Tag Archives: kampania wyborcza

O tym, jak procedowano uchwałę repatriacyjną

Mieszkania dla repatriantów – idea ze wszech miar szczytna i godna pochwały, a temat – owszem – ważny (choć nie najważniejszy).

Na ostatniej sesji RM (28 kwietnia 2017) burmistrz Michał Kołaciński wniósł o rozszerzenie programu obrad o projekt uchwały w sprawie zapewnienia przez Gminę Miasto Oleśnica warunków do osiedlenia się nieokreślonej imiennie rodzinie polskiego pochodzenia w ramach repatriacji.

I chociaż osobiście zgadzam się z ideą repatriacji, o czym powiedziałem w trakcie dyskusji, to już sam tryb procedowania tej uchwały wzbudził moje wątpliwości.

Przede wszystkim dlatego, że sam projekt uchwały trafił do skrzynek mailowych radnych w środę o godzinie 16:01, w trakcie posiedzenia Komisji Ekonomiczno-Prawnej, a więc na niecałe 48 godzin przed sesją RM. Dla co najmniej kilku członków tej komisji ten projekt był zupełnym zaskoczeniem, dlatego też trudno mówić, o jakiejkolwiek dyskusji w tym temacie. Burmistrz bez wdawania się w szczegóły opowiedział o motywach tej uchwały. I tyle. Jedynie członkowie Komisji Oświaty mieli okazję (następnego dnia) podyskutować na temat uchwały ws. repatriantów.

Statut Gminy Miasto Oleśnica – uchwalony notabene przez Radę Miasta obecnej kadencji – określa 7-dniowy termin poprzedzający sesję RM na skuteczne powiadomienie radnych o sesji i i dostarczenie im projektów uchwał. Te statutowe 7 dni to czas, który radni mają na zapoznanie się z treściami projektów uchwał. Tym razem zamiast 7 dni radni mieli w zasadzie niecałe 48 godzin.

Podczas sesji zadałem pytania o to, czy w ogóle odbyły się jakiekolwiek dyskusje, konsultacje w tej – ważnej i szczytnej sprawie. Radny Paweł Bielański próbował powiedzieć coś na temat „pociągu repatriantów”, który rzekomo miałby stanowić swoiste „konsultacje społeczne W PRZENOŚNI” (sic!). Burmistrz Kołaciński natomiast powiedział o tajemniczych konsultacjach w ramach posiedzenia klubu radnych satelitarnych PiS.

Jeśli radny Bielański i burmistrz Kołaciński rozumieją „konsultacje społeczne” jako jakąś tam rozmowę w gronie „radnych satelitarnych PiS”, to ja osobiście takiemu pojmowaniu społeczeństwa obywatelskiego się sprzeciwiam.

Nie otrzymałem ŻADNEJ odpowiedzi na pytanie, czy ten projekt uchwały uzyskał opinię Społecznej Komisji Mieszkaniowej, która zajmuje się przydzielaniem mieszkań socjalnych i komunalnych i  której członkowie mają najlepszą wiedzę na temat potrzeb mieszkańców Oleśnicy w tym zakresie. Prawdopodobnie projekt uchwały repatriacyjnej w ogóle nie został z Komisją Mieszkaniową skonsultowany.

Zadawanie merytorycznych pytań spotkało się z nerwową reakcją burmistrza i „radnych satelitarnych PiS”. Zamiast dyskusji o konkretach na temat tego projektu uchwały, o danych, na podstawie których wszyscy radni mogliby podjąć decyzję o tym, by zagłosować za przyjęciem tej uchwały, wysłuchaliśmy krótkiego wykładu w wykonaniu radniej Beaty Krzesińskiej na temat „Czy Wy w ogóle wiecie KIM JEST REPATRIANT?”. Pani Beato: my wszyscy wiemy, kim jest repatriant. Naprawdę! Tylko niektórzy z nas chcieliby wiedzieć nieco więcej w sprawie, w której mieliby podnieść rękę ZA. Z przebiegu dyskusji wynika, że „radnym satelitarnym PiS” wystarczy puste słowo burmistrza Kołacińskiego, bez wdawania się w konkrety. Bez refleksji. Najwyraźniej nie każdego radnego stać na samodzielne myślenie.

Boże uchowaj przed taką demokracją!

Wcale bym się nie zdziwił, gdyby uchwała repatriacyjna, która została przegłosowana w trybie nadzwyczajnym, bez możliwości dyskusji na komisjach RM i bez opinii tychże komisji, miała coś wspólnego z niedawną wizytą Wojewody Dolnośląskiego w Oleśnicy.

Otóż sprawami ewentualnych repatriantów i uchwał repatriacyjnych w całym kraju zajmują się wojewodowie. To oni muszą przed rządem niejako „wykazać się”, że podległe im samorządy niższych szczebli chcą przyjmować repatriantów i są gotowe na ich przyjęcie. Z tego, co udało mi się znaleźć, to odzew dolnośląskich samorządów był niewielki: tylko Żmigród i Wińsko podjęły stosowne uchwały. Wojewoda Dolnośląski miał więc interes w tym, by w oleśniccy radni taką uchwałę przegłosowali. Co w zamian?

Mogę się tylko domyślać, że został zawarty swoisty pakt- pisany lub niepisany – w którym w zamian za przyjęcie repatriantów Wojewoda Dolnośląski obiecał interwencję w sprawie remontu oleśnickiego dworca kolejowego, który w opłakanym stanie wita podróżujących pociągami. A cała ta „dobra nowina” o remoncie dworca miałaby zostać upubliczniona w roku 2018 – w roku, w którym – zupełnie przypadkiem – odbędą się kolejne WYBORY SAMORZĄDOWE.

Dlaczego tak myślę? Otóż mam w pamięci reakcję – wręcz alergiczną – burmistrza Kołacińskiego i radnego Bielańskiego na najmniejszą sugestię w tym temacie. Zbagatelizowali pytanie, a ich odpowiedź była zbyt nerwowa, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości.

Dlatego proszę sobie przypomnieć niniejszy wpis, jeśli w przyszłym roku nagle usłyszycie o remoncie dworca kolejowego w Oleśnicy. I pamiętajcie, że w roku wyborczym nic nie dzieje się przypadkiem!

Alternatywy 4

Wiosna, Panie i Panowie! Wiosnę poczuli również nasi lokalni politycy. Oto pewien radny, jeden z czołowych działaczy partii rządzącej postanowił opuścić jej szeregi – podobno ze względów ideologicznych. Po czym kapryśnie oświadczył, że nic nie jest tak, jak by się mogło nam wszystkim wydawać i z dąsem pogroził paluszkiem, że tym, którzy doszukują się podtekstów. Ostatnie dni przyniosły jeszcze ciekawszą rewelację: toczą się rozmowy na temat utworzenia w miejskiej radzie koła, jednoczącego pod wspólnym szyldem radnych SLD i PO.

W normalnych okolicznościach, w normalnej radzie, w której radni pełniliby swoje obowiązki z godnością i rzetelnością i poczuwaliby się do odpowiedzialności przed wyborcami – serce i rozum nakazywałyby mi wspieranie takiej inicjatywy. Ale oleśnicka rada nie jest „normalna”. To zlepek ludzi, dla których (poza kilkoma wyjątkami) interes społeczny… no właśnie… może nie do końca „obcy”, ale traktują go w sposób nieco instrumentalny. Ale po kolei…

Zwolennicy wspólnego koła tak nam wszystkim ten pomysł argumentują:

„Dzięki tej inicjatywie moglibyśmy być bardziej wyraziści. Klub byłby też nową alternatywą w radzie miasta.”

Ręce opadają, gdy słyszy się jakie bujdy na resorach próbuje nam wszystkim wcisnąć autor tych słów, nawiasem mówiąc: najbardziej zatwardziały milczek spośród wszystkich oleśnickich radnych. Otóż w dwóch krótkich zdaniach popełnił dwa poważne błędy logiczne. Po pierwsze: dwie różne partie – jedna konserwatywno-liberalno-chrześcijańsko-demokratyczno-centroprawicowa, druga lewicowa o korzeniach socjaldemokratycznych – miałyby stworzyć jeden, rzekomo wyrazisty klub. Jedna partia zmienia poglądy od sondażu do sondażu i coraz bardziej chaotycznie lawiruje pomiędzy lewą a prawą stroną polskiej sceny politycznej, a program drugiej – lewicowej – pod względem pracy i polityki socjalnej jest mniej lewicowy, niż program partii J. Kaczyńskiego. Zatem już przyczyny ideowe dają powody by przypuszczać, iż mariaż PO i SLD – nawet na szczeblu lokalnym – będzie tak samo wyrazisty i przekonujący, jak wiceburmistrz Oleśnicy podczas wywiadu, który obejrzała cała Polska:

Po drugie: alternatywa? Jaka alternatywa? Wobec kogo/czego? W sytuacji, gdy od 6 lat (w przypadku PO) i więcej (w przypadku SLD), współrządzi się miastem, poprzez swoich wiceburmistrzów ma się REALNY wpływ na decyzje zapadające w oleśnickim ratuszu, już samo mówienie o alternatywie brzmi jak dowcip rodem z genialnego serialu mistrza Barei. A tworzenie alternatywy wobec samych siebie to zadanie tyleż śmieszne, co karkołomne.

Alternatywy4_

Kadr z serialu „Alternatywy 4”

No, ale dobra… W społeczeństwie rośnie świadomość i ostatnio modnym staje się bycie w opozycji do rządzących. Taką tendencję daje się zauważyć zarówno na szczeblu krajowym (Zmieleni, Platforma Oburzonych, Ruch na Rzecz JOW), jak i na lokalnym. Więc można by się domyślać, że radny-milczek miał na myśli alternatywny klub radnych jako front jedności przeciwko Burmistrzowi. Jeśli tak, to… fakty mówią same za siebie: podczas ostatniej kampanii wyborczej obie partie ewidentnie PODŁOŻYŁY SIĘ zarządzającemu Oleśnicą od lat Burmistrzowi, nie wystawiając własnych kandydatów i po cichu licząc na wiceburmistrzowskie stołki. Udało się i dzięki takiej postawie obie partie od dwóch kadencji faktycznie współrządzą Oleśnicą. Tym samym stały się częścią rządzącego miastem układu. Pięknie się weń wkomponowały, pieczętując go partyjnym znakiem. I przez ponad 6 lat robiły wszystko, co rozkazał Burmistrz, biernie godząc się na jego polityczną wizję, w której Oleśnica jest jedną wielką sypialnią Wrocławia. Wspólnym celem, jaki im przyświecał było „nie podpaść Burmistrzowi”. Teraz nagle, na półtora roku przed wyborami samorządowymi – ni stąd ni zowąd – za wszelką cenę lokalni partyjni działacze będą nam wszystkim udowadniać, że do żadnego układu nie należeli; że to nie ich partyjni koledzy rządzili z ratusza; że w ogóle z Burmistrzem nic ich nie łączy. Być może stąd właśnie powstał pomysł „wyrazistego” i „alternatywnego” klubu radnych. Takie konwulsyjne ruchy to ewidentny znak, że partyjnych działaczy dopadła  przedwyborcza sraczka.

A co jeśli jest inaczej? Jeśli radni PO-SLD mówiąc „chcemy być wyraziści i alternatywni„, chcą dać wyraz temu, że przyznają się do błędów i zaniechań wynikających z prezentowanej przez nich od lat polityki uległości wobec Burmistrza? Może faktycznie chcieliby definitywnie skończyć z wizerunkiem przystawki do rządzącego Oleśnicą PS2002? Może rzeczywiście zrozumieli, że podłożenie się Burmistrzowi nie było najlepszym pomysłem? I tu do głosu dochodzi szef lokalnych struktur SLD, który mówi jednoznacznie:

„Gdyby ten klub miał powstać to pozostalibyśmy w koalicji. Nie ma żadnego zagrożenia dla nikogo.”

Więc jak to jest, Panowie? Chcecie pokazać ludziom jak bardzo wyraziści jesteście, ale Burmistrzowi się nie postawicie. Chcecie wszystkim udowodnić, że można uprawiać politykę alternatywną do tego, co od lat konsekwentnie realizuje Burmistrz – z Waszą pomocą i za Waszym przyzwoleniem. Chcecie wybić się na niezależność względem Burmistrza, ale już na starcie kładziecie uszy po sobie. Przecież to się wszystko kupy nie trzyma!

Alternatywa? TAK! Ale nie w tej radzie, nie w tej kadencji, nie z tymi radnymi, z których większość zasiada w radzie po raz kolejny, a których postawa dalece odbiega od obrazu wyrazistej alternatywy.

Może po prostu partyjnym działaczom chodzi o to, by zamydlić oczy wyborcom, stworzyć pozory swojej działalności, aktywności i niezależności? A skoro już o niezależności mowa: kto jak kto, ale działacze partyjni różnych szczebli znają ją chyba tylko z bajek i opowiadań…

Z której strony nie spojrzeć, wychodzi mi demagogia i polityczne wyrachowanie! A o alternatywie w wykonaniu osób obecnie zasiadających w radzie można w ogóle zapomnieć…