmi znajomo? Może komuś przyszła to głowy kultowa „Hydrozagadka”? Otóż spieszę poinformować, że to najprawdziwsza rzeczywistość, a rzecz dzieje się w Oleśnicy.

Kilka miesięcy temu nasi radni przegłosowali uchwałę, która ustala wysokość opłaty za wywóz śmieci w kwocie 13 złotych od osoby w przypadku ich sortowania i 20 złotych w przypadku śmieci nieposortowanych . Od tamtego czasu temat tych stawek pojawiał się chyba na każdej sesji Rady Miasta. Najczęściej radni pytali o sposób wyliczenia tych składek. Szczegółów nie było dane poznać nikomu, ale Pan Burmistrz wielokrotnie i z wielkim zaangażowaniem wyjaśniał, że to najbardziej rozsądne wysokości opłat, najbardziej optymalne z punktu widzenia zarówno kasy miejskiej, jak i budżetów domowych. Z równie wielkim zaangażowaniem wtórowała mu Pani Skarbnik. Gdy porównywano Oleśnicę do gmin, w których uchwalono opłaty rzędu 5-7 złotych, głos zabierał najwierniejszy z wiernych radnych, który ze swarą stwierdzał, że tak niskie stawki mogły być uchwalane tylko pod publikę!

Ok. Pan radny twierdzi, że pod publikę, a fakty mówią co innego. Po kolei…

Ogłoszono przetarg na firmę, która miałaby się zająć zbieraniem śmieci. Ujawniono, że szacowane przez urzędników roczne koszty odbioru śmieci to dokładnie 5 377 695 zł. Warto podkreślić, że kwota ta odpowiada mniej więcej liczbie mieszkańców Oleśnicy pomnożonej przez stawkę 13 złotych i przez 12 miesięcy.

Do przetargu stanęły dwie firmy: jedna z Wrocławia, druga – Miejska Gospodarka Komunalna. Oferta pierwszej firmy opiewała na 4 009  824 zł, natomiast oferta drugiej – na 1 711 218 zł. I, póki co, tę ostatnią wybrano, jako najkorzystniejszą.

Wybrana oferta stanowi zaledwie 30% (!!!) puli oszacowanej przez Urzędników. Dlaczego tak mało? Może pod publikę? Może żeby mieć pewność, że miejska spółka wygra ten przetarg? Miejmy tylko nadzieję, że to nie jest cena dumpingowa, ale realna, a sposób jej obliczenia – rzetelny.

Pozostaje 70%. Co się z nimi stanie? Na razie tego nie wie nikt. Póki co, wciąż obowiązującą stawką jest 13 zł od osoby. Ale biorąc pod uwagę wynik przetargu, stawkę tę można by z powodzeniem zmniejszyć do około 4 złotych 15 groszy. Wówczas taka np. 4-osobowa rodzina zamiast płacić 624 zł rocznie za wywóz śmieci, płaciłaby około 200 zł!!! Tylko co na to ów najwierniejszy z wiernych radnych? Pewnie powiedziałby, że to działanie pod publikę?

Jeśli stawka 13 zł zostanie utrzymana, to będzie to nic innego, jak haracz ściągany przez urzędników, którego celem będzie ratowanie budżetu w czasach kryzysu. Takie ekstra 3.6 mln zł to łakomy kąsek – mógłby to być niezły zastrzyk łatwej gotówki do miejskiej kasy. Jednak ja, jako podatnik i płatnik, na taki haracz zgodzić się nie mogę! Dlatego też oczekiwałbym, że w najbliższym czasie wysokość opłaty za wywóz śmieci zostanie radykalnie zmniejszona.

smieciozagadka