Apel obywatelski

W związku z ostatnimi doniesieniami medialnymi dotyczącymi wypowiedzi Burmistrza Jana Bronsia na temat strat przynoszonych przez ATOL sp. z o.o., w który miał on już „na etapie planowania inwestycji” wiedzieć – a nawet wręcz zakładać – że spółka będzie deficytowa i że miasto – zawsze i mimo wszystko – będzie pokrywać straty spółki, zwracam się z obywatelskim apelem do internautów – czytelników DlaOlesnicy.org – o pomoc w odnalezieniu materiału źródłowego, czyli archiwalnej wypowiedzi, w której RZECZYWIŚCIE TAKIE STWIERDZENIA PADŁY.

Apel ten kieruję również do redakcji WSZYSTKICH oleśnickich mediów: portalu MojaOlesnica.pl, Panoramy Oleśnickiej i portalu Olesnica24.com oraz Oleśniczanina i portalu olesnica.naszemiasto.pl. Z pewnością dysponują one przepastnymi archiwami własnymi – zarówno papierowymi, dźwiękowymi, jak i video – w których z pewnością taka wypowiedź by się znalazła. Może to być nagranie z sesji Rady Miasta, protokół komisji rady, wywiad lub korespondencja, itp. itd…

Warunki są dwa:

  1. materiał musiałby zostać zarejestrowany przed zakończeniem budowy (czy też rozbudowy) ATOLA, a więc przed lutym 2012 roku, kiedy to dokonano ostatecznego otwarcia rozbudowanego kompleksu;
  2. w materiale powinno paść wyraźne stwierdzenie, że ATOL deficytowy będzie zawsze (!!!) i że Urząd Miasta będzie zawsze (!!!) musiał pokrywać straty swojej spółki z miejskiego budżetu.

Wszelkie sygnały, ślady takich wypowiedzi proszę kierować na mój adres mailowy: siedlaq@gmail.com.

Sprawa jest o tyle istotna, że skoro istniały takie prognozy, że ATOL będzie wiecznie niedochodową spółką, to nie wyobrażam sobie, by wówczas Burmistrz zataił je przed opinią publiczną. Należy zatem przyjąć założenie, że do mediów takie informacje się przedostały i że gdzieś media je odnotowały.

Przyznam szczerze, że przeszukałem oleśnicki internet wzdłuż i wszerz, i na żadną taką wypowiedź nie natrafiłem. A bardzo chciałbym móc wierzyć słowom Burmistrza Jana Bronsia. Jest to kwestia zaufania mieszkańca Oleśnicy do osoby, która sprawuje władzę, ot co…

normal_atol

Ściema, nie ulga

W najbliższą środę nasi rajcowie będą głosowali nad projektem uchwały w sprawie zwolnień od podatku od nieruchomości w ramach pomocy de minimis. Autorem projektu jest – a jakże – Burmistrz Jan Bronś.

Osobom niewtajemniczonym może się wydawać, że taka uchwała jest jak najbardziej słuszna, bowiem promuje rozwój przedsiębiorstw i tworzenie nowych miejsc pracy na zasadzie: wybudujesz się, rozwiniesz swoją działalność i stworzysz nowe miejsca pracy (od 5 w górę), to miasto w nagrodę zwolni cię z podatku od nieruchomości. Jaki to wspaniały gest ze strony pana Burmistrza!

Nic bardziej mylnego!

Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach.

Szczegół pierwszy: do kogo adresowana jest uchwała? Sektor usług raczej się nie buduje, lecz wchodzi na nieruchomości już wybudowane. Pod sektor przemysłu specjalnie utworzono i uzbrojono działkę przy ul. Krzywoustego, którą ktoś kiedyś szumnie nazwał tzw. „Strefą Aktywności Gospodarczej”. I ów przemysł jakoś się do tej strefy nie garnie, przez co oleśnicka „strefa aktywności gospodarczej” co roku pięknie zarasta krzaczorami i innym zielem wszelakim. Zresztą, podobno (!!!) trwają starania, by strefę gospodarczą utworzyć na lotnisku. Przemysł, który od co najmniej kilku lat skrzętnie omija Oleśnicę – odpada.

Więc jaki jest target?

Wystarczy spojrzeć na nagłówki naszych lokalnych mediów:

Centrum Zielony zostanie zburzone. Na jarmarku zbudują Aldi (Oleśniczanin)

Lidl szuka miejsca w Oleśnicy (Oleśniczanin)

Kolejny market osiedlowy: Netto czy Eko? (Oleśniczanin)

Nowe supermarkety w Oleśnicy? (MojaOlesnica.pl)

Galeriowy zawrót głowy (Panorama Oleśnicka)

Chyba nikt nie ma już wątpliwości, kto będzie największym beneficjentem planowanych zwolnień podatkowych…

Szczegół drugi: w tej dziwnej uchwale, pod przykrywką ulgi podatkowej pan Burmistrz próbuje przemycić dopłaty do bieżącej działalności deficytowej spółki OKR ATOL sp. z o.o. §4 zgłoszonego projektu mówi:

„Zwalnia się od podatku od nieruchomości: grunty, budynki lub ich części oraz budowle lub ich części – związane z prowadzeniem działalności gospodarczej w zakresie prowadzenia publicznych krytych i otwartych basenów kąpielowych oraz lodowisk.”

Od prawie samego początku swojego istnienia ATOL jest spółką deficytową. Rok 2012 spółka zamknęła w wynikiem 941 tys. na minusie. Rok 2013 – 959 tys. na minusie. Co roku podnoszony był temat dopłat do działalności z miejskiego budżetu. Burmistrz zapowiedział, że ATOL straty przynosił, przynosi i BĘDZIE PRZYNOSIŁ. Żeby wytrącić „atolowym oponentom” z ręki argument o deficycie spółki, pan Burmistrz wpadł na genialny w swojej prostocie pomysł: otóż pan Burmistrz szerokim gestem będzie umarzał ATOLowi podatek od zajmowanych nieruchomości. Bo łatwiej i wygodniej jest zwolnić niedochodową spółkę z należnego podatku, niż ją zrestrukturyzować i zwolnić wiernego, acz miernego prezesa, który się na prezesa nie nadaje.

