Tag Archives: lotnisko

Bardzo subiektywne podsumowanie 2013

Do końca roku pozostały 2 dni, więc podsumowanie czas zacząć. Bardzo subiektywne, bardzo niepoważne. Szanowni Państwo: oto moje prywatne, bardzo tendencyjne wyróżnienia za rok 2013.

Nagroda im. Joli Rutowicz wraz z tytułem Oleśnickiego Celebryty Roku 2013 wędruje do wiceburmistrza Piotra Pawłowskiego – za najbardziej żenujący występ w mediach. Chodzi oczywiście o jego pokrętne tłumaczenia na temat (nie)służbowego wyjazdu do braterskiego Tichwina podczas zwolnienia lekarskiego. Jego słowa: „w tym czasie mógłbym być nad morzem, w Szwajcarii…” powinny wejść na stałe do kanonu cytatów ludzi znanych. Znanych z tego, że są znani…

Nagroda Piuu Bziuu im. Chrisa Cieszewskiego i Antoniego Macierewicza za niezwykle „profesjonalne” przygotowanie lotniskowej inwestycji przyznaję WSZYSTKIM osobom i podmiotom zaangażowanym bezpośrednio lub pośrednio w ten ambitny projekt. Również tym, którzy wpierw deklarowali wsparcie, a później się ostentacyjnie wypięli. Dzięki nim o Oleśnicy usłyszała cała Polska od Bałtyku po Tatry. I wszyscy złapali się za głowę, jak można było to tak spartolić??!!

Nagroda specjalna – Gołąbek Pokoju – wędruje do p. Zdzisława Kierkicza, za stoicki spokój i opanowianie, którym upust dawał wielokrotnie w swoich medialnych wystąpieniach i którymi zjednał sobie całą rzeszę zwolenników i naśladowców. Zupełnie nikt nie powinien czuć się urażony stonowanymi słowami p. Kierkicza: począwszy od powiatowych urzędników, prezesów lotniczej spółki, starosty, a na pracownikach Urządu Lotnictwa Cywilnego kończąc. Jego wyważone, niezwykle delikatne wypowiedzi stanowiły nieocenioną pomoc w realizacji projektu oleśnickiego lotniska. Oaza spokoju!

Nagrodę im. Edyty Górniak za całokształt twórczości artystycznej przyznaję wiceburmistrzowi Piotrowi Pawłowskiemu, który w tym roku wydał płytę z piosenkami religijnymi. Oleśnica może się pochwalić śpiewającym burmistrzem. Szkoda tylko, że tak późno ujawnił swój talent, może wybrałby estradę zamiast polityki? Wówczas oszczędziłby nam wszystkim co najmniej kilku powodów do zażenowania…

Tytuł Macho Roku 2013 przyznaję wiceburmistrzowi Henrykowi Bernackiemu (SLD), za jego prywatną opinię na temat Szwedek:

„Znają swoje miejsce w szeregu!”

Nagroda im. Nadszyszkownika Kilkujadka wędruje do p. Ryszarda Zelinki, wieloletniego Przewodniczącego Rady Miasta. Swoimi decyzjami pokazuje kto w Oleśnicy JEST PRAWEM i kto PRAWO STANOWI! Na przestrzeganiu prawa Pan Przewodniczący zjadł zęby! Na pohybel malkontentom, Młodym Demokratom  i opozycji!

Tytuł Liczyhrabiego należy się Burmistrzowi Janowi Bronsiowi, który tak liczył mieszkańców Oleśnicy i liczył, że doliczył się trzech różnych liczb i każdej z nich używał w zależności od kontekstu, potrzeb własnych i własnego widzimisię. Mówił o 35 tysiącach, gdy zabierał się za wyliczenia stawek opłat śmiecowych; później wspominał o 31 tysiącach, gdy uzasadniał niemożność obniżenia tych stawek; na koniec wyskoczył z 38 tysiącami, gdy mówił o widocznych i namacalnych efektach prowadzonej przez niego polityki i wizji Oleśnicy jako miasta dobrego do zamieszkania. Jak żyć, Panie Burmistrzu? Jak żyć?

Źródło: Wikipedia.org

Nagrodę im. Jurka Kilera otrzymuje Sekcja Promocji Miasta. Jurek Kiler był profesjonalnym kilerem w każdym calu. Sekcja promocji może aż tak profesjonalna nie jest, ale na pewno ZABIJA ŚMIECHEM – gdy pisze o „patrycjatach polskich”, za których całą odpowiedzialność zrzuca na jednego z radnych; gdy zamiast miasta promuje Martynę Wojciechowską; gdy zabiera się za historię miasta, które rzekomo promuje i myli się zaledwie o 50 latSekcja specjalna zawsze lojalna!

Nagrodę im. Henryka Kwinty przyznać należy p. Ryszardowi Gąsiorowi, prezesowi OKR „Atol” sp. z o.o. Ze spółki znika kasa (czytać: jest chronicznie niedochodowa), miasto dopłaca do niej ok. 1% swoich dochodów, a bezkarny prezes śmieje się z nas wszystkich i pokazuje UCHO OD ŚLEDZIA tym, którzy domagają się jego dymisji. Bo Burmistrz zapowiedział, że dopłacał będzie. Zawsze i mimo wszystko.

 

Taka piękna katastrofa!

Miały być: chleb, praca i dobrobyt. Dla całego powiatu. Są: niesmak, kompromitacja i wstyd. Na całą Polskę.

Kolorowe marzenia o lotnisku w Oleśnicy roztrzaskały się o szarą rzeczywistość. Klamka zapadła w poniedziałek, 25 listopada, kiedy to Rada Powiata przegłosowała uchwałę o definitywnym zakończeniu lotniskowego projektu i zwróceniu nieruchomości z powrotem do Agencji Mienia Wojskowego. Oficjalny powód – prozaiczny: zbyt duże nakłady finansowe.

Przypomnę tylko, że ja, jako pierwszy – w maju 2011 roku – odważyłem zadać pytanie, jakie będą koszty tego przedsięwzięcia i czy powiat oleśnicki będzie w stanie takie obciążenia finansowe udźwignąć. W ramach odpowiedzi  zostałem po żołniersku zrugany przez jednego z inicjatorów tego projektu. Jak się później okazało, i tak miałem szczęście, że zostałem potraktowany w miarę ulgowo. Bo gdy nad lotniskiem zaczęły się gromadzić czarne chmury, owemu inicjatorowi puściły hamulce i bez refleksji pluł na oślep, nie przebierając w słowach. Jeździł (bo przecież nie latał) po wszystkich i wszystkim, co miało cokolwiek wspólnego z Urzędem Lotnictwa Cywilnego, oleśnickimi samorządami i lotniczą spółką. A po prezesach tej spółki – w szczególności.

Teraz wydawać by się mogło, że powinienem mieć satysfakcję, że projekt lotniskowy upadł. Otóż NIE MAM. Bo naprawdę chciałem, żeby Politechnika Wrocławska przeniosła do Oleśnicy swój ośrodek badawczy; bo naprawdę chciałem, żeby w Oleśnicy pojawili się nowi inwestorzy; bo naprawdę chciałem, by w Oleśnicy łatwiej było znaleźć pracę. A takie wizje roztaczały przed nami wszystkimi osoby odpowiedzialne za ten projekt. Miał być skok cywilizacyjny. Miało być rozwojowo, innowacyjnie, z rozmachem. ODRZUTOWO!

Nie jest mi do śmiechu jeszcze z innych, dużo bardziej złożonych powodów. Oto bowiem casus lotniska obnażył słabości oleśnickich samorządów.

Po pierwsze: zabieranie się za projekt, przepraszam za wyrażenie, od du*y strony. Kompromitująca amatorka! Biznesplan? Jaki biznesplan?! Powołamy prezesa, on przygotuje biznesplan! Koncepcja zagospodarowania?! Koncepcje są dla mięczaków! Teraz idziemy na żywioł, a o kasę pomartwimy się później!

Po drugie: brak realnej oceny własnych możliwości. Przede wszystkim finansowych. W sytuacji, gdy powiat z trudem utrzymuje szpital, gdy zadłużenie powiatu sięga dozwolonego progu, lotnisko NIE MOŻE BYĆ inwestycją pierwszej potrzeby.

Po trzecie: SPL-O. Niejasne i nieuregulowane relacje z SPL-O. Przez długi czas Starostwo pozwalało, by stowarzyszenie wchodziło na lotnisko jak do siebie, a później stowarzyszenie podniosło raban, że TYYYYYYLE zrobiło dla lotniska, a teraz się ich wyrzuca. Od początku trzeba było postawić sprawę jasno: powiat jest GOSPODARZEM i rządzi po gospodarsku, a SPL-O jest GOŚCIEM. Wspiera, ale nie wchodzi w kompetencje urzędników/prezesów.

Po czwarte: przedziwna niechęć do współpracy w imię wyższych celów. I to pomimo wcześniejszych deklaracji. I to deklaracji złożonych PUBLICZNIE i NA PIŚMIE! Ewidentnie zabrakło współpracy gminy i miasta z powiatem, zarządu powiatu ze starostą, starosty ze stowarzyszeniem, stowarzyszenia ze spółką, spółki z mediami. I w drugą stronę.

525ba12c5661e_o

11 września 2012. Moment podpisania deklaracji współpracy przez władze Gminy Oleśnica, miasta Oleśnica oraz powiatu oleśnickiego. /źródło: olesnica.naszemiasto.pl/

Po piąte: do oleśnickich samorządów dostają się ludzie niesłowni, którzy nie poczuwają się do odpowiedzialności za swoje słowa i czyny przed swoimi wyborcami. Ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem obiecują 1000 miejsc pracy, a później z rozbrajającą szczerością dodają, że „marzyć trzeba”. I do tego hipokryci, którzy najpierw publicznie deklarują współpracę nad ambitnym projektem, a później siedzą z załóżonymi rękami i przyglądają się. Panowie – słowo gentlemana jest święte – jeśli coś się komuś obiecało, wypadałoby dotrzymać słowa; a jeśli nie macie zamiaru się angażować, to może lepiej byłoby żadnej deklaracji nie podpisywać? W dodatku pełno jest takich, którzy najpierw zagłosują za projektem, by po roku przyznać, że ów projekt był zbyt ambitny i go zarzucić. W każdym przypadku – zero odpowiedzialności.

Po szóste: kompletna bezradność w przyciąganiu inwestorów. Od samego początku trąbiono, że będzie Politechnika, że będzie montownia odrzutowców. A pozostali inwestorzy – na samą wieść o lotnisku – będą dobijać się drzwiami i oknami… No więc nie ma ani Politechniki, ani montowni odrzutowców. Nie ma niczego.

Teraz, gdy nie ma już lotniska, na horyzoncie pojawia się nie-lotniczy inwestor, który gotów jest wyłożyć okrągły MILIARD EURO. Który zjada niedoszłych lotniskowych inwestorów na pierwsze śniadanie. Aż boję się pomyśleć, że może to być tylko gra, w której graczami są samorządowcy, a pionkami – wyborcy. Ta gra się nazywa „KAMPANIA WYBORCZA”.

Mimo wszystko, mam nadzieję, że tak nie jest… Pukam w niemalowane!

Komputery, a czynnik ludzki

349698_4521

Źródło: sxc.hu

Komputery są wszędzie. Moi studenci nie wyobrażają sobie studiów bez komputera. Do tego stopnia, że bardziej wierzą komputerom, niż we własne możliwości.  Jednym z najprostszych zadań, które studenci muszą wykonać w ramach laboratorium z fizyki jest wyznaczenie masy/gęstości aluminiowego elementu. Wiele już razy zdarzało mi się sprawdzać sprawozdania, w których masa takiego elementu – niewielkiej, sześciennej kostki – według studenta – równa jest masie średniej wielkości planety. Po czym student zaskoczony pytaniem „A skąd Ty człowieku masz ten wynik?!”, z rozbrajającą szczerością oznajmia „NO PRZECIEŻ KOMPUTER TAK POLICZYŁ!!!”.

Wtedy zwykle próbuję wytłumaczyć biedakowi, że owszem komputer jest w stanie policzyć wszystko… czasem nawet poprawnie… ale pod jednym, niezwykle istotnym warunkiem: że umie się z komputera korzystać i że dane wejściowe, na podstawie których oblicza wynik końcowy, są prawidłowe i są wprowadzane również w sposób prawidłowy. Trochę to trwa, zanim student załapie, ale prędzej czy później mogę się chwalić kolejnym sukcesem dydaktycznym…

To z życia wzięty dowód na to, że współpraca na linii komputer-człowiek jest czasami utrudniona, ale zazwyczaj możliwa… O tym, że łatwo nie jest przekonał nas wszystkich Skarbnik Miasta, przyznając – trochę nie wprost – że instrukcje obsługi komputera są pisane w sposób cokolwiek nieprzystępny…

Nie dalej jak wczoraj obiegła Oleśnicę wiadomość, że Prezes spółki Lotnisko Oleśnica sp. z o.o. w dokumentach przekazanych Starostwu domaga się podwyżki… Jednak w rozmowie z redakcją portalu przyznał: „To jest błąd drukarski, albo Excel coś wyrzucił. Powiedział to prezes spółki, której ambicją jest stworzenie w Oleśnicy ośrodka naukowo-badawczego… Z całym szacunkiem, ale tym jednym krótkim zdaniem Pan Prezes ostentacyjnie pomija czynnik ludzki. Według Pana Prezesa to oczywiste, że pomylił się komputer, nie człowiek, i tak naprawdę nikt żadnej podwyżki się nie domaga. Albo domagał się jej komputer – nie człowiek.

O ile Pan Prezes założył, że sztuczna inteligencja jest zawodna, to już Przewodniczący Rady Miasta przyjął postawę zgoła odmienną: myli się człowiek. Maszyna? Nigdy!!! Otóż na łamach innego portalu pokazuje radnym, którzy domagają się niższych stawek opłaty śmieciowej, w jak wielkim są błędzie. Błędzie, o którym poinformował go w dniu 11 września 2013 roku program komputerowy o zacnej i wpadającej w ucho nazwie „Odpady – podatki i opłaty”. Tak stwierdził komputer i inaczej być nie może! Co z tego, że tak naprawdę wszystko zależy od algorytmu użytego przy tworzeniu tego oprogramowania; od predefiniowanych stałych czy też zmiennych wprowadzanych z klawiatury… przez człowieka! O takich drugorzędnych szczegółach Pan Przewodniczący nawet nie raczył był poinformować. Stanowisko Przewodniczącego brzmi: komputer ma rację, myli się każdy, kto twierdzi inaczej!

Cóż… O ile w przypadku moich studentów jest szansa na ich „naprostowanie” – są to ludzie młodzi, zazwyczaj wyuczalni… Wciąż mają przed sobą całe życie zawodowe, więc ich rokowania są wciąż pomyślne. O tyle w przypadku emerytowanego nauczyciela, doświadczonego, od kilkunastu już lat kierującego organem samorządowym, ślepo wierzącego w nieomylność Nieomylnego i przekonanego o wyższości komputera nad ludzkim umysłem, nie widzę już nadziei.

Z pewnością jednak taką nadzieję przyniosłaby zmiana Przewodniczącego…

Żegnajcie dotacje…

Od jakiegoś czasu bomba wisiała w powietrzu. Wczoraj zapadła klamka: Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego rozwiązał umowę na dofinansowanie powiatowej drogi Ślizów-Dziadowa Kłoda. Kara dotkliwa, bo dotacja miała wynieść ok. 3 mln złotych. A może być jeszcze dotkliwsza, bo w ramach „bonusu” za niesubordynację, powiat może zostać wykluczony z konkursów o unijne dotacje przez kolejne 3 lata.

Kto ponosi winę za całą tę sytuację? Nie mam zamiaru nikomu sugerować tutaj odpowiedzi na to pytanie. Jestem daleki od szafowania wyrokami. Wolę zostawić to ludziom i organom do tego kompetentnym i uprawnionym. Natomiast jako podatnik i mieszkaniec powiatu chciałbym podzielić się kilkoma wątpliwościami i spostrzeżeniami.

Po pierwsze: w całym medialnym zamieszaniu wokół tej sprawy, uwadze postronnego obserwatora umyka jedno: jakie korzyści miało przynieść zastosowanie innej mieszanki, niż przewidywała to specyfikacja przetargowa. Jeśli taki manewr miał przynieść oszczędności (a o tym wspomina jeden z radnych, wykazujący największe zainteresowanie tematem), to co się stało tą nadwyżką? I kto zaoszczędził: powiat, czy wykonawca? A jeśli wykonawca, to dlaczego nie powiat? I dlaczego za jawnym przyzwoleniem powiatu?

Po drugie: gdzie, przez cały czas od momentu zgłoszenia tych nieprawidłowości (sprawa ciągnie się od lutego 2010 roku!), podziewali się członkowie powiatowej komisji rewizyjnej, która jako pierwsza powinna zająć się sprawą? W kompetencjach komisji rewizyjnej leży nadzór merytoryczny i finansowy nad organem samorządowego i podległymi mu jednostkami. Z tego, co można wyczytać w mediach, wspomniany wyżej radny w kwietniu 2011 r. wnioskował o przeprowadzenie takiej kontroli, jednak najwyraźniej wniosek ten upadł…

Po trzecie: ludzie zwykle uczą się na błędach. Szkoda, że nie cudzych… Kilka lat temu w gminie Oleśnica wybuchła tzw. „afera gruntowa”. Państwowe organy kontrolne chyba po raz pierwszy poddały wątpliwość dokumentację prowadzoną przez samorząd. Postępowanie sądowe wciąż trwa. Skoro już raz w oleśnickim „ogródku” dopatrzono się nieprawidłowości, skoro NIK, CBA czy inna tego typu instytucja pogroziła palcem i pokazała, że ma „na oku” Oleśnicę i to, co się w niej dzieje, to należało dołożyć wszelkich starań, by wszystko przebiegało tak, jak należy. By nie można było się do niczego przyczepić. Wydaje mi się, że zawiódł tu instynkt samozachowawczy.

Po czwarte: wątpliwości. Cała ta sprawa (ochrzczona przez media mianem „Ślizówgate”) pokazała, że organ samorządowy ma problemy z rozliczeniem inwestycji – inwestycji skromnej, bo całość miała się zamknąć w kwocie 6 mln złotych. Aż strach pomyśleć, co będzie się działo, gdy w grę zaczną wchodzić większe pieniądze. Konkretnie: mam na myśli lotnisko i plany jego zagospodarowania… Projekt pt. „Powiatowe Lotnisko Cywilne Użytku Publicznego” jest projektem ambitnym, a jego skala nieporównywalnie większa. Jaką pewność możemy mieć my, mieszkańcy Oleśnicy i powiatu oleśnickiego, że tym razem wszystko będzie w porządku?

Po piąte: kolejne wątpliwości. Co prawda kara 3-letniego dostępu do środków unijnych jeszcze nie jest przesądzona, ale niestety należy się z nią liczyć. I tu znów pojawia się pytanie o lotnisko: czy czasem nie trzeba będzie zrewidować powiatowych planów dotyczących lotniska, w przypadku orzeczenia 3-letniego moratorium? Jak dużo stracą te plany na swojej realności? I wreszcie czy wieloletnie starania o przejęcie terenów po wojskowym lotnisku i przywróceniu im lotniczego charakteru nie okażą się nadaremne?

Po pierwsze: w całym medialnym zamieszaniu wokół tej sprawy, uwadze postronnego obserwatora umyka jedno: jakie korzyści miało przynieść zastosowanie innej mieszanki, niż przewidywała to specyfikacja przetargowa. Jeśli taki manewr miał przynieść oszczędności (a o tym wspomina jeden z radnych, wykazujący największe zainteresowanie tematem), to co się stało tą nadwyżką? I kto zaoszczędził: powiat, czy wykonawca? A jeśli wykonawca, to dlaczego nie powiat?

Po drugie: gdzie, przez cały czas od momentu zgłoszenia tych nieprawidłowości (sprawa ciągnie się od lutego 2010 roku!), podziewali się członkowie powiatowej komisji rewizyjnej, która jako pierwsza powinna zająć się sprawą? W kompetencjach komisji rewizyjnej leży nadzór merytoryczny i finansowy organu samorządowego. Z tego, co można wyczytać w mediach, wspomniany wyżej radny w kwietniu 2011 r. wnioskował o przeprowadzenie takiej kontroli, jednak najwyraźniej wniosek ten upadł…

Po trzecie: ludzie zwykle uczą się na błędach. Szkoda, że nie cudzych… Kilka lat temu w gminie Oleśnica wybuchła tzw. „afera gruntowa”. Państwowe organy kontrolne chyba po raz pierwszy poddały wątpliwość dokumentację prowadzoną przez samorząd. Postępowanie sądowe wciąż trwa. Skoro już raz w oleśnickim „ogródku” dopatrzono się nieprawidłowości, skoro NIK, CBA czy inna tego typu instytucja pogroziła palcem i pokazała, że ma „na oku” Oleśnicę i to, co się w niej dzieje, to należało dołożyć wszelkich starań, by wszystko przebiegało tak, jak należy. By nie można było się do niczego przyczepić. Wydaje mi się, że zawiódł tu instynkt samozachowawczy.

Po czwarte: wątpliwości. Cała ta sprawa (ochrzczona przez media mianem „Ślizówgate”) pokazała, że organ samorządowy ma problemy z rozliczeniem inwestycji – inwestycji skromnej, bo całość miała się zamknąć w kwocie 6 mln złotych. Aż strach pomyśleć, co będzie się działo, gdy w grę zaczną wchodzić większe pieniądze. Konkretnie: mam na myśli lotnisko i plany jego zagospodarowania… Projekt pt. „Powiatowe Lotnisko Cywilne Użytku Publicznego” jest projektem ambitnym, a jego skala nieporównywalnie większa. Jaką pewność możemy mieć my, mieszkańcy Oleśnicy i powiatu oleśnickiego, że tym razem wszystko będzie w porządku?

Po piąte: kolejne wątpliwości. Co prawda kara 3-letniego dostępu do środków unijnych jeszcze nie jest przesądzona, ale niestety należy się z nią liczyć. I tu znów pojawia się pytanie o lotnisko: czy czasem nie trzeba będzie zrewidować powiatowych planów dotyczących lotniska, w przypadku orzeczenia 3-letniego moratorium? Jak dużo stracą te plany na swojej realności? I wreszcie czy wieloletnie starania o przejęcie terenów po wojskowym lotnisku i przywróceniu im lotniczego charakteru nie okażą się nadaremne?