Swoją drogą – czy to nie jest krok w kierunku kreatywnej księgowości?

Uncle_sam_nieomylny_

Naprawdę nie dzieje się NIC??

Od 3 miesięcy testuję usługę o nazwie „Oleśnicki Informator SMS-owy”, który – według Sekcji Promocji Niewiadomoczego – ma NA BIEŻĄCO informować o najważniejszych wydarzeniach w Oleśnicy. Chociaż system zustał uruchomiony na początku 2012 roku, sam zacząłem z niego korzystać dopiero w grudniu 2013. Chyba niewiele straciłem…

Do tego miejskiego systemu informacyjnego zapisałem się dokładnie 16 grudnia 2013 roku. Wysłałem „ZAPISZ” pod odpowiedni numer. Prawie natychmiast otrzymałem takie potwierdzenie:

Screenshot_1

Pomyślałem sobie, że skoro dopiero się zapisałem, to byłoby niegrzecznie, gdybym się tak od razu wypisał. Więc z utęsknieniem wyczekiwałem kolejnych SMSów.

Kolejna wiadomość przyszła 2 dni później (18 grudnia 2013):

Jest dobrze! Miłe to, że dbają o to, bym nie popadł w długi. Przy okazji dbają o kondycję finansów miasta.

Czekam dalej. Kolejne wiadomości przyszły odpowiednio 13 i 20 lutego:

I to byłoby na tyle. Tak zakończyła się moja esemesowa korespondencja z UMO. Nie, nie zrezygnowałem z serwisu SMS. Po prostu to są WSZYSTKIE NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA, które miały miejsce w Oleśnicy w ciągu ostatnich 3 miesięcy. Przynajmniej według Sekcji Promocji Niewiadomoczego: śmieci i dwa koncerty – ikony Piwnicy Pod Baranami i nieco już przygasłej divy polskiego jazzu. Szału nie ma…

Czy naprawdę w Oleśnicy nie dzieje się nic ciekawego?

Otóż spieszę poinformować naszych „speców” od promocji miasta, że w Oleśnicy dzieje się o wiele więcej, niż to mogłoby wynikać z obsługiwanego przez nich serwisu SMS-owego.

I tak na przykład: koncert „Braci”, Beskitu Hip-Hop Festival, koncert kolęd w wyk. Anny Szałapak, gala noworoczna Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Opolskiej, recital Artura Andrusa, koncert kolęd w wykonaniu chóru kameralnego MOKiS, gala operetkowa, spektakle w MOKiSie, występ Kabaretu pod Wyrwigroszem, wystawy, recitale, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy; mecze Pogoni, Siatkarza, turnieje sportowe: judo, karate, tenista stołowego, siatkówki, spartakiada przedszkolaków, sparingi oleśnickich klubów i wiele innych.

Kiedyś, na przykładzie tablic na więziennym murze, pisałem o tym, że jak się Sekcja Promocji Niewiadomoczego za coś weźmie, to na pewno to spieprzy… Oleśnicki Serwis SMS-owy tylko to potwierdza. Zamysł był dobry, ale zabrakło profesjonalizmu, organizacji pracy. Może też dobrej woli, odrobiny zapału i cierpliwości…

Promocja MIASTA wychodzi naszym ratuszowym specjalistom od promocji raczej niespecjalnie. Zdjęcia poniżej pokazują, że dużo lepiej wychodzi im dbanie o to, by nieomylne oblicze naszego BURMISTRZA jaśniało światłem pełnym i jaskrawym. Wszak kierowniczka Sekcji Promocji MIASTA pełni jednocześnie funkcję Rzeczniczki BURMISTRZA. Albo na odwrót…

Demagogia z autopsji

Gdy czyta się, że Burmistrz Jan Bronś na przedwyborczym spotkaniu organizacyjnym swojej „partii urzędników” mówi, że „okręgi jednomandatowe niosą ze sobą niebezpieczeństwo dostania się DEMAGOGÓW do Rady Miasta”, jednocześnie mając choćby minimalne pojęcie o początkach jego kariery, trudno nie wpaść w zakłopotanie. I niesmak…

Jakim demagogiem musi być by człowiek, który wypowiada te słowa, a który przecież swoją – co by nie mówić – błyskotliwą i pełną sukcesów karierę polityczną rozpoczynał w jednomandatowej rzeczywistości??!! I – jakby nie patrzeć – także dzięki niej!!

Dla przypomnienia:

Wybory samorządowe w roku 1990. Oleśnica zostaje podzielona na 28 jednomandatowych okręgów. 27 maja 1990 roku wyborcy wybierają 28-osobowy skład Rady Miasta. Radnym zostaje m.in. obecny Przewodniczący Rady Miasta, p. Ryszard Zelinka. Burmistrzowie nie byli wówczas wybierani w wyborach bezpośrednich, a ich wyboru dokonywali radni. 25 czerwca 1990 roku wyłoniona w jednomandatowych okręgach Rada Miasta wybrała p. Ryszarda Zelinkę na Burmistrza Oleśnicy. Oprócz Burmistrza, ówczesna Rada Miasta wybierała również 7-osobowy Zarząd Miasta, w skład którego wchodzili: Burmistrz, wiceburmistrz oraz 5 radnych. 5 lipca 1990 roku wiceburmistrzem zostaje ówczesny pracownik Zakładu Budowlano-Remontowego przy Spółdzielni Mieszkaniowej „Zacisze”, mgr inż. Jan Bronś.

Wybory samorządowe w roku 1994 – podobnie, jak 4 lata wcześniej – jednomandatowe. 19 czerwca 1994 roku oleśniczanie wybierają 28 radnych, a wśród nich m.in. Jana Bronsia, Ryszarda Zelinkę, Waleriana Pietrzaka. Burmistrzem – ponownie w drodze wyboru przez Radę Miasta – zostaje tym razem mgr inż. Jan Bronś.

Wyraźnie widać, że nie leżą panu Burmistrzowi te jednomandatowe okręgi. A przecież to dzięki nim udało mu się zaistnieć w oleśnickiej polityce. Cóż… Stare powiedzenie mówi: nie pamięta wół, jak cielęciem był

Przez ostatnich 20 lat udało mu się utworzyć misterną układankę/siatkę powiązań służbowo-prywatnych, która idealnie sprawdzała się w warunkach ordynacji proporcjonalnej, gdzie opłacało się wystawiać do wyborów listy kandydatów rozdmuchane do granic. Teraz, gdy każdy z kandydatów będzie zbierał głosy dla siebie, a nie dla całej listy wyborczej, nagle może się okazać, że cały ten mechanizm może przestać działać. Dlatego pan Burmistrz przyjął cokolwiek rozpaczliwą taktykę dyskredytacji JOWów.

Szkoda tylko, że pan Burmistrz – samorządowiec z legendarną już „wiedzą i doświadczeniem” – przyjmując taką retorykę, jednocześnie wykoślawia szczytną ideę samorządności i swoimi pełnymi cynizmu słowami trywializuje demokratyczne prawo do startu w wyborach. Prawo, które tak samo przysługuje Janowi Bronsiowi, jak i każdemu innemu mieszkańcowi naszego miasta.

jow

Breaking news: niższe stawki śmieciowe!

Informacja pewna, choć jeszcze oficjalnie nieupubliczniona: na najbliższej sesji RM radni zajmą się projektem uchwały obniżającej stawki za odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych. 

jan_brons_naszemiasto_pl

źródło: olesnica.naszemiasto.pl

Projekt uchwały, który zakłada obniżenie stawki ulgowej za odpady zbierane w sposób selektywny – z 13 na 10 PLN – trafił dziś do radnych. Stawka podstawowa – za odpady zmieszane – pozostanie bez zmian.

Przypomnę tylko, że jeszcze w zeszłym roku Burmistrz Jan Bronś mówił o tym, że śmieci w Oleśnicy i tak są tanie. Pozostawał niewzruszony na apele mieszkańców wspólnot mieszkaniowych, którzy domagali się obniżenia stawek, na co przedstawiali Burmistrzowi merytoryczne argumenty. Po konferencji prasowej, na której przedstawiłem konkretne wyliczenia, w których opierałem się na oficjalnych danych z Urzędu Miasta i MGK sp. z o.o., radni koalicji – z błogosławieństwem Burmistrza – nie wyrazili woli merytorycznej dyskusji nad projektem uchwały w tej samej sprawie, złożonym przez radnych opozycji. Na grudniowej sesji RM Przewodniczący Ryszard Zelinka w porozumieniu z Burmistrzem dokonywał iście karkołomnych ewolucji, byle tylko nie dopuścić opozycyjnego projektu pod obrady.

W międzyczasie ukazał się całkowicie odjechany wywiad z Burmistrzem, w którym mieszkańców Oleśnicy, domagających się obniżenia stawek,  nazwał „śmieciowymi oponentami”. Zadeklarował też, że wysokości stawek zostaną zweryfikowane PO zakończeniu I kwartału bieżącego roku.

Pan Burmistrz chyba nie wytrzymał presji, jaką wywierali na nim „śmieciowi oponenci” i sam przygotował uchwałę obniżającą stawkę do poziomu 10 złotych i sam złożył ją pod obrady Rady Miasta już teraz, a więc PRZED upływem I kwartału.

Nie wiem jeszcze, czym różni się projekt złożony przez Burmistrza od projektu radnych opozycji z grudnia (po autopoprawce na 10 PLN)? Kopletnie nie rozumiem, dlaczego w grudniu obniżenie stawek – pomimo oczywistych argumentów – było niemożliwe, a teraz – po zaledwie 2 miesiącach – nagle stało się możliwe? Przypadek? Raczej polityczna gra…

Fakt jest faktem: inicjatorzy obywatelskiej akcji, członkowie wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni mieszkaniowej odnieśli sukces! Bo oto niewzruszony Burmistrz dał sygnał do obniżenia stawek śmieciowych; a przecież mieszkańcy z p. Stanisławem Palmą na czele, o takiej możliwości wiedzieli już dawno. I o tę obniżkę wnioskowali już w połowie ubiegłego roku.

Zwracam uwagę: to sukces MIESZKAŃCÓW, nie Jana Bronsia!

Co wolno Wojewodzie…

O tym, że w naszym mieście temat śmieci jest zarezerwowany TYLKO DLA WYBRANYCH, mogliśmy się już wszyscy przekonać. Pan Burmistrz zarządził 13/20 złotych, radni przyklepali. Wszelkie przejawy większego zainteresowania ze strony mieszkańców były w najlepszym razie bagatelizowane pustymi oświadczeniami Pani Rzecznik Burmistrza. Jakby ktoś miał na ten temat inne zdanie, to mam kolejny dowód a poparcie tej tezy…

52288431c5f41_o

źródło: olesnica.naszemiasto.pl

Tematem przewodnim kolejnej sesji RM (w piątek, 28 lutego) i poprzedzających ją posiedzeń komisji stałych będą właśnie śmieci. Pan Burmistrz poinformował radnych, że dla tych, którzy wyrażą taką chęć, zorganizowany zostanie wyjazd do budowanego ZZO w Olszowej, w powstaniu którego Oleśnica ma swój interes i finansowy udział. Taki wyjazd miałby na celu umożliwienie radnym lepsze przygotowanie się merytoryczne do sesji RM. Chętni radni mieliby się zgłaszać do Przewodniczącego RM, Ryszarda Zelinki.

W minioną środę, w ratuszowym pok. nr 40, swój cotygodniowy dyżur pełnił p. Zelinka. Poszedłem więc, by zapytać go czy ja – mieszkaniec Oleśnicy, żywo zainteresowany śmieciowym tematem – również mógłbym uczestniczyć w tym wyjeździe? W końcu byłaby to doskonała okazja, by na własne oczy przekonać się o tym, jak wydawane są publiczne pieniądze…

Reakcja p. Zelinki była… przewidywalna. Natychmiast wlepił swój wzrok w biurko, z wyraźnym trudem sycząc przez zęby, że stawiam go w kłopotliwej sytuacji. Mówił coś o jakimś „tytule”, w ramach którego miałbym jechać. Ponieważ wyjazd organizowany jest dla radnych, żadnej pracy magisterskiej/dyplomowej w temacie śmieci nie piszę, w związku z tym ja takowego „tytułu” nie posiadam, więc nie mogę w nim uczestniczyć.

Zapytałem o podstawę prawną, na mocy której pan Przewodniczący tak kategorycznie zabrania mieszkańcom Oleśnicy odbycia wizyty – oficjalnej, razem z radnymi – w miejscu, w którym lokowane są publiczne pieniądze. Może ma jakiś regulamin wyjazdu? Pan Zelinka odpowiedział, że takiego regulaminu nie ma, a jedyną podstawą prawną jest to, że nie jestem radnym!!! Jak będę radnym, to będę sobie mógł w takich wyjazdach uczestniczyć. Twardy przykład żelaznej logiki!

W pewnym momencie nasza dyskusja niebezpiecznie zbliżyła się do granic absurdu. Gdy Pan „Nie bo nie” Zelinka zadał pytanie: „A co, gdyby więcej osób, takich jak Pan, chciałoby wziąć udział w tym wyjeździe?”, momentalnie przyszedł mi do głowy mistrz Bareja i pewna scena z „Misia”. Potem, gdy nieśmiało zapytałem, czy może mógłbym jechać jako „dziennikarz obywatelski”, pan Zelinka zapytał, czy wobec tego posiadam… legitymację prasową. Ciekaw jestem, czy pan Przewodniczący ma choć minimalne pojęcie o tym, czym jest dziennikarstwo obywatelskie?

W sumie nasza wymiana zdań trwała około 20 minut i przez cały ten czas pan Przewodniczący sprawiał wrażenie zdezorientowanego, jeśli nawet nie lekko spanikowanego. Widać było, że jedyną rzeczą, której był pewien, była świadomość tego, że wszystkiemu powinien zaprzeczać. Zaprzeczać tak, bym uwierzył, że wyjazd zwykłego mieszkańca na teren budowy ZZO w Olszowej jest niemożliwy.

Gospodarka odpadami to temat ważny. Zwłaszcza od chwili wejścia w życie ustawy „śmieciowej”. Byłoby bardzo na miejscu, gdyby pan Przewodniczący sam zaproponował osobom chętnym i zainteresowanym wyjazd do Olszowej. Udowodniłby w ten sposób transparentność działalności swojej, Burmistrza, a nawet całego samorządu. Tym prostym gestem pokazałby on – być może w imieniu Burmistrza – że w temacie śmieci zależy mu dobrym poinformowaniu mieszkańców.

Tymczasem pan Zelinka wybrał inną drogę. Jego paniczna reakcja oznacza, że w głębokim poważaniu to, co myślą mieszkańcy. W ogóle od samego początku działaniom miejskich urzędników brakuje przejrzystości i otwartości. Decyzje podejmowane są jednoosobowo, bez konsultacji z mieszkańcami. Rola mieszkańców została sprowadzona do roli płatników i „segregatorów”. O partnerstwie, czy choćby merytorycznej dyskusji można zapomnieć.

Postawę pana Przewodniczącego Ryszarda „Nie bo nie” Zelinki można krótko podsumować:

CO WOLNO WOJEWODZIE, TO NIE TOBIE, SMRODZIE!

Nie jesteś radnym?! Nie masz nic do gadania! Nie wściubiaj nosa w nie swoje sprawy!

A może pan Przewodniczący ma coś do ukrycia? Może czegoś się wstydzi? Może boi się niewygodnych pytań, które mógliby zadać zainteresowani mieszkańcy?

Brawa dla pana Przewodniczącego za iście OBYWATELSKĄ POSTAWĘ!

Prawie wszystko o oleśnickich śmieciach. Część 3: administracja

Kontynuacja cyklu: „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat oleśnickiego systemu śmieciowego, ale boicie się zapytać. Albo nikt Wam tego jeszcze nie powiedział”. Było już o kosztach, było o umowach. Będzie o kolejnym istotnym elemencie „systemu”, czyli o zarządzaniu.

Administracja systemem śmieciowym obejmuje między innymi (!!): ewidencję deklaracji śmieciowych, księgowanie i ewidencję wpłat, obsługę i windykację płatności zaległych, czy też szeroko rozumianą promocję systemu.

W naszym mieście administrację systemu śmieciowego wzięli na siebie urzędnicy. W całości. Część z tych zadań mogliby co prawda wykonywać np. zarządcy nieruchomości, bowiem taką sytuację dopuszcza ustawa oraz przyjęta przez oleśnickich radnych uchwała. Mogliby, ale – jak twierdzi p. Joanna Jarosiewicz, Skarbnik Urzędu Miasta – nie zgodzili się na to i mają na to papiery (czytaj: opinie prawne).

OK. Niech będzie.

Zacznijmy od deklaracji. Wzór deklaracji (w wersji obecnie obowiązującej) został przyjęty przez Radę Miasta Oleśnicy uchwałą nr XXX/246/2013 w dniu 26 marca 2013. Tak uchwalony wzór zawiera – w polu nr 25 – aktualne stawki miesięczne opłat śmieciowych (13/20 i 60/100 PLN). Oznacza to mniej więcej tyle, że w przypadku dowolnej zmiany – w górę lub w dół – tych stawek, Rada Miasta będzie musiała uchwalić nowy wzór, a mieszkańcy nowe deklaracje, według nowego wzoru będą musieli złożyć PONOWNIE.

Ile deklaracji złożono? Według ostatnich upublicznionych danych (Panorama Oleśnicka z listopada 2013) w Urzędzie Miasta złożono ich 12 781, wykazano w nich 30 891 mieszkańców. Wyliczając stawki śmieciowe, Urząd Miasta przyjął, że jest nas 35 tysięcy. Co ciekawe, na sesji RM w dniu 26 listopada 2013 roku, Burmistrz chwalił się, że Oleśnica jest miastem, w którym mieszkańców przybywa, a obecnie jest ich 38 tysięcy.

Oznaczałoby to, że: albo w Oleśnicy, wbrew zapewnieniom Burmistrza, UBYŁO mieszkańców: około 12-18%; albo taki sam procent mieszkańców deklaracji śmieciowych w ogóle nie złożył; albo jedno i drugie – i ubyło mieszkańców, i są tacy, co nie złożyli deklaracji.

Pytanie: co z tymi, którzy do tej pory nie pofatygowali się i wciąż nie złożyli deklaracji? Pytanie to jest o tyle istotne, że chyba nikt z nas nie chce dopłacać za tych, co nie płacą w ogóle. Otóż ustawa (artykuł 6o) daje Burmistrzowi prawo do narzucenia takim osobom wysokości opłaty w drodze decyzji.
Jak to wygląda w innych miastach? Najczęściej taka narzucona opłata odpowiada stawce za odpady niesegregowane, a więc tej wyższej. W wielu przypadkach decyzje administracyjne w tej sprawie podejmowano już w ciągu 3 pierwszych miesięcy obowiązywania nowej ustawy śmieciowej.
A jak to wygląda w Oleśnicy? Wiadomo tylko, że wysyłane były wezwania do złożenia deklaracji. Ale czy opornym określono już wysokość opłaty? W tym temacie Urząd Miasta milczy…

Pracownicy Urzędu Miasta ręcznie wklepują dane z deklaracji do programu obsługującego system. Podobnie rzecz ma się z wnoszonymi opłatami: wygląda to mniej więcej tak, że pracownik UM identyfikuje KAŻDĄ wpłatę indywidualnie, przyporządkowuje ją konkretnej deklaracji oraz wymienionej w niej nieruchomości i zamieszkującym ją osobom. W praktyce jest to o tyle skomplikowane, że wszystkie wpłaty dokonywane są NA JEDEN RACHUNEK BANKOWY urzędu.

A żeby było jeszcze ciekawiej: sposób definiowania przelewów bankowych ściśle określa uchwała RM nr XXVII/210/2012, która w §2 mówi:

Opłatę za gospodarowanie odpadami uiszcza się przelewem na rachunek bankowy Miasta Oleśnicy, tytułem: opłata za gospodarowanie odpadami -kwartał _ /_ _ _ _r.

Ten punkt uchwały w sposób nadzwyczaj konkretny określa sposób wypełniania formularzy/druczków przelewowych. Autor uchwały najwyraźniej nie przewidział sytuacji, w której nadawcą przelewu może być ktoś spoza Oleśnicy, niewymieniony w deklaracjach śmieciowych. Przecież nadawca przelewu wcale nie zawsze musi być utożsamiany z osobą, w imieniu której wykonał przelew tytułem opłaty śmieciowej. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której ciocia z Pcimia Dolnego zostaje poproszona o wykonanie przelewu przez osobę z Oleśnicy. Ciocia z Pcimia wykonuje przelew zgodnie z instrukcją zawartą w uchwale, w której uchwałodawca nie przewidział miejsca na dane osoby, w imieniu której dokonywana jest wpłata. Wszystko odbywa się w zgodzie z obowiązującym prawem. W takiej sytuacji kłopot mają urzędnicy zajmujący się administracją systemu, bowiem by zaksięgować taką wpłatę, muszą przeprowadzić swego rodzaju śledztwo: telefony, maile, korespondencja w poszukiwaniu anonimowego wpłacającego.

Problemu nie byłoby, gdyby każdej z nieruchomości przypisany był osobny, indywidualny rachunek bankowy i mieszkańcy tej nieruchomości dokonywaliby wpłat na ten rachunek. Taki system płatności masowych, którym dysponują np. zarządcy nieruchomości (SM „Zacisze”, Izyda, Procon) miał być wprowadzony przez Urząd Miasta, jednak z jakiegoś powodu nie został. Pan Skarbnik, zapytana czy zostanie wprowadzony, odpowiedziała, że tak. Kiedy? Po zmianie stawek…

W efekcie pracownicy UM wykonują mrówczą pracę, by pozbierać deklaracje, wprowadzić je do systemu, zaksięgować wpłaty i zidentyfikować osoby, które faktycznie dokonały tych wpłat, by na końcu dojść do tego, kto wpłacił, a kto nie wpłacił. Przy takiej organizacji systemu śmieciowego wcale nie ma się co dziwić, że rośnie zatrudnienie przy administracji, które w tej chwili wynosi 2,75 etatu – osób zajmujących się tylko śmieciową administracją. A to z kolei odbija się negatywnie na kosztach funcjonowania systemu, które tylko w II połowie zeszłego roku wyniosły ponad 118 tys złotych. Pani Skarbnik zapytana, czy wobec tego, po wprowadzeniu systemu płatności masowych zatrudnienie zmaleje, odpowiedziała, że… wręcz przeciwnie – zatrudnione zostaną kolejne osoby. Trzeba będzie bowiem zatrudnić poborców, którzy będą zajmował się ściąganiem należności. Czyli koszty wcale nie zmaleją, a będą rosły…

Gdy wreszcie pracownikowi UM, po pracy porównywalnej tylko do ręcznego przepisywania opasłych tomów przez średniowiecznych mnichów, uda się już zaksięgować wszystko, co mu się uda zaksięgować, powinien zająć się tymi, którzy zalegają z płatnościami. Wobec takich osób powinno zostać wszczęte postępowanie egzekucyjne. W takim Wrocławiu procedury egzekucyjne wobec osób niepłacących wszczęto już we wrześniu ubiegłego roku. Pani Skarbnik zapytana w grudniu, ile takich postępowań wszczęto w Oleśnicy, nie potrafiła udzielić odpowiedzi. Wyglądała na zaskoczoną pytaniem.

Podsumowując: oleśnicka administracja systemem śmieciowym jest raczej mało wydajna. Zamiast częściowo automatycznej obsługi za pomocą systemu opłat masowych mamy urzędników, którzy wykonują mrówczą pracę, mnożone są etaty. Zresztą, z zapowiedzi pani Skarbnik wynika, że wprowadzenie płatności masowych nie powoduje zlikwidowania tych etatów. Dodatkowo urząd wykazuje się małą skutecznością w egzekwowaniu zaległych opłat. Być może wiąże się to z tym, że obecne stawki są i tak wysokie. Urzędnicy się nie przejmują, bo wychodzą z założenia, że ci co płacą systematycznie, zapłacą za tych, co nie płacą w ogóle.

A na to mojej zgody nie ma…

Prawie wszystko o oleśnickich śmieciach. Część 2: umowy

Dziś dalszy ciąg cyklu pod roboczym tytułem: „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat oleśnickiego systemu śmieciowego, ale boicie się zapytać. Albo nikt Wam tego jeszcze nie powiedział”. Tym razem na tapetę biorę umowy pomiędzy Urzędem Miasta Oleśnica a MGK sp. z o.o.

Umów z MGK w ramach „nowego” systemu śmieciowego Urząd Miasta Oleśnica podpisał kilka:
1. umowa z dnia 1 lipca 2013 na odbiór i transport odpadów komunalnych w lipcu 2013 roku;
2. umowa z dnia 1 lipca 2013 na zagospodarowanie odpadów komunalnych w 2013 roku;
3. umowa z dnia 2 sierpnia 2013 na odbiór i transport odpadów komunalnych w okresie od sierpnia 2013 do końca czerwca 2015 roku;
4. umowa z dnia 31 grudnia 2013 na zagospodarowanie zmieszanych odpadów komunalnych w 2014 roku;
5. umowa z dnia 31 grudnia 2013 na zagospodarowanie odpadów komunalnych zbieranych selektywnie w 2014 roku.

Po krótce, żeby przybliżyć co się działo w „śmieciowym” temacie:

Umowa nr 3 została zawarta na podstawie przetargu na odbiór i transport odpadów, w którym startowało dwóch oferentów: MGK i WPO ALBA. ALBA zaproponowała kwotę 4 009 824 PLN, natomiast MGK – 1 711 218,96 PLN i wygrała. Początkowo przetarg ten został oprotestowany przez ALBĘ, a ponieważ terminy nagliły, dlatego też konieczne było ogłoszenie KOLEJNEGO przetargu na odbiór i transport odpadów w lipcu 2013. Okazało się, że w tym przetargu MGK była jedynym oferentem – stąd umowa nr 1, opiewająca na kwotę 75 600 PLN. Ostatecznie protest ALBY został oddalony, a z MGK podpisano umowę nr 3. Jednak zamieszanie z przetargiem na odbiór i transport odpadów spowodowało, że formalne wprowadzenie w życie ustawy śmieciowej w Oleśnicy zostało odroczone do sierpnia, co wiązało się również z tym, że mieszkańcy mieli przez cały lipiec utrudnione warunki segregacji (brak odpowiednich pojemników na śmieci). Ale mimo to, musieli już od lipca mieli płacić stawki 13/20 złotych, tak jakby system śmieciowy działał bez opóźnień.

Umowa nr 2 na zagospodarowanie odpadów komunalnych została zawarta bez przetargu (!!!). Czas jej obowiązywania to 1 lipca – 31 grudnia 2013, a kwoty w niej figurujące to:

298,14 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zmieszanych i biodegradowalnych;
150 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zbieranych w sposób selektywny.

Po wygaśnięciu tej umowy zawarto dwie kolejne – również bez uprzedniego przetargu (!!!), obie na zagospodarowanie odpadów – odpowiednio: zmieszanych (umowa nr 4) oraz segregowanych i biodegradowalnych (umowa nr 5). Tym razem miasto zobowiązało się płacić:

349,15 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zmieszanych;
162 PLN za zagospodarowanie 1 tony odpadów zbieranych w sposób selektywny i biodegradowalnych.

Pierwszą rzeczą, która przyszła mi na myśl po uzyskaniu treści tych umów z Urzędu Miasta, było pytanie: dlaczego w 2013 roku była jedna umowa (nr 3) na zagospodarowanie – wspólna dla śmieci zmieszanych i segregowanych, tylko z wymienionymi stawkami dla poszczególnych frakcji, natomiast na 2014 rok podpisano dwie oddzielne umowy (nr 4 i nr 5), jedna na odpady zmieszane, druga na odpady segregowane i biodegradowalne? Nie mam żadnych wątpliwości, że obowiązujący stan prawny taki podział dopuszcza. Ale po co? Tym bardziej, że ich treści – poza samym podziałem i stawkami – nie różnią się praktycznie niczym. Jedyną, jakże drobną różnicą, jest ewidentna pomyłka w §5 punkcie 3. umowy nr 4, w którym mowa jest o wysokości i terminach płatności na rzecz MGK. Drobiazg, ale przez sito miejskich prawników i księgowych przeszedł…

Dużo ciekawsze jest „przekwalifikowanie” odpadów biodegradowalnych. W roku 2013 odpady biodegradowalne były wrzucone do tej samej – droższej – kategorii, co odpady zmieszane. W 2014 roku te same odpady, wraz z odpadami segregowanymi, należą już do kategorii tańszej. Co ciekawe: owo „przekwalifikowanie” odpadów biodegradowalnych nie wynika z samej treści umowy nr 5, ale z załącznika nr 5 do tej umowy, który zawiera kalkulację sporządzoną przez zarząd MGK sp. z o.o. W samej treści umowy umowy nr 5, ani w treści umowy nr 4, nie ma ani słowa (!!!) o płatności za zagospodarowanie odpadów biodegradowalnych.

Nie wiem, jak wygląda sprawa takiego swobodnego przerzucania odpadów biodegradowalnych – z jednej, droższej kupki do drugiej, tańszej – pod względem formalno-prawnym. Przecież, logicznie rzecz biorąc, sposób ich zagospodarowania w roku 2013 był taki sam, jak w roku obecnym. I w roku 2013 miały taki sam wpływ na środowisko, jak w roku 2014. Tu przydałaby się opinia jakiegoś prawnika.

Kolejne spostrzeżenie: obie kalkulacje sporządzone przez zarząd MGK sp. z o.o. na potrzeby zarówno umowy nr 4 (załącznik nr 5 tejże), jak i umowy nr 5 (załącznik nr 5 tejże), opatrzone są datą 14 października 2013 roku. Moim zdaniem oznacza to tyle, że już wówczas planowane były ruchy w kierunku zmiany stawek opłat śmieciowych, wnoszonych przez mieszkańców Oleśnicy. Może w obliczu listopadowych wyborów samorządowych? Wcale niewykluczone. A jeśli tak, to mielibyśmy dowód na to, że to władze miasta (które jest przecież jedynym udziałowcem spółki MGK), a przede wszystkim burmistrz, traktują sprawę opłat za śmieci w kategoriach politycznych, a nie jacyś tajemniczy „śmieciowi oponenci”.

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze warunki, w których umowy na zagospodarowanie odpadów (nr 2, nr 4 i nr 5) zostały podpisane. Jak pokazałem w poprzednim wpisie, w takim Bierutowie, w którym zorganizowany był przetarg, w obliczu którego MGK musiało wysunąć konkurencyjną ofertę, miasto płaci relatywnie mniej, niż Oleśnica, w której umowa na zagospodarowanie odpadów z MGK została zawarta w warunkach bezprzetargowych. Co w efekcie może mieć istotny wpływ na koszty ponoszone przez mieszkańców.

Mówcie, co chcecie, ale konkurencja wymusza przedstawienie korzystniejszej oferty. Gdy konkurencji brak, płacimy tyle, ile sobie MGK zażyczy…

Prawie wszystko o oleśnickich śmieciach. Część 1: koszty operatora

Niniejszym tekstem rozpoczynam kilkuczęściowy cykl „śmieciowy”, czyli wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat oleśnickiego systemu śmieciowego, ale boicie się zapytać. Albo nikt Wam tego jeszcze nie powiedział. Na początek koszty „operatora” systemu.

smieciozagadka

Z góry przepraszam, ale poniższy tekst wymaga od czytelnika choć minimalnych zdolności analitycznych oraz otwartości na merytoryczne argumenty. Uwagę tę kieruję przede wszystkim do radnych tzw. Porozumienia Radnych Rady Miasta VI kadencji, którym tej otwartości brakuje szczególnie…

To, że koszty odbioru i zagospodarowania śmieci mogą się różnić w różnych częściach kraju, czy nawet regionu (województwa) – wcale mnie nie dziwi. Różni „operatorzy” różnie sobie liczą, naliczają różne marże. Stąd też biorą się różne koszty funkcjonowania systemu.

Ale co powiedzieć w sytuacji, gdy to samo przedsiębiorstwo obsługujące odbiór, transport i zagospodarowanie odpadów komunalnych z dwóch gmin leżących w tym samym powiecie, każe sobie płacić dwie diametralnie różne stawki?

Po kolei.

W zeszłym roku w Bierutowie został ogłoszony jeden (!!!) przetarg na odbiór, transport i zagospodarowanie odpadów komunalnych z terenu gminy Bierutów. Kryterium wyboru najlepszej oferty była – a jakże – cena „obsługi” jednej tony odpadów, obliczona z bardzo konkretnego wzoru (rozdz. XXI SIWZ, strona 24):

CO = 0,33CS + 0,3CK + 0,32CB + 0,05CW

gdzie:
CO – cena ofertowa,
CS – cena 1 tony odpadów zbieranych w sposób selektywny,
CK – cena 1 tony odpadów zmieszanych,
CB – cena 1 tony odpadów biodegradowalnych,
CW – cena 1 tony odpadów wielkogabarytowych.

Wzór nie jest skomplikowany, a zawiera jednostkowe koszty odbioru, transportu i zagospodarowania poszczególnych frakcji odpadów.

Do przetargu zgłosiło się czterech oferentów, wybrano tego, który zaproponował najkorzystniejszą cenę, czyli oleśnicką MGK sp. z o.o. Nie wiem jakie koszty obsługi poszczególnych frakcji śmieci zaproponowała MGK, ale wiem jaką cenę przedstawiła jako swoją ofertę: 156,89 złotych brutto (!!!) za tonę odpadów komunalnych. Za: a) odbiór i transport, b) zagospodarowanie. Razem.

W Oleśnicy odbył się też jeden przetarg. Ale TYLKO na odbiór i transport odpadów – wygrała MGK. Zagospodarowanie powierzono MGK bez przetargu, co odbyło się zgodnie z ustawą. W umowie zawartej pomiędzy Urzędem Miasta a MGK sp. z o.o., a obowiązującą w 2013 roku, widnieją koszty SAMEGO ZAGOSPODAROWANIA odpadów 150 złotych brutto za śmieci zbierane w sposób selektywny oraz 298 złotych 14 groszy brutto za śmieci zmieszane i biodegradowalne.

Mając wzór z Bierutowa oraz stawki figurujące w umowie z Oleśnicy, można w łatwy sposób porównać koszty, które wyliczyła sobie MGK w obu gminach. Będziemy mogli porównać, czy spółka jednakowo potraktowała mieszkańców obu miast. Jeśli wyliczone ze wzoru liczby będą porównywalne, to znaczy, że tak właśnie jest.

Podstawiamy zaproponowane przez MGK koszty obsługi frakcji do bierutowskiego wzoru (wymienione we wzorze odpady wielkogabarytowe można zaliczyć do frakcji odpadów selektywnych), i otrzymujemy…

…uwaga…

241 złotych 85 groszy. BRUTTO.

Wychodzi na to, że Oleśnica płaci relatywnie więcej niż Bierutów. Za SAMO ZAGOSPODAROWANIE ODPADÓW.

W 2014 roku obowiązywać będą dwie umowy z MGK dotyczące zagospodarowania (o samych umowach w kolejnym tekście). Osobna umowa dotycząca śmieci zmieszanych, osobna dotycząca śmieci selektywnych. Tym razem frakcję odpadów biodegradowalnych wrzucono do tańszej „szuflady” razem z odpadami segregowanymi. Nowe stawki to, odpowiednio: 349 złotych 15 groszy oraz 162 złote. Wstawiamy te stawki do bierutowskiego wzoru i otrzymujemy…

218 złotych 15 groszy. BRUTTO.

Co ciekawe: mimo, że koszty podane przez MGK wzrosły, to będzie taniej. Wszystko dzięki prostemu zabiegowi z przerzuceniem odpadów biodegradowalnych do tańszej frakcji odpadów komunalnych. Ale w dalszym ciągu jest to o ponad 60 złotych (około 40%) więcej za samo zagospodarowanie śmieci niż z Bierutowie za odbiór, transport i zagospodarowanie!!!

Dwa miasta. Jeden powiat. Jeden „operator” śmieciowy. Dwie różne liczby.
Skąd ta różnica? Szczerze: nie wiem…

Ktoś mógłby powiedzieć, że w Oleśnicy odpady odbierane są w większą częstotliwością, niż w Bierutowie…
Zgadza się. Z tym, że Oleśnica za odbiór i transport śmieci płaci OSOBNO, więc powyższe wyliczenia w ogóle nie uwzględniają kosztów odbioru z terenu Oleśnicy! Natomiast w przypadku Bierutowa, wyliczona kwota – podana przez MGK – już koszty odbioru zawiera.

To może Oleśnica ma wyższe koszty składowania?
Nie wiem. Póki co, oleśnickie śmieci składowane są w Smolnej, a bierutowskie – z tego, co wiem – w okolicach Namysłowa. Tak zwana „opłata marszałkowska” – w Oleśnicy podnoszona jako główna przyczyna tak wysokich stawek ponoszonych przez mieszkańców – jest ustalana odgórnie przez Ministra Środowiska (w 2014 roku to 119.68 zł za tonę) i jest taka sama w całym kraju, niezależnie – w Smolnej czy w Namysłowie. Co ciekawe, według stanowiska Urzędu Miasta, podobno Smolna jest i tak tańsza niż ZZO w Olszowej, w który zaangażowała się Oleśnica. Zatem w porównaniu do Bierutowa, w Oleśnicy jest drogo, a będzie (?) jeszcze drożej.

To może skład procentowy poszczególnych frakcji śmieciowych w Oleśnicy jest inny niż w Oleśnicy?
Oczywiście, że jest inny! Gdyby stworzyć analogiczny wzór dla Oleśnicy, występujące we wzorze wartości liczbowe współczynników przy poszczególnych frakcjach z pewnością BYŁYBY INNE. Ale i bierutowski wzór i – ewentualny – oleśnicki uwzględniałby KOSZTY zagospodarowania poszczególnych frakcji, które dla Bierutowa i Oleśnicy – teoretycznie – powinny być takie same. Tak mi się przynajmniej wydaje… Wydaje mi się też, że koszty samego zagospodarowania powinny być niższe, niż koszty zagospodarowania i transportu z z odbiorem. Jak się okazuje, wcale niekoniecznie…

W takim razie może koszty OKOŁOśmieciowe? Paliwo, amortyzacja, kontenery, pojemniki na śmieci…
Paliwo raczej odpada. O ile w Bierutowie koszty paliwa są z pewnością wliczone w ofertę MGK i stanowią pewien procent tych 156,89 złotych za tonę odpadów, to już w Oleśnicy Urząd Miasta płaci odbiorcy „ekstra” ponad 850 tys. złotych rocznie za odbiór i transport. Amortyzacja – kwotowo na pewno Oleśnica ponosi większe koszty niż Bierutów, bo produkuje więcej śmieci. Ale od każdej tony odpadów, amortyzacja powinna chyba być taka sama i w Oleśnicy, i w Bierutowie. No chyba, że się mylę, czego wcale nie wykluczam… Może pojemniki? Ale czemu AŻ TYLE?

Oto przykład dla lepszego zobrazowania problemu: pewien przedsiębiorca ma dwa sklepy. W jednym z nich można kupić chleb i kostkę masła za 7.50 zł, a w drugim sam chleb kosztuje 10 złotych. Który ze sklepów należących do tego samego właściciela będzie droższy? I dlaczego?

Jakieś pomysły?

Pierwsze Prawo Otwarcia potwierdzone

Pierwsze Prawo Otwarcia, które – nie chwaląc się – sam wymyśliłem, brzmi

Otworzyć można w zasadzie wszystko

Pisząc dwa dni temu o czekających nas otwarciach w kontekście zbliżających się wyborów samorządowych, nawet nie myślałem, że na pierwsze otwarcie w błyskach fleszy i pierwszy odtrąbiony sukces w roku wyborczym będziemy czekać ZALEDWIE DWA DNI!!

Oto bowiem dziś, 17. stycznia, w oleśnickim ratuszu miało miejsce pierwsze oficjalne otwarcie:

otwarcie_windy

źródło: www.olesnica.pl

Przedmiotem otwarcia była…

WINDA!

Piękna, błyszcząca! Funkiel nówka! Co prawda w bok jeździć nie potrafi, ale sądząc po pompie, z jaką ją otwarto, z pewnością będzie chlubą całego magistratu.

Ehhhh… Rzeczywistość czasem przerasta kabaret